fall2

Muszę Wam się przyznać do tego, że niesamowite jest dla mnie to, jak bardzo się zmieniłam w ostatnich latach. Pamiętam, że zawsze wydawało mi się, że jestem typem letnim – lubię ciepełko, upały, wakacyjną atmosferę, która trwa przez kilka miesięcy. Aż tu nagle dorosłam, może po prostu zaczęłam słuchać bardziej siebie? Może zaczęłam bardziej zauważać to, co mi sprzyja i troszkę odchodzić od przekonań na temat samej siebie?

Przed nami listopad – od kilku lat jeden z moich ulubionych miesięcy w roku. Jesień ma w sobie coś, co mnie inspiruje, zachęca do działania z większą motywacją niż kiedykolwiek wcześniej. W listopadzie chętniej myślę o zmianach, więcej rzeczy robię dla siebie i mam wrażenie, że po czasie szalonych wakacyjno-letnich wyścigów, wreszcie w tym listopadzie zatrzymuję się, działam tam, gdzie chciałam działać, ruszam tam, gdzie chciałam ruszyć dużo wcześniej. Wiecie jak jest w lecie – wciąż jest coś do zrobienia, coś trzeba załatwić, gdzieś pojechać, ktoś robi sobie wakacje, szuka się wszędzie tych śladów lata, wypija się hektolitry mrożonej kawy i mnóstwo lemoniady. W lecie trzeba jakoś przetrwać ten upał, jest za gorąco, żeby działać, nie zawsze ma się ochotę na to, żeby robić coś dla siebie. Wieczorami można słuchać dźwięków letniej przyrody (nawet w mieście), w weekendy wybiera się wypady na łono natury, woda, las, piknik, relaks. Lato jest tematem numer jeden – chcemy jak najwięcej z niego wycisnąć, bo tak naprawdę nie wiadomo, jak długo potrwa.

I w końcu nadchodzi jesień  i czas na spełnianie marzeń – czujecie to też tak, jak ja?

Listopadowa lista przeżyć

Czuję się naładowana energią – mimo trudnych i trudniejszych momentów minionych tygodni. Wokół mnie chaos, mam na sobie fartuch, zaczęłam myć podłogę, za chwilę biegnę po zakupy i po dzieci. Zanim jednak to się stanie, muszę wyprowadzić psa i upewnić się, że wszystkie rzeczy, które Siena mogłaby pożreć są poza jej zasięgiem. Mimo wielu rzeczy na głowie i ponurej pogody za oknem chcę więcej! Więcej przeżyć, wyzwań, nowych pomysłów i wyskakiwania poza swoje przyzwyczajenia – a mam ich bardzo dużo! Pomyślałam kilka dni temu, że zaproszę Was do małego rozwojowego wyzwania, które może być z jednej strony sposobem na odczarowanie tego smutnego listopada, ale i opcją na zadbanie o to, aby w życiu działo się więcej. Mój październik minął – błyskawicznie. Nie wiem, kiedy. Wiem, co się działo, ale w pracy. Kolejne terminy wyznaczają mi ramy czasowe października, ale czy mogę powiedzieć o jakichś wyjątkowych przeżyciach tego miesiąca? Niestety nie. Było standardowo – zabawy z dziećmi, namalowałam obraz do Domu w Piekiełku, pojawiła się w naszym życiu Siena, zrobiliśmy kolejny krok w stronę naszego domu marzeń. Ale czy coś wyjątkowego przeżyłam? Raczej nie. Działanie, praca, rzeczy do odhaczenia. Obowiązki.

Czy jest coś, co chciałabym włączyć do planu października? O tak! Wystawa Van Gogh live, kino, obiecana i wciąż przekładana kawa z przyjaciółką, może jakiś mały wyjazd, jesienna sesja zdjęciowa. Jest wiele rzeczy, które chciałabym przeżyć, zrobić i załatwić – i są to rzeczy niepilne, niepriorytetowe, nie aż takie ważne. Po prostu przyjemne, radosne, nowe. Nie robiłam ich, bo nie miałam planu, bo liczyłam trochę na to, że wydarzą się same. Jakoś się zadzieją, gdzieś tam się wybierzemy, coś tam zrobimy.

Dość.

Planujemy.

Zaplanuj przeżycia miesiąca

Dzisiaj chcę zaprosić Was do odczarowywania listopada. Niech to będzie jeden z najbardziej inspirujących, radosnych i przyjemnych miesięcy tego roku. Przygotowałam dla Was arkusz, dzięki któremu zaplanujecie przeżycia zbliżającego się miesiąca.

listopadowa lista przeżyć

Oto krótka instrukcja dla każdego z Was:

  1. Zapełnij przeżyciami wszystkie miejsca na arkuszu. Możliwości jest wiele – czasem wystarczy sprawdzić, co dzieje się w bliższej i nieco dalszej okolicy. Możliwości jest wiele:
    • wystawy
    • wizyty w muzeum
    • wypad do kina
    • teatrzyk dla dzieci
    • szkolenie
    • warsztat rozwojowy
    • wyjazd za miasto
    • skorzystanie z atrakcji turystycznej we własnej miejscowości lub w najbliższym mieście
    • udział w festiwalu (np. festiwal smaku – można wypróbować wspaniałe jedzenie!)
  2. Dodaj do arkusza te rzeczy, które odkładasz na wieczne później. Wyobraź sobie na przykład coś takiego:
    • porządki w szafie
    • wieczór domowego spa – kilka godzin!
    • spotkania z różnymi osobami
    • nowe rodzinne tradycje (np. jesienny spacer na Salwator)
    • ciekawe sposoby na spędzenie wieczora z bliską osobą (dość rutyny)
    • testowanie ciekawych przepisów
    • skorzystanie z opcji darmowych wejściówek na wydarzenia
    • udział w zajęciach fitness – pokazowych, pierwszych po to, aby sprawdzić coś nowego

Co z tego będę mieć?

Tworzenie takiej listy przeżyć jest sposobem na dodanie życia do życia. Fajnie jest działać na 100%, realizować cele, szukać sposobów na zwiększenie produktywności. To coś wspaniałego. Niestety w chwili, gdy skupiamy się tylko na pracy, obowiązkach i kolejnych celach, tracimy z oczu rzeczywistość, cieszenie się codziennością. Wciąż żyjemy w przyszłości, planach, osiągnięciach, które mamy na wyciągnięcie ręki. Co więcej, bardzo często wyrzucamy sobie to, że jeszcze coś nie zostało zrobione, nadal nie jesteśmy na kolejnym etapie rozwoju. A może to, że jeszcze nie ma sukcesu wiąże się z tym, że nigdy nie odpuszczamy? Nie dajemy sobie szansy na oddech, na docenienie codziennego życia, na tworzenie sobie swojej “książki wspomnień” zamiast książeczki oszczędnościowej. Realizowana lista przeżyć to kopniak motywacyjny, częsty, mocny, konkretny. Dzięki niej nawet jeśli upadniesz czy poniesiesz porażkę, będziesz mieć zawsze poczucie, że masz do czego wracać – do dobrego życia. Dla mnie to cudny bonus.

Pusty arkusz z listą przeżyć możecie pobrać tutaj:

To co, żyjemy? Co będzie na Waszej liście? Dajcie znać, mam kilka pustych miejsc na mojej liście – pokażę ją jutro na instagramie 🙂

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest1