Mamusiu, to musiało być trudne a czasami nawet niemożliwe. Nie miałaś wokół siebie żadnych trenerów, ja nie nic Ci ułatwiałam. Wiem, że nie zawsze słuchałam, ale mamusiu, zawsze Cię obserwowałam. I widziałam, że rezygnacja nigdy nie była dla Ciebie opcją. Wiem, że czasem to wszystko boli, ale to ty podjęłaś decyzję, żeby podążać tą ścieżką. Dzięki Tobie wiem, że to możliwe. Warto. To konieczne – stanąć oko w oko z moimi lękami. Nie mam pojęcia skąd bierzesz tyle energii – to musi być jakieś niesamowite źródło. Pomyśl mamusiu, biorąc sprawy ze własne ręce, inspirujesz mnie. Chcę być taka jak Ty. Teraz moja kolej.

Właśnie w taki dzień jak dzisiaj, kiedy wydaje się, że naprawdę to wszystko to walka z wiatrakami. Kiedy jedyną sensowną opcją wydaje się opatulenie w szlafrok i spędzenie czasu przed telewizorem. Albo spędzenie tak życia. Gdy marzenia, plany i cele to misja niemożliwa. I właśnie wtedy, gdy zamiast rezygnacji mówię sobie, że spróbuję przezwyciężyć ten trudny czas niesprzyjające warunki, gdy nie wściekam się na cały świat, że tak wygląda to wszystko tylko działam, robię coś, co zostaje w moim dziecku na zawsze.

Taki obraz mamy właśnie. Taki obraz siły.

Miazga. Wyję.

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn4Share on Google+1Pin on Pinterest0