Grectchen5

Gretchen4

Czy ja też chcę żyć lepiej? Zdecydowanie! Od kilku lat staram się dbać o to, aby lepiej mi się żyło – i w relacjach, i ze sobą. To wcale nie jest takie łatwe – właśnie dlatego śledziłam to, co robi Gretchen Rubin ze swoją kolejną książką. Kiedy zobaczyłam na instagramie okładkę Better than before, stwierdziłam, że to będzie nie tylko kolejna inspirująca książka Gretchen, ale cała masa pomysłów na to, żeby rzeczywiście żyć Lepiej! Możemy je nazwać też inaczej – sekrety dojrzałości to coś, co spodobało mi się najbardziej.

 

O Lepiej! pisałam już tutaj – w tym roku postanowiłam wybierać co miesiąc kilka mądrych książek do przeczytania i wyciągać z nich wnioski, które coś rzeczywiście mi dadzą. Dzisiaj chciałabym powiedzieć Wam o kilku najważniejszych rzeczach, które wyczytałam. Gretchen jak zwykle pisze same dobre rzeczy!

Gretchen3

Gretchen2

3 sekrety dojrzałości według Gretchen Rubin

1. Robiąc po trochu każdego dnia możesz osiągnąć wiele.

Najlepiej byłoby nastawić się na wielkie życiowe metamorfozy. Znacie to? Od poniedziałku zacznę regularne ćwiczenia (codzienny, godzinny trening), zrezygnuję całkowicie z niezdrowego jedzenia, oszczędzę pieniądze podczas codziennych zakupów, zadbam bardziej o relacje, zacznę regularnie sprzątać. Opcja idealna wygląda jeszcze lepiej: biorę tygodniowy urlop i przez 7 dni skupiam się na gruntownych zmianach w całym moim życiu. Wszystko biorę na warsztat: swój wygląd, nawyki, nastawienie do ludzi, sposób spędzania czasu. Zmieniam otoczenie, przedmioty, które tworzą moją codzienność. Wszystko. 

To by było coś.

Czy rzeczywiście? Przede wszystkim naprawdę nie warto wierzyć w to, że w jednym momencie zmienimy wszystko to, co nam nie gra. Choć dobrze jest pracować nad kilkoma nawykami naraz (na przykład nad fundamentalnymi przyzwyczajeniami, które opisuje Gretchen w swojej książce), warto dostrzec wagę nie tego, co wielkie i zauważalne przez cały świat, ale na codzienne ulepszanie swoich działań, organizacji, otoczenia. Magia dzieje się nie wtedy, gdy rzucamy się na głęboką wodę bez względu na ewentualne straty, ale wtedy, gdy zmiana jest ciągła, bezustanna.

Ten sekret dojrzałości podoba mi się chyba najbardziej – chcę wprowadzać go w życie na kilka sposobów:

  • koncentrując się nie na tym, aby codziennie robić długi i intensywny trening (nierealne dla mnie) a na tym, aby wykonać kilka określonych ćwiczeń (co sprawia, że i tak się rozgrzewam, czuję przypływ endorfin i w rezultacie ruszam się więcej). Takie maleńkie rzeczy sprawiają, że jestem w lepszej formie niż wtedy, gdy myślałam w kategorii spektakularnych zmian.
  • nie rezygnując z niezdrowych przyjemności od razu, ale wybierając mniejsze zło – frytki kocham najbardziej na świecie, kojarzą mi się z starymi, dobrymi czasami, dzieciństwem i beztroską. Poza tym są przepyszne. Umówmy się – nie są zbyt zdrowe. Czy powinnam z nich zrezygnować na zawsze? O nie! Strategia Gretchen zachęca do kombinowania np. wybierania frytek domowych zamiast tych mrożonych, unikanie fast foodów, decydowanie się na jedną porcję, a nie uleganie pokusie zjedzenia trzech, z czasem ograniczanie tej jednej porcji. Wybieranie mniejszego zła staje się nawykiem, dostarcza przyjemności i wpływa lepiej na zdrowie. W moim odczuciu to lepsza opcja niż drastyczne odcinanie się od wszystkich ukochanych rzeczy.
  • stosując metodę 15 minut przy najgorszych zadaniach – wystarczy nastawić sobie stoper na kwadrans i w ciągu tych kilkunastu minut zajmować się tym, do czego trudno się zmobilizować. W moim przypadku właśnie tak działa odgruzowywanie skrzynki e-mail. Ilość wiadomości jest dla mnie przytłaczająca (nie same maile!). Ze względu na to, że mam tendencję do tego, aby kończyć to, co zaczynam, perspektywa przejścia za jednym razem przez wszystkie listy zawsze była dla mnie dramatem. Misja niemożliwa. Odkąd tylko na chwilkę podchodzę do tematu, działam o wiele skuteczniej.

Gretchen1

2. Aby posuwać się naprzód, trzeba się czasem zatrzymać.

Zatrzymać się. W rozwoju. Usiąść spokojnie. Po raz któryś przejrzeć cele, zastanowić się, zweryfikować. Przestać zarzynać się niezrealizowanymi planami w tym tygodniu. Zamknąć za sobą drzwi do frustracji, odetchnąć głęboko, zrobić sobie przerwę. Przeczytać mało ambitną książkę od czasu do czasu, obejrzeć Wspaniałe stulecie zamiast super-hiper-ważnego reportażu. Wyjść na balkon w trakcie koszmarnie ciasnego dnia w pracy i sprawdzić, czy ptaki już wiosennie śpiewają.

No właśnie. Czy takie chwile zatrzymania, zapomnienia, oderwania się od tego co ważne, pilne, niepilne, ambitne mają sens? Czy jeśli zrobię sobie przerwę, uda mi się wrócić na właściwe tory? Gretchen pisze o tym kilka razy w swojej książce – a ja zgadzam się w stu procentach z jej opinią. Nie można działać na zwiększonych obrotach cały czas, niestety. Im bardziej narzucamy sobie szalone tempo i mamy do siebie żal o to, że nie zawsze jest doskonale, tym łatwiej zniechęcić się do rozwoju, osiągania celów czy stawiania przed sobą wyzwań. Ile już razy słyszałam: dobra, ja już nic od siebie nie wymagam, po prostu chcę żyć.? Może rezygnujesz totalnie dlatego, że w trakcie poprzednim wyzwań nie dawałaś sobie szansy na chwilę beztroski?

Jak dobrze się zatrzymywać w czasie pracy/realizowania planów? Oto moje ulubione sposoby:

  • bez względu na ilość rzeczy do zrobienia, robię sobie regularne przerwy w trakcie pracy – i nie tylko chodzi o czas na obiad czy na drugie śniadanie! Moim idealnym wzorem jest praca w trybie 1,5 godziny – 5 minut przerwy.
  • chodzenie spać o określonej godzinie – bez względu na ilość niezrealizowanych zadań. Z jednej strony działa tutaj presja czasu. Jeśli wiem, że o danym czasie mam skończyć pracę czy po prostu realizowanie mojej listy rzeczy do zrobienia, nie rozwlekam tego w nieskończoność. Poza tym regularny sen i unikanie zarywania nocy dla idei sprawia, że wstaję świeża i pozytywnie nastawiona do wyzwań – zamiast ich nienawidzić za krótką noc 👑
  • bycie na bieżąco ze swoimi celami – w moim odczuciu największym błędem jest tworzenie wielkich list celów, chowanie ich do szuflady i wiara w to, że wszystko samo się wydarzy. Ok, rzeczywiście, czasem to działa. W większości przypadków jednak cel, który nie jest przypominany, rozwijany, przemyślany od czasu do czasu, znika. Moje cele mam spisane w trello – jeśli mam ochotę właśnie się za nie zabrać, rzeczywiście myślę o tym, co warto zrobić, zastanawiam się nad pierwszymi krokami, szukam pomysłów w sieci, wiedzy, jak osiągnąć cel, badam rynek (np. gdy szukam szkoleń dla siebie). Jeśli dany cel ma jeszcze poczekać, idę dalej, ale przynajmniej pozwalam, aby w głowie zapaliła mi się lampka: hej, zobacz, co chcesz jeszcze zrobić! To na mnie działa najlepiej.

