Gra o tron

Uciekam od tej Gry o tron. Nadal uciekam mimo tego, że patrzę na mojego M., który zarywa kolejne noce, aby zobaczyć jeszcze jeden fragment serialu, przysłuchuję się temu, o czym mówią nasi przyjaciele i znajomi. Mówię nie nawet wtedy, gdy mój wiecznie zajęty brat, poleca mi choć jeden odcinek. Wiem, że mogę szybko się wkręcić w historię.  Błyskawicznie. Dlatego właśnie nie zaczynam czytać powieści jeśli wiem, że mam przed sobą mnóstwo pracy, rzeczy do zakończenia czy projektów do rozpoczęcia. Nie ma opcji – wiem przecież, że opowieść będzie mnie kusić, zawsze znajdę jakąś wymówkę, aby choć na chwilę zatopić się w niej i zapomnieć o całym świecie. Gry o tron naprawdę nie chcę zaczynać, bo wiem, jak spodobało mi się to, co działo się w Tudorach, a nawet jak zainteresowała mnie historia ukochanego mojej babci – Sulejmana. Uwierzcie mi, ożyły wspomnienia z czasów, gdy historia Turcji mnie pochłaniała, zaciekawiona przystawałam przy kolejnej scenie. Akurat przecież w tym momencie sprzątałam, prawda? Akurat zdarzyło się tak, że wpadłam do babci z wizytą. Poza tym dobrze mieć temat do rozmów z nią! Każdy argument za wkręceniem się w kolejną historię był dobry.

Słuchanie historii jako część pracy? Dobrze!

Dzisiaj usiadłam przy moim biurku – pustym. Komputer, telefon, woda mineralna, niebieski notes i książka. Za mną chaos kompletny i totalny. Stosy prania po podróży, torby, zakupy, ciuchy do złożenia, tona zabawek, które wędrują do salonu zawsze wtedy, gdy mamy w nim taką właśnie czarną dziurę. Odcinam się jednak od tego – siadam plecami do chaosu, twarzą do spokoju. Obok mnie cicho mruczy pralka, a kolejne rzeczy znajdą się w swoim miejscu podczas jednej z przerw.

Książka.

Znów ta Gra o tron, która wraca do mnie jak bumerang. W czerwcu trafiła do naszego domu, pochłonięta przez M. Stwierdziłam wtedy, że może nadszedł czas, aby książkowe konkursy wiązały się czasem też z tym, co wpada w oko mojemu mężowi. Wybrednemu, pozwolę sobie dodać.

Dzisiaj usiadłam przy moim biurku – pustym. Wróciłam do myśli o tym, że nie mogę w tym momencie mojego życia znów zagłębić się w serial. Kochałam Czas honoru, ubóstwiałam Tudorów, spodobali mi się Wikingowie, a Przyjaciół znam na pamięć i wciąż się śmieję – w tych samych momentach. Patrzę na tę książkę, zaglądam w miejsca, które zaznaczył M., czytam bardzo mądre fragmenty i myślę: Hej! A może to wcale nie takie złe? Jeśli tak dobrze mi się słucha historii, może oznacza to, że to moje powołanie? 

Słucham historii niemal zawsze. Karmię się nimi, wkraczam w rozmowy całą sobą i wcale nie mam poczucia, że przez to coś tracę. W pracy jest dokładnie tak samo – noszę w sobie historie moich klientów przez długi czas, pamiętam wiele szczegółów i mam wrażenie, że każda z nich coś ze mną robi. Są jak cegiełki, które budują mnie – niekoniecznie jako psychologa. Chodzi o coś więcej niż tylko zawód.

W głowie psychologa

Praca bardzo mnie zmieniła – czuję to dość mocno. Inaczej spoglądam na życie i codzienność odkąd działam z ludźmi. Wiecie o e-kursach i szkoleniach, które prowadzę za pośrednictwem bloga. Działałam bardzo intensywnie z setkami osób w ciągu minionych trzech lat. Jedni uczestnicy działają na własną rękę, inni otwierają się, mailują, przyjeżdżają z daleka na warsztaty i spotkania. Niektórzy kończą e-kurs rozmawiając ze mną przez telefon, pisząc długie strony wniosków, inni pojawiają się na jakimś wydarzeniu po kilku miesiącach i mówią o tym, co wydarzyło się w ich życiu. Moja e-kursowa i warsztatowa część pracy opiera się na tym bardziej pozytywnym aspekcie psychologii. Mówimy o rozwoju, działaniu, motywacji, sukcesie, osiąganiu celów. Ulepszamy rzeczywistość. Działamy. Tu i teraz.

Ale to nie wszystko.

Nie mogę przecież odwrócić się od pracy z cierpieniem. Trudnościami. Wątpliwościami. Pojawiają się demony przeszłości, lęki. Ciemne i mniej pozytywne części człowieka, które sprawiają, że zmieniam się mocniej, dogłębnie.

Przez te wszystkie historie, przez maile (też te, które czekają na to, aż na nie odpiszę!), rozmowy, spotkania twarzą w twarz czy nawet komentarze na facebooku, dzieje się coś w mojej głowie. Układa. Po wymagającej sesji indywidualnej czasem po prostu wychodzę na balkon, siadam na krześle i patrzę przed siebie. Zdarzały się chwile, gdy wyciągałam koc, otulałam się nim i zasypiałam. W środku dnia! Ja przecież nie potrzebuję drzemek. Bywa też tak, że włączam głośno muzykę, która ma mnie rozruszać. Czasem te historie sprawiają przecież, że na chwilkę zastygam, zatrzymuję się.

Nie wiem, co dzieje się w głowach psychologów czy innych osób, które stykają się z historiami innych ludzi. Mnie one zmieniły. Trzymajcie kciuki, aby to była jednak dobra zmiana.

Stań się, kim jesteś

Niesamowite jest to, że ta książka wprawiła mnie w taki nastrój. Warto jednak zapomnieć o planie na tekst i pozwolić na to, aby słowa płynęły. Właśnie książka – mam dla Was aż trzy egzemplarze Gra o tron i filozofiaktórą przygotuje dla Was Wydawnictwo Sensus. Stwierdziłam, że idealnym dopełnieniem, do moich przemyśleń będzie konkurs. Jak zwykle zapraszam Was do poszukiwania odpowiedzi 🙂

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest0