jak uratować zmarnowany dzień

Budzisz się. Patrzysz na zegarek i widzisz, że jest o wiele później niż chcesz. Znów nie udało Ci się wstać wcześniej. Po raz kolejny możesz zapomnieć o realizacji tylu planów. Skoro jest już południe – po co w ogóle zaczynać cokolwiek?

Chyba każdy z nas od czasu do czasu zderza się z taką sytuacją. Wystarczy zaspać, spędzić czas na zupełnie bezsensownych spotkaniach. Czasem chodzi o poczucie zmarnowanego czasu – mimo wysiłku nie wydarzyło się nic, co mogłoby popchnąć cele o krok dalej. Powodów może być mnóstwo, ale efekt zawsze ten sam: to męczące wrażenie, że nic nie poszło zgodnie z planem. Znowu. Potem niechęć. Nicnierobienie. Marazm. A ze względu na to, że nic się nie zmienia, niezadowolenie się pogłębia, a zmarnowane dni stają się normą.

Mój styczeń był właśnie takim zmarnowanym czasem. A miał być zupełnie inny. Uwielbiam początki, wszelkie świeże noworoczne ruchy, wkraczanie w cudowny rytm produktywności. Uwielbiam wykreślać z list zadań kolejne zrealizowane rzeczy i wspaniale się czuję wtedy, gdy widzę, że moje codzienne działania składają się w jedną, sensowną całość. W styczniu chciałam bardzo dużo pisać, postawiłam sobie kilka blogowych planów i pomysłów na to, jak zadbać