czas2

Wygląda to tak, jakby w jednej chwili wszystko postanowiło się zdarzyć. W jednym miesiącu, w jednym tygodniu, a czasem nawet w jednym dniu. Mój październik był jest takim właśnie czasem. Wszyscy czegoś chcą, ktoś ma jakiś problem, ktoś czegoś potrzebuje, muszę pojawić się w mieście oddalonym o 200 km JUŻ, znajomi przypominają o spotkaniach, które mieliśmy zorganizować w przyszłości (i właśnie teraz ta przyszłość nadeszła), ktoś ma urodziny, ktoś chce swoje urodziny zorganizować wcześniej. Może kawa? Najlepiej z ciastkiem i spokojnym spędzeniem popołudnia. To wszystko dzieje się na każdym możliwym froncie. Wszystko to pies, który siusia tuż za firanką, a na podwórku udaje, że nie ma tematu. Wszystko to ten mój maleńki synek, który odbija sobie odpieluchowanie zasypianiem tuż przed północą. Wszystko to 4- latka, która chce aktualnie wszystkiego – spacerów, zakończenia jesieni (bo kocha zimę), bułeczek z czekoladą, dżemu, innego jedzenia, czy tego, co przygotowałam wczoraj. Wszystko to też Pan M. – Bob Budowniczy. Musi TERAZ podjąć decyzje dotyczące naszego przyszłego domu – jakie blaty, jaka kuchnia, jaka podłoga. Zabiera mnie do tych sklepów na 4 minuty tylko po to, żebym potwierdziła jego wybór. Nawet jeśli spieszę się na spotkania i nawet jeśli mamy mnóstwo czasu na takie decyzje.

W październiku dzieje się wszystko – w rodzinie, w pracy, w naszym domu. Czasem to dobre rzeczy, a czasem niestety przykre. Z każdym jest coś do załatwienia, coś do zrobienia, coś do odpisania. Mamy za sobą październikowe leczenie wirusa bostońskiego, zapalenie krtani i przeziębienia. Miałam też taki moment, kiedy zamiast ogarnięcia domu czy wieczornego sprawdzenia maila, wpakowałam się do łóżka, zabrałam ze sobą dzieci i przy dźwiękach naszych ulubionych kołysanek zasnęłam o 21:00. Świat się nie zawalił!

A kiedyś mógłby mi się zawalić.

Przyznam Wam się dzisiaj, że niedawno nauczyłam się tego pozwalania światu na istnienie – bez mojej ingerencji. Czasem, mimo tego wszystkiego, co dzieje się w moim życiu, robię sobie moją ulubioną herbatę jaśminową, siadam na sofie i przyglądam się temu, co ten mój świat wyprawia. Pozwalam sobie na to, aby nie wkurzać się na samą siebie – że nie biegnę, że nie jestem zawsze na posterunku, że daję sobie chwilę na odpoczynek i czytanie romansów. Świat wokół mnie szaleje – każdy czegoś chce, każdy ma ważne sprawy, jest tona rzeczy do omówienia i jeszcze więcej pomysłów do zrealizowania – a ja sobie czasem po prostu to oglądam.

  • Robimy Magazyn BANG! – kolejny numer 6 stycznia, ale już teraz trzeba mocno działać.
  • Zabieram się za tworzenie mojego kanału na Youtube – w przyszłym tygodniu pokażę Wam pierwszy film (i jestem też ciekawa Waszych opinii – jakie filmy spodobałyby Wam się najbardziej? Jakie tematy?)
  • Organizuję swój pierwszy webinar, bo pisaliście do mnie, że Kraków jakoś daleko 😉
  • Prowadzę facebookowe live’y co tydzień w naszej facebookowej grupie “Najlepsza do..” (tutaj opis projektu)
  • Rozpoczynam z uczestnikami drugą edycję e-kursu Budowanie Pewności Siebie
  • Określiłyśmy z dziewczynami ostatecznie misję strony Psychologia w Polsce (zobaczcie, jak wiele dzieje się w Polsce)
  • Prowadzę kilka cykli coachingowych
  • Przygotowuję się krok po kroku do kolejnych wystąpień i szkoleń (część opisuję tutaj)

A oprócz tego dom, dzieci, gotowanie, pies, malowanie obrazów, dobry, bardzo jesienny jazz, lista książek do przeczytania, pomysły na wspaniałe spędzenie listopada, blog i plan kolejnych artykułów. Jest ten mój osobisty projekt “Najlepsza do…”, dzięki któremu dbam o siebie tak, jak zawsze chciałam. Jest ortodonta, do którego jadę 200 km. Jest moja książka numer dwa, która ukaże się za parę miesięcy. Jest też zwykła codzienność, którą postanowiłam już dawno celebrować tak po prostu. Bo jest. Robię te ładne śniadania, wyrzucam zbędne rzeczy raz po raz, pozbywam się tych, które już u nas nie mają swojego miejsca, kupuję kwiaty do domu, paprotki i kaktusy. Walczę o choć jedną wolną chwilę na prawdziwą randkę z M., planuję przyszły rok, marzę o Portugalii, zastanawiam się, kiedy obejrzę te wszystkie filmy, na które wciąż nie mam czasu i właśnie… pozwalam światu obok mnie istnieć.

Dziś nie zrobiłam nawet 30% tego, co zaplanowałam. Kiedyś byłabym na siebie zła. Dzisiaj mówię sobie: Zrobiłaś tyle, ile się dało. Bez względu na to, jak intensywnie mogłabym działać, jak szybko mogłabym biec, zawsze będzie coś do zrobienia, zawsze coś będzie czekać, zawsze coś będzie na liście. I właśnie zamiast tego kosmicznego tempa, wybiorę moje własne tempo, zapamiętam, jak ważna jest ta spokojna filiżanka jaśminowej herbaty, poobserwuję rzeczy, usiądę i pozwolę, aby świat wokół mnie istniał, zastygał i zatrzymywał się na tę króciuteńką chwilę.

To jest dla mnie slow. Działanie na 100% – 100% swoich możliwości, a nie na 100% wymagań.

P.S. Jeśli macie ochotę posłuchać mnie podczas takich właśnie herbacianych chwil, zapraszam Was na Instagram – zaprzyjaźniłam się ostatnio z Insta Stories i odkrywam troszkę więcej mojego świata, planów i działań.

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Google+0Pin on Pinterest0