grudzien 2016

Patrzę wstecz. Spoglądam na zapisane lekcje roku 2016, zapisane wykonane rzeczy i mniejsze sukcesy każdego z miesięcy. Jaki ten rok był? Pełen wyzwań? To zdecydowanie. Po pierwsze: mnóstwo pracy. Wzięłam na siebie bardzo wiele zadań i kroczek po kroczku uczyłam się mówić nie – przede wszystkim sobie. Znam siebie już na tyle dobrze, że wiem, jak niebezpieczna jest moja tendencja do marzeń o czymś WIĘCEJ. Wciąż chcę, żeby było lepiej, szybciej, teraz. Złoszczę się, gdy nie mam czegoś od razu. Zawsze ulegam wrażeniu, że w jednym czasie mogę zrobić 100% rzeczy dodatkowych. W ciągu ostatnich miesięcy kilka razy uspokajałam sama siebie: nie, nie trzeba, nie musisz robić tego wszystkiego. Nie możesz robić tego wszystkiego. W tym 2016 roku czekałam na wiele rzeczy: na drugą książkę (będzie na wiosnę 2017), na psa (jest), na rozpoczęcie kolejnego etapu budowy domu. Czekałam na czas na czytanie romansów, czekałam na ten magiczny moment randki z M. – bez dzieci tym razem.

Kilka razy też czekałam na chwilę, w której zacznę po prostu żyć.

Chyba każdy od czasu do czasu ma taki czas. Mnóstwo pracy, masa pomysłów, które pojawiają się akurat wtedy, gdy nie można wcisnąć ich w nawet najmniejszą lukę między jednym zadaniem a drugim. U mnie jeszcze dzieci – choćby świat buntował się i płakał, od 15:30 nie ma mnie. Nie istnieję – gotuję, sprzątam, czytam książeczki, tłumaczę, rozmawiam, szukam rozwiązań, odnajduje zagubione na zawsze zabawki, wycieram buzie, myję rączki, karmię, kąpię, usypiam, tulę jeszcze jeden raz, przykrywam mimo tego, że wiem, że to nie ma sensu, gaszę światło, zbieram zabawki, myję podłogę oblepioną niewiadomoczym. A potem siadam do pracy. W takich szalonych momentach, gdy na pełnej petardzie działałam, byłam mamą, działałam i starałam się łączyć wszystkie te role, marzyłam, aby zacząć żyć. Czytać, gotować bez zadaniowości tylko z pasją, oglądać ulubione programy, zasypiać podczas filmów, popijać prosecco, zajadać ser. Żyć.

I po październikowym dzikim maratonie postanowiłam zaprosić Was i siebie samą do stworzenia listy przeżyć. O tym, co się wyprawiało mówiłam tutaj. Później doszła śmierć mojego dziadka, choróbska i parę dziwnych zbiegów okoliczności . Stwierdziłam wtedy, że nigdy więcej nie pozwolę sobie na czekanie na okazję do relaksu, zabawy i szczęścia.

Grudniowa lista przeżyć

 

Moja listopadowa lista przeżyć sprawiła, że ten miesiąc był jednym z najciekawszych miesięcy minionego roku. Zrobiliśmy kilka rzeczy, które wciąż odkładaliśmy na wieczne może kiedyś i  przyjdzie na to czas lub oszczędzamy. Wybraliśmy się do kina z maluchami, spędziliśmy wspaniałą niedzielę w Sheratonie, byliśmy w teatrze, odwiedziliśmy w końcu znajomych, przygotowaliśmy długodojrzewający piernik na święta (pierwszy raz!), dwa razy podzieliliśmy się dziećmi – M. zabrał raz Hanę raz Maksymiliana na basen, a ja miałam okazję skupić się na każdym z nich. Odpuściłam w wielu przypadkach, wspaniale spędziłam czas z dziećmi podczas tygodnia chorowania (zamiast frustracji i narzekania!).

I mimo bardzo wymagającego czasu w pracy, żyłam.

Zaplanuj przeżycia miesiąca

Dzisiaj chcę zaprosić Was do zadbania o swoje przeżycia w grudniu. Oczywiście w tym miesiącu jest dużo łatwiej nastroić się pozytywnie. Sezon świąteczny już jest okazją do celebrowania, zwalniania i dbania o swoje pragnienia i potrzeby. Niby jest łatwiej. Sama widzę po sobie i dostrzegam też u osób, z którymi pracuję nad rozwojem, że ten grudzień i świąteczny czas niekoniecznie może nastrajać tak wspaniale. Może gdzieś tam zagubiła się magia świąt? Może obowiązki, plany i oczekiwania wobec samego siebie coś popsuły? Zróbmy z tym grudniem to, co najlepsze!

Grudzień

Stworzyłam arkusz, dzięki któremu planowanie przeżyć grudnia może być łatwiejsze. Poniżej znajdziecie dwa arkusze – pusty, do wypełnienia według swojej wizji i pomysłu i mój własny arkusz, który ja będę realizować. Co zrobić? Zastanowić się nad tym, jak dodać blasku do tego miesiąca. Co zrobić, aby poczuć energię w tym czasie i najprostsze na świecie zadowolenie ze swojego życia. Czasem potrzebujemy tak niewiele – odpoczynku przy świetle świec, spokojnego wieczoru z piękną muzyką, wieczoru spa we własnych czterech ścianach czy wyjścia do kina. Czasem możemy marzyć o tych rzeczach, które ciągle odkładaliśmy na później. Może to jest ten czas na ich realizację?

Oto krótka instrukcja dla każdego z Was:

  1. Zapełnij przeżyciami wszystkie miejsca na arkuszu. Możliwości jest wiele – czasem wystarczy sprawdzić, co dzieje się w bliższej i nieco dalszej okolicy. Możliwości jest wiele:
    • wystawy
    • wizyty w muzeum
    • wypad do kina
    • teatrzyk dla dzieci
    • szkolenie
    • warsztat rozwojowy
    • wyjazd za miasto
    • skorzystanie z atrakcji turystycznej we własnej miejscowości lub w najbliższym mieście
    • udział w festiwalu (np. festiwal smaku – można wypróbować wspaniałe jedzenie!)
  2. Dodaj do arkusza te rzeczy, które odkładasz na wieczne później. Wyobraź sobie na przykład coś takiego:
    • porządki w szafie
    • wieczór domowego spa – kilka godzin!
    • spotkania z różnymi osobami
    • nowe rodzinne tradycje (np. jesienny spacer na Salwator)
    • ciekawe sposoby na spędzenie wieczora z bliską osobą (dość rutyny)
    • testowanie ciekawych przepisów
    • skorzystanie z opcji darmowych wejściówek na wydarzenia
    • udział w zajęciach fitness – pokazowych, pierwszych po to, aby sprawdzić coś nowego

Co z tego będę mieć?

Tworzenie takiej listy przeżyć jest sposobem na dodanie życia do życia. Fajnie jest działać na 100%, realizować cele, szukać sposobów na zwiększenie produktywności. To coś wspaniałego. Niestety w chwili, gdy skupiamy się tylko na pracy, obowiązkach i kolejnych celach, tracimy z oczu rzeczywistość, cieszenie się codziennością. Wciąż żyjemy w przyszłości, planach, osiągnięciach, które mamy na wyciągnięcie ręki. Co więcej, bardzo często wyrzucamy sobie to, że jeszcze coś nie zostało zrobione, nadal nie jesteśmy na kolejnym etapie rozwoju. A może to, że jeszcze nie ma sukcesu wiąże się z tym, że nigdy nie odpuszczamy? Nie dajemy sobie szansy na oddech, na docenienie codziennego życia, na tworzenie sobie swojej “książki wspomnień” zamiast książeczki oszczędnościowej. Realizowana lista przeżyć to kopniak motywacyjny, częsty, mocny, konkretny. Dzięki niej nawet jeśli upadniesz czy poniesiesz porażkę, będziesz mieć zawsze poczucie, że masz do czego wracać – do dobrego życia. Dla mnie to cudny bonus.

Pusty arkusz z listą przeżyć możecie pobrać tutaj:

Moja lista przeżyć jest tutaj:

To co, żyjemy? Co będzie na Waszej liście? Co chcielibyście przeżyć w grudniu?

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn5Share on Google+1Pin on Pinterest4