Gretchen

 

3. Nie mogę nikogo zmienić, ale kiedy sama się zmieniam, mogą też zmienić się inni. A kiedy zmieniają się inni, może się to przydarzyć i mnie.

Często jest tak, że kiedy sami otworzymy się na zmiany lub w ogóle poczujemy, że rzeczywiście realne jest robienie czegoś lepiej, wpadamy w sidła misjonarstwa. Oto wiemy, jak zmieniać życie innych ludzi. Nie możemy patrzeć na to, jak popełniają karygodne błędy, głupio tracą czas, pozwalają, aby niezdrowe nawyki niszczyły ich zdrowie i życie. Trudno patrzeć na czyjś dramat, który wynika przecież z niewiedzy. Co wtedy robimy? Nauczamy.

Nauczę Cię, jak zmienić swoje życie i naprawić je w każdym calu. Pokażę Ci, co robić lepiej, jak osiągać swoje cele i być szczęśliwym człowiekiem. Moja wiedza będzie dla Ciebie niczym oświecenie. – czy rzeczywiście? “Coś się boję, że nie sądzę” – mam ochotę odpowiedzieć na takie namowy internetowych guru. Prawda niestety jest druzgocząca: o ile możesz pozostać inspiracją dla innych ludzi, nie możesz wciskać im zmian na siłę. Co radzi Gretchen? Skup się na ulepszaniu swojego własnego życia – ucz się języków, przekraczaj swoje bariery, próbuj nowych rzeczy. Nastawiaj się na doświadczenia i po prostu zapraszaj ważne Ci osoby do towarzyszenia Ci w zmianach. A nóż stwierdzą, że to jest to? Kiedy pomyślę o tym, jak moje zmiany wpłynęły na życie bliskich mi osób, wpada mi do głowy kilka przykładów:

  • moja mama czyta etykiety produktów spożywczych i nie kupuje już tego, co niekoniecznie potrzebne. Szok stulecia: kupiła mi jogurt grecki bez dodatków jak mleko w proszku, bo to sama chemia. Wcześniej nie zwracała uwagi na takie rzeczy.
  • mój brat, zainspirowany moim gadaniem o wielkiej metamorfozy włosowej, którą planuję na koniec lutego, sam poszedł do fryzjera i zupełnie zmienił swoją fryzurę. Wygląda bombowo!
  • moja znajoma, której opowiedziałam o moim osobistym projekcie “Najlepsza do 30-stki”, podjęła kilka ważnych decyzji związanych z walką z kompleksami i zmianą ścieżki zawodowej.

Ja sama zmieniłam się dzięki obserwowaniu tego, co robią moi bliscy:

  • kiedy Stasia mimochodem powiedziała mi, że tworzy i wykorzystuje fundusz na inwestowanie w siebie, pomyślałam, że to jest po prostu genialne. Stasia ma tak samo jak ja dwoje dzieci, zobowiązania, pracę, plany rodzinno-finansowe, a jednak szuka rozwiązań tylko dla siebie. I dlatego ja sama mam swoje konto oszczędnościowe, gdzie gromadzę pieniądze na wszelkie szkolenia, kursy i wyjazdy, które planuję. Cudownie się wykorzystuje takie pieniądze oszczędzane na ważny cel.
  • Anita zmieniła swoją fryzurę w czasie naszej znajomości – diametralnie. Choć mam traumę fryzjerską, postanowiłam (obserwując ją), pokonać swój lęk. O tak, to jest wielka zmiana w moim życiu🎈.
  • bez względu na wszystko, na ogrom obowiązków, moja mama raz w miesiącu wyłącza u swojej kosmetyczki telefon i przez 2-3 godziny skupia się na sobie. Kiedy uświadomiłam sobie, dlaczego nie mogę się do niej dodzwonić, poczułam dumę. To jest to! I ja chcę taka być. Dlatego (oczywiście w ramach mojego osobistego projektu), mam sama taki czas dla siebie co 6 tygodni. Kamila, pozdrawiam ciepło!

 

Co sądzicie o sekretach dojrzałości? Stosujecie się do nich?

 

 

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn3Share on Google+2Pin on Pinterest4