Projekt SukcesIntegracja po szkoleniu Projekt Sukces z Martą, Basią, Wiesią, Ulą i Iwoną

Jednym z moich urodzinowych planów była kolacja z moim bratem. Jest moim prawie-bliźniakiem. Urodziliśmy się 20 czerwca, ale z 6-letnią przerwą. Gówniarz. Jeździ po świecie, spełnia kolejne marzenia, zdobywa zawód swoich marzeń, kocha dobre, włoskie jedzenie, celebruje to, co warto celebrować i wciąż jest zajęty. Postanowiliśmy, że dwa razy w roku wybierzemy się wspólnie na kolację po to, aby po prostu ze sobą spędzić trochę czasu. Bez naszych rodziców, bez mojego M., dzieci, nawoływania mamy: Jeśli już rozmawiacie, to umyjcie naczynia! i bez tych nieskończonych pogawędek przy myciu zębów. Ja siedzę na ziemi z moją szczoteczką w ręce, on siedzi pod prysznicem z jego szczoteczką. Nie. Dwa razy w roku zrobimy sobie wyjątkowy wieczór.

Podczas tej naszej urodzinowej rozmowy nad ogromnymi talerzami wypełnionymi makaronem i parmezanem, Maciek powiedział, że cieszy się, że zrobiłam sobie taką pracę. Jak to “zrobiłam”? No, siedzisz w tych szkoleniach na okrągło, wpadł Ci do głowy ten blog, w ogóle jak na to wpadłaś, co chwilę jakieś sesje, konsultacje. Lubisz to. Stwierdza fakt, kradnie mi mój makaron, popija swoje wino.

Lubię to. Trudno to ukryć. Lubię nawet siedzenie po nocach nad planami szkoleniowymi, blogiem i komentarzami. Lubię ten dreszczyk emocji, gdy do sali warsztatowej przychodzą uczestnicy, lubię, gdy kończymy spotkanie i widzę, że to było to. Tak, zrobiłam sobie taką pracę i bardzo chcę Wam powiedzieć o tym, dlaczego warto ryzykować dla marzeń. Nawet jeśli nie mamy najmniejszej pewności, czy coś zadziała. Nie wiedziałam kiedyś, czy będę dobrym trenerem czy psychologiem. Nie miałam pojęcia, że z bloga zrobi się praca a z pomysłów książka. W głowie mi się to nie mieściło. A jednak.

W sobotę prowadzę właśnie jedno z tych wymarzonych szkoleń – chcę dzisiaj Wam opowiedzieć o tym, co mi to wszystko daje. A daje bardzo dużo!

3 rzeczy, jakie dają mi szkolenia

1. Poznaję wspaniałych ludzi

Dobrze jest być trenerem – a pamiętam ten moment w życiu, kiedy przed szkoleniem drżały mi ręce i przerażała perspektywa wyjścia przed grupę uczestników. Po tych latach pracy z ludźmi nauczyłam się dużego luzu, wiem, jak zaufać intuicji i jak pociągnąć warsztat w tę stronę, której chcą uczestnicy. Właśnie – osoby, które przychodzą na szkolenia. Przez minione lata, w ramach bardzo różnych projektów, miałam okazję poznać przeróżnych ludzi. Rozmaite ścieżki życiowe, pomysły na przyszłość, czasem brak pomysłów i nadziei, brak wizji, a czasem wizji aż za dużo. W każdym człowieku widziałam zawsze to pragnienie rozwoju – nawet w tych osobach, które zaczynały ze mną pracę z pozycji “szef mi kazał”. Myślę, że to jest właśnie coś niesamowitego. W każdym z nas jest taka mała część, która wierzy w to, że można pewne rzeczy ulepszyć.

2. Słucham historii, które czasem mogłyby być niewypowiedziane

Podczas warsztatów powinna panować jedna podstawowa zasada: jeśli uczestnik nie ma ochoty mówić, opowiadać o sobie czy nawet wyciągać wnioski z ćwiczeń, nie musi tego robić. Wystarczy, że jest. Wystarczy, że zastanawia się nad tym, co przynoszą kolejne części szkolenia. Każdy warsztat jest świetną okazją do tego, żeby przemyśleć sobie konkretne rzeczy – ja sama zawsze wynoszę tonę notatek ze szkoleń, przeglądam je, wracam nawet po czasie. To bardzo ważne – nawet jeśli podczas samego spotkania siedzi się cicho.

Dla wielu osób warsztaty są okazją do tego, żeby wypowiedzieć się na forum na temat tego, nad czym pracujemy. Dzięki zasadzie 4 ścian (wszystko, co mówimy jest poufne), można czuć się bezpiecznie. I dlatego właśnie pojawiają się historie, których zwykle nie słyszy się podczas zwykłych spotkań. Ktoś chce się zwierzyć, opowiedzieć o swojej przeszłości, powiedzieć w końcu głośno o marzeniach. Ktoś inny, zainspirowany tym, co powiedział inny uczestnik, wtrąca głośne: ALE i mówi o swoich wątpliwościach. Kolejna osoba dodaje pozostałym sił, zachęca, motywuje. Inna tej motywacji potrzebuje i otrzymuje ją nie tylko ode mnie, ale i od całej grupy.

Taka energia aż rozsadza.

3. Dostaję potężnego kopniaka motywacyjnego

Po każdym szkoleniu jestem naładowana – tą właśnie energia, którą dają uczestnicy. Przychodzę później do domu i zatapiam się w ciszy. Warsztaty nigdy nie będą dla mnie czymś, co się robi tak po prostu, dla idei, dla zabawy. Każda osoba, z którą pracuję, której podaję rękę, a czasem nawet przytulę, jeśli tylko tego chce, zostaje w mojej głowie. To coś w rodzaju poczucia obowiązku – dostaję w prezencie te wszystkie historie i jestem nakręcona do tego, aby zrobić coś jeszcze. Wysyłam te newslettery, piszę bloga, odpisuję na wszystkie maile, myślę o kolejnych projektach – i to bez względu na to, czy pracuję z pielęgniarkami 50+, nastolatkami czy osobami, które szukają swojej drogi do sukcesu. W szkoleniach znalazłam swoją magię.

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest0