Dzisiaj mam dla Was coś specjalnego – tekst, na który czekałam w ostatnim czasie. Tym razem to słowa mojej uczestniczki Projektu Sukces, który jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie stworzyłam. Iwona była niesamowita w trakcie pierwszego półrocza tego roku. Inspirowała do zmian, angażowała pozostałych uczestników i pozwalałam nam wszystkim na obserwowanie tego, co dzieje się w jej życiu. Nie miała też nic przeciwko pytaniom, które zadawałam, wyzwaniom, które stawiałam i trudnym kwestiom, które lubię od czasu do czasu wrzucać na nasze forum. Śledzenie zmian uczestników jest jak magiczna różdżka – sprawia, że nie można po prostu patrzeć na to, co ktoś robi. Niemal od razu chce się wyskoczyć ze swoich schematów działania, zrobić coś nowego, wyruszyć w innym niż dotychczas kierunku. Takim motywatorem była właśnie Iwona Rutkowska. Przeczytajcie, jak zmieniła swoje życie i zróbcie już dzisiaj coś dla swoich wymarzonych zmian.

Gdzie kierujesz wzrok, tam rośnie.

Zakończony właśnie Projekt Sukces stał się okazją do podzielenia się historią, którą napisałam wspólnie z Edytą, najwłaściwszą osobą, którą świat mógł przede mną postawić, gdy życie stało się nie do zniesienia.

Do udziału w Projekcie popchnęła mnie frustracja i niezadowolenie z życia. Byłam pozornie szczęśliwa. Dom, udane dzieci, kochany i kochający mąż. Jednak nie każdy z pokojów moich Potrzeb był umeblowany tak, jak chciałam. Te miejsca, gdzie dbałam o potrzeby najbliższych – lśniły czystością i pachniały od nieustannych porządków, zmian na lepsze, remontów i poprawiania doskonałego. W tych należących do mnie panował zaduch, kurz w powietrzu zasłaniał okna dywanem zatęchłej pajęczyny. Oto ja. Czterdziestoletnia mama z 2 dzieci, która zamknęła się w domu. Na dziesięć lat.

Brakowało mi pracy, przyjaciół, własnych spraw. Wyjścia ze znajomymi bez udziału dzieci, z celem innym niż IKEA, Rossmann, bazarek i proza życia.

W głowie jak dzwon rozbrzmiewało mi pytanie: Czy właśnie zmarnowałam dziesięć lat swojego życia? Czy pozwoliłam, by czas utkał mi przyszłość, jakiej nie chciałam? Oddałam mu we władanie dekadę z mojego jedynego życia. Na ten czas wypuściłam stery z rąk, płynąc z nurtem, biorąc, co przynosi kolejny dzień. Pytanie to, postawione przeze mnie we właściwym momencie a także w odpowiednim etapie Projektu. Szukanie pracy poza domem po dziesięciu latach było dla mnie niezmiernie trudne. Do tego, na każdym kroku wewnętrzny gremlin kiwał z politowaniem głową: daj sobie z tym spokój, masz czterdzieści lat, lat z czego dziesięć zajmowałaś się domem, dzieciakami; świat pognał do przodu, a ty w fartuszku gospodyni i ze ścierą w ręku, nie jesteś w stanie go dogonić! Odpuść. Odpuść!”.

Odpuścić?

Ta mantra grała w mojej głowie od wielu lat. Zawsze ten sam schemat. Chcę wyjść do pracy. Ale dokąd? Kto mnie zatrudni? Nic nie potrafię. Nie mam wykształcenia, poza maturą… Przed urodzeniem dzieci pracowałam kilka lat w banku, ale nie chciałam się dziś ponownie odnajdywać w świecie finansów i wielkich korporacji. Mam za to kompleksy, których nie umiem pokonać, które zdemolowały moją pewność siebie i właśnie wpływają na przyszłość. Lata płynęły, jak łzy po policzkach, przy każdej próbie podjęcia jakichś kroków, działań. Dochodziłam do ściany, łzy wysychały i życie biegło dalej tym samym, znienawidzonym torem. Frustracja rosła, wyraźnie rzutując na relacje z najbliższymi.

Jedyną latarnią, która zwiastowała zmiany była ogromna potrzeba wyrwania się z tych wykańczających mnie psychicznie emocji – głód zmiany podnosił mnie z kolan, by za chwilę, rzucić mnie w objęcia paraliżującej niemocy.

Jak zmieniłam swoje życie?

Lekcja pierwsza, czwarta, dziewiąta, piętnasta… Kolejne zadania i cotygodniowe mocne wpisy powoli otwierały mi oczy i zasypywały koleiny przekonań, którymi się dotąd karmiłam. Przyznaję, byłam pilną uczennicą. Czekałam z wytęsknieniem na każdy piątek, kiedy do skrzynki mailowej wpadała wiadomość, zbliżająca mnie do Zmiany. Pierwszy raz byłam tak bardzo zaangażowana w coś, co było tylko moje.

Zobaczyć jak Edyta z lekcji na lekcję kilofem słów przebija ścianę, do której kiedyś doszłam i w tym miejscu zakończyłam działanie (do dziś nie umiem nazwać tych emocji). Albo wyrzucone do kosza z etykietką ,,nierealne”, ,,nie dam rady”, ,,dla młodych” marzenie, wygrzebuje i dopinguje do zawalczenia o nie.

Oszołomienie, kiedy zobaczyłam, że za tym murem jest droga i że jest dla mnie wygodna, że chcę nią dalej podążać, a buty do dalekiej wędrówki coraz lepiej leżą na nodze. Kiedy opada kurz po walce z nawykami, przekonaniami, które mnie skutecznie odgrodziły od kontaktu z własnymi potrzebami, ode mnie samej, widzę, że ta osoba z kilofem to … zmęczona, ale szczęśliwa JA. Zmęczona po najdalszej podróży, jaką odbyłam – podróży w głąb siebie. To zmęczenie i szczęście dało mi determinację do dalszej drogi.

Z kilofem.

Widzę już, że na wyciągnięcie ręki jest wszystko. Trzeba tylko zapisać marzenia i zaplanować drogę do sukcesu. Czasem jest zaskakująco krótka, a czasem żmudna i kręta, kiedy cel chowa się za górami, które musisz pokonać. Wtedy wędrówkę trzeba podzielić na małe odcinki. Najważniejsze to iść. Codziennie robić coś, by być bliżej swojego celu. Poświęcić temu choćby kwadrans dziennie. Świadomość, że robię to dla siebie, że właśnie lepię w dłoniach swoje życie, że przestaję żyć pod dyktando czyichś oczekiwań jest nowym i nieziemsko wyzwalającym odczuciem. Po raz pierwszy mam świadomość sprawstwa i wpływu na własne życie.

Wygrywam z lenistwem, brakiem zorganizowania. Wymówkom zatrzaskuję drzwi przed nosem, albo macham im przyjaźnie na pożegnanie, przecież to stare przyjaciółki, na pewno niedługo się spotkamy…

Pojęłam nareszcie, jakim błędem było utożsamienie miłości do drugiego człowieka i dzieci z rezygnacją z własnego JA. Nieustanne wznoszenie toastów za czyjeś sukcesy, bycie budowniczym czyichś marzeń, cegiełką w jego budowli, supportem w cudzej wędrówce.

Cudownie jest wspierać najbliższych w ich drodze. A ja byłam głodna własnych sukcesów. Nie biznesowych czy finansowych. Praca domowa, którą wykonywałam od dziesięciu lat, zakwitła mi w głowie znienawidzoną naroślą, mimo że kocham mój dom i najbliższych i chcę o nich dbać. Brak odskoczni od prozy sprawił, że była dla mnie tylko nielubianym obowiązkiem. Chciałam się cieszyć czymś poza domem, coś tworzyć, coś co mogłabym podpisać własnym imieniem.

Posprzątane, odgruzowane, zbudowane na nowo

W Projekcie zrozumiałam, że nie ma głupich marzeń. Że wszystko jest w zasięgu ręki. Od nauki angielskiego po przeprowadzkę za ocean. Jedno i drugie ma wspólną cechę. Trzeba przyznać się do tego marzenia, wyartykułować je na głos, zaplanować i rozpocząć wędrówkę ku niemu. Dla mnie kluczowym było odpowiedzieć na pytanie DLACZEGO. Jeśli wiesz, dlaczego coś robisz, dlaczego Ci tego brakuje, dlaczego ciągle ta potrzeba do Ciebie wraca i uwiera, jak kamień w bucie, wtedy włączasz w sobie motor do działania. Twoje działanie zostaje ,,oflagowane” i nawet, jeśli brakuje Ci momentami paliwa, albo z tysiąca innych powodów zwalniasz tempo, Twoje DLACZEGO pozwala Ci po jakimś czasie wrócić do gry. Kiedy będziesz wiedział, DLACZEGO, zawsze już będziesz na właściwym kursie.

Projekt Sukces stał się dla mnie wytyczaniem autostrad do własnego umysłu, nieustannym kontaktowaniem się z własnymi potrzebami. Strzepaniem z siebie pajęczyn powinności, wewnętrznych przymusów, życia pod cudzą linijkę, cudze oczekiwania, narzucone sobie role doskonałej, perfekcyjnej matki czy wspierającej żony.

To jest jeden z moich osobistych sukcesów. Obudzenie w sobie odwagi empatycznego wytyczania własnych granic, wprowadzenie do zasad gry własnych zapisów. Zmiana zasad w trakcie gry. Zawalczenie o siebie.

I stało się. Przekułam to, co budowało moje życie przez dziesięć lat, na paliwo do rakiety, która wyniosła mnie ponad rujnujące przekonania na swój temat, kompleksy, cumujące do szarej, niesatysfakcjonującej rzeczywistości i pomogło zbudować teraźniejszość na nowo. Przeszłość, z kuli u nogi, stała się moją szansą na nowe życie.

Lata prób zrozumienia własnych dzieci, czas spędzony na empatycznym towarzyszeniu im w drodze rozwoju i poznawania świata, dziesiątki przeczytanych książek z dziedziny psychologii, rozwoju dzieci, by pogłębić swoje doświadczenie-teorią ludzi, których uznaję za autorytety. To wszystko dało mi napęd do stworzenia wizji i dostrzeżenia wielu możliwości szans rozwoju wokół. Zbudowałam wokół siebie siatkę autorytetów, których słowa mnie budują i napędzają do działania.

Jednym z filarów moich zainteresowań i nową drogą stał się język Porozumienia bez Przemocy (Nonviolent Communication) i temu poświęcam znaczną część czasu zarezerwowaną na rozwój. Moim zdaniem empatyczne porozumiewanie się to, mówiąc najkrócej, klucz do lepszego życia. Moim celem jest wprowadzić je do swojego życia, a potem, jako trener, wzbogacać nim życie innych. Drugi filar to psychologia. Rozwój dziecka, jego rzeczywiste, naturalne, pierwotne potrzeby. Chcę też współtworzyć nową, przyjazną edukację, której priorytetem będzie nauczenie nowego pokolenia radzenia sobie w życiu, towarzyszenie w zdobywaniu wachlarza kompetencji społecznych, pozwalających świadomie sterować i zarządzać swoim życiem. Jestem przekonana, że można połączyć te trzy filary i współtworząc alternatywę dla obecnego systemu oświaty i edukacji, być świadkiem zmieniającej się rzeczywistości.

Dlaczego niby nie?

Projekt Sukces to też nieustanne odpowiadanie na pytanie ,,DLACZEGO NIE?’’. Dziś wiem, (choć oswojenie się z tą wiedzą kosztowało mnie mnóstwo emocji) że wiek nie jest przeszkodą, by dalej się uczyć. Projekt studia, wielokrotnie przywoływany wcześniej w moich marzeniach, trafiał do kosza, opatrzony etykietką ,,dla młodych”, ,,nie dam sobie rady”. A w październiku idę na studia! Ja – czterdziestolatka, z dzieciakami w bagażu, wspierająca je drodze do ich szczęścia, zasiądzie w ławce z dwudziestolatkami. Ta decyzja rodziła się w bólach, ale wreszcie jest.

Wybór studiów to efekt rozważań i burzy mózgów, moich, bardzo wspierającej Grupy z Projektu, rozmów z doradcą zawodowym na temat moich zasobów i walorów, mogących przydać mi się w przyszłych działaniach. Zamierzam wejść na drogę, która z jednej strony jest dla mnie nowa, z drugiej wypłynęła naturalnie z moich zainteresowań, które pielęgnowałam przez dziesięć lat, tylko na małym, prywatnym gruncie.

Moją codziennością stało się uczestniczenie w warsztatach rozwojowych, webinarach, dyskusjach na forach internetowych, rozmowy z doradcą zawodowym, zbliżenie do ludzi i miejsc, które mogą wspomóc mój rozwój. Moja biblioteczka zapełnia się kolejnymi rozwojowymi pozycjami z dziedziny samorozwoju, edukacji, psychologii.

Chciałabym w przyszłości zbliżyć się do autorytetów, poznać bliżej pasjonatów, szerzących bliskie mi idee i wartości np. Jespera Juula czy tworzącego wspaniałą platformę psychologiczno-edukacyjną Michała Pasterskiego. Mam nadzieję nawiązania współpracy z nimi w przyszłości lub z osobami szerzącymi ich ideały.

Moje lekcje sukcesu

Nauczyłam się odpuszczać i nie daję się już zabijać przez wyrzuty sumienia, bo spraw sto, ale jeszcze więcej nagłych nieprzewidzianych wypadków. Dzieci są, jak wiemy, gwarantem nieprzewidzianych zdarzeń. Daję się burzom i nawałnicom przetoczyć nad głową, nie biję się z nimi, jak kiedyś, nie frustruję. Przeczekuję.

Perfekcjonizm powoli odchodzi w cień. Powoli. Ale odchodzi. Szukam szczęścia w tu i teraz, nie wyprzedzam zdarzeń myślami kilka godzin naprzód, tak naprawdę nigdy nie będąc obecna w teraźniejszości. Projekt Sukces to nieustanna burza mózgu. W mojej głowie rozbiło się o siebie dziesiątki pomysłów na przyszłość, lepszych i gorszych, niektórym pozwoliłam rozkwitnąć, innym…zgasnąć. Dopuściłam do siebie snucie wizji o przyszłości i stały się cuda.

Stworzyłam listę ważnych dla mnie spraw. Tematów, które mnie budują. Jednym z moich marzeń była poprawa relacji towarzyskich. Przecięłam nici łączące mnie z toksycznymi osobami, po spotkaniu których musiałam ładować emocjonalne baterie. Zrobiłam w ten sposób miejsce na nowe znajomości. Obecnie wartościowe, cudowne, budujące obie strony relacje, podtrzymuję z radością, podlewam i świadomie o nie dbam.

Dziś mam wokół fajne dziewczyny, z którymi co miesiąc wychodzę do teatru. Bardzo dbam o to, by wyjścia były regularne. I są. To kolejny przykład na to, że ,,gdzie kierujesz wzrok, tam rośnie”. Świadomie, czasem z kalendarzem, dbam o moje nowe, wspaniałe znajomości i przyjaźnie!

Projekt Sukces to nie jest półroczny kurs, produkujący nową osobowość. To miejsce magicznej zmiany, poprzedzonej pracą, często prowokującą do opuszczania swojej strefy komfortu, bezpiecznego pudełka, które ciasne, niewygodne, ale… znane – wypełniamy sobą przez lata, albo nawet całe życie. Niespełnieni, nieszczęśliwi, zgorzkniali, wściekli na najbliższych, bo nie wytyczyliśmy zawczasu granic naszego osobistego szczęścia. Trudno ze wspólnego rodzinnego tortu (czasu) po latach wykroić sprawiedliwą część tylko dla siebie. Ale warto. Zamknąć się w pokoju i skonsumować ten nasz kawałek ze smakiem to uczucie, którego z niczym nie da się porównać!

Opuszczenie pudełka jest ryzykowne, bo za rogiem czai się… Zmiana. Taka, jaką sobie uszyjesz. Z wartości, którymi dysponujesz i które w ramach Projektu zdobędziesz lub … w sobie odnajdziesz, bo drzemią gdzieś zakopane kompleksami, prozą życia, zakrzyczane przez gremliny nienawidzące zmian, obcinające skrzydła przekonania na swój temat, konformizm…

Ostatni dzień Projektu to nie koniec. To początek wszystkiego najlepszego. Po pół roku pracy stoisz na brzegu kapsuły, wyposażony jak Felix Baumgartner przed skokiem ze Stratosfery. Pamiętasz emocje, kiedy spełniało się jego marzenie? Jesteś gotowy, by spełnić własne?

Iwona Rutkowska


Iwona, bardzo Ci dziękuję za podzielenie swoją historią zmiany – gratuluję i trzymam kciuki za realizację kolejnych marzeń i kroków milowych. 🎈
Jeśli macie ochotę poczytać o e-kursie, zapraszam tutaj.

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+1Pin on Pinterest3