Pamiętam dobrze ten moment, kiedy dowiedziałam się, że istnieje na świecie coś takiego jak rozwój osobisty. Gdzieś tam żyją ludzie, którzy pomagają innym w ich pracy nad sobą, dostarczają całą masę narzędzi i ćwiczeń, a co najważniejsze: piszą o tym książki. Miałam 16 lat, rozpoczęłam niedawno liceum i zaczęłam dostrzegać, że istnieje coś poza moim małym miasteczkiem. I od razu mówię: wtedy nie było takiego internetu, mediów społecznościowych i wspaniałych smartfonów, które są oknem na świat. Wtedy były Charaktery, Cogito i kilka innych magazynów. Były biblioteki – w większości słabo zaopatrzone. Ja miałam to szczęście, że w jednej z nich natrafiłam na książkę Jacka Canfielda, która zainspirowała mnie do rozpoczęcia wielkiej akcji rozwojowej, która trwa do dzisiaj.

Moja pierwsza Lista Stu Celów

Jest jedna rzecz, którą pamiętam z pierwszej rozwojowej książki, którą przeczytałam. Zetknęłam się wtedy z zaskakującym dla mnie pomysłem, aby zacząć konstruktywnie marzyć. Jack Canfield napisał bardzo szczegółową instrukcję i nakazał zapisanie jak największej liczby celów na życie. Bez oceniania ich, bez zastanawiania się, czy mają sens, czy mogą się w ogóle wydarzyć. Bez rozmyślania o problemach finansowych czy ograniczeniach związanych z miejscem zamieszkania. Przeglądałam tę czerwoną książkę i zrobiłam swój pierwszy krok w stronę zmian. Moich osobistych, nastoletnich zmian. Muszę napisać do Jacka Canfielda i podziękować mi za ten drobny wstrząs, który zaserwował mi tyle lat temu.

Wyciągam teraz mój brązowy notes, w którym znajdują się moje pierwsze rozwojowe notatki. Zapisałam w nim ulubione cytaty (teraz zapisuję je w ładnych grafikach i zamieszczam na blogu), tytuły książek, które przeczytałam (co za szczęście, że jest lubimyczytac.pl) i tę ważną (bo pierwszą) listę celów. W większości moje plany wydawały się czymś kompletnie odległym i niemożliwym. Wymarzonym – tak, ale jednocześnie nierealnym.

Zorganizować konferencję psychologiczną. (dlatego zorganizowałam pierwszą konferencję Profectus)

Zarabiać na pisaniu. (to było dla mnie aż absurdalne, a jednak!)

Prowadzić warsztaty i szkolenia. (jakoś zaczęło się to dziać!)

Były zapisane marzenia o rodzinie, o dzieciach, o pracy na własny rachunek. Języki obce, podróże, umiejętności i ważne lifestyle’owe kwestie. Całe mnóstwo zmian, których pragnęłam z całego serca, choć nie do końca wierzyłam w szansę na nie.

 

Cele, które same się realizują

Kiedy patrzę wstecz, nie mam pojęcia jak to się stało – zdecydowana większość planów, które stworzyłam jako już 17-letnia dziewczyna, dziś są zrealizowane. Mogę czuć dumę, ale i wielką własną moc. Dzięki odhaczaniu kolejnych punktów zrozumiałam, że ograniczenia są we mnie. Wiem doskonale, że w moim przypadku zawsze się da. Jeśli tylko zechcę. To sprawia, że nawet największe tragedie i trudności przechodziłam (i przechodzę) z mocną nadzieją i pewnością, że wszystko się ułoży. O tak, Jacku Canfieldzie. Dzięki.

I nagle obniżenie lotów

Moje 27 urodziny 20 czerwca 2015. Spoglądam na listę celów sprzed lat, znów pojawia się duma i coś, co ubóstwiam. Determinacja. Postanawiam sobie szybko, że z okazji 10-lecia mojej Listy Stu Celów, odświeżę ten temat i stworzę jej zupełnie nową wersję. Zacznę od nowa, określę plan, dzięki któremu kolejne kroki będą bardziej ukierunkowane.

Październik

Na mojej liście 81 celów. Zdecydowana większość z nich nieokreślona – nie ma żadnego terminu realizacji, konkretu (oprócz Być w najlepszej formie życia do końca 2015). Luźna, delikatna wizja idealnego życia, które mogłabym sobie sprawić. Jak często do niej zaglądam? W ogóle. Co zaczęłam realizować? Nic oprócz mocnej dawki treningów i dbania o ciało (przypadek?). Dlaczego jej nie dokończyłam? Bo mnie nie kręci.

 

A wtedy powraca Jack

Kilka dni temu, podczas długiej wieczornej kąpieli, która miała zregenerować mnie po bieganiu, przeglądałam w telefonie facebooka. Od dawna traktuję go jak osobistą, inspirującą listę newsów z całego świata – między innymi od moich rozwojowych guru, którzy dali mi wiele dzięki swoim książkom i wystąpieniom. Jest i Jack Canfield – od niedawna. Tamtego wieczoru na jego fanpage’u pojawił się taki cytat:

If you are bored with life, if you don’t get up every morning with a burning desire to do things – you don’t have enough goals.

Jeśli jesteś znudzony życiem, jeśli nie wstajesz każdego poranka z palącym pragnieniem działania – masz za mało celów.

Lou Holtz

Do cytatu dołączony został link do osobistej listy celów Jacka Canfielda, która powstała w 1989 roku. Otwieram, przeglądam, krótko komentuję no jasne i wspominam moją własną, nielubianą listę celów, która wciąż jest niedokończona. I wtedy właśnie coś zrozumiałam.

 

Oczywiste rzeczy nie inspirują

Sama sobie strzeliłam w kolano. Raz jeszcze patrzę na moją czerwcową listę i widzę, jak proste i oczywiste są moje cele. Wiem dobrze, że je zrealizuję nie dlatego, bo mam tak wielką moc, ale dlatego, że moja Lista Stu (niemal) Celów to lista banałów i pomysłów, które nie wymagają wysiłku. Jako 17-latka stworzyłam wizję czegoś, co wykraczało poza moje poczucie realności – plany były bardzo ambitne, trudne do realizacji, niemal niemożliwe na tamten moment. Efekt? Przez 10 lat dawałam z siebie 105%. Moja aktualna lista wprawiała mnie natomiast w taki nastrój:

giphy (12)

 

Brak konkretów, brak mocnej, może nawet lekko przerażającej wizji sprawił, że osiadłam na laurach. Och, wiem, czego chcę. Działam sobie zatem, spokojnie. Delikatnie. Delikatniej niż zwykle. Tylko wciąż mi czegoś tutaj brakuje. Czego? 100 celów, które nakręcałyby mnie do zrobienia w życiu czegoś więcej!

Tym razem niech to będzie AMBITNA lista celów życia

Myślę, że czas na powrót do przeszłości. Jeśli rzeczywiście mam zająć się realizowaniem planów z mojej Listy Stu Celów, muszę jak najszybciej zająć się stworzeniem ambitnej listy, która będzie mnie inspirować do działań. Żadnych luźnych pomysłów, które nie niosą za sobą żadnego palącego pragnienia działań. Jeśli masz ochotę razem ze mną zająć się tym, o czym marzysz, przedstawiam Ci moje zasady, które znów biorę od Canfielda:

  • w ciągu kilku dni stwórz listę bardzo ambitnych celów – postaw przed sobą wysoko poprzeczkę, przekonaj sam siebie, że nie ma przed Tobą żadnych ograniczeń. Jeśli tylko coś Ci się pojawi, zrobisz to.
  • nie oceniaj swoich celów, nie spisuj pomysłów na straty tylko dlatego, że tu i teraz nie masz szans na ich realizację. Jeśli się zdecydujesz na nie, zrobisz wszystko, aby sytuacja Ci sprzyjała.
  • określ datę realizacji każdego celu – zadeklaruj, do kiedy go odhaczysz. Jeśli pozwolisz sobie na brak konkretów, poczujesz to, co ja wcześniej 🙂
  • postaraj się dodać do każdego celu maksymalną ilość szczegółów – gdzie będzie realizowany, jak będzie wyglądał itd.
  • nie chowaj listy celów do szuflady! Musi być widoczna jeśli ma być zrealizowana.

 

A co najważniejsze: ta lista celów niech będzie maksymalnie ambitna.

 

 

Tworzycie listy celów? Co Wam sprawia największą trudność?

 

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn10Share on Google+2Pin on Pinterest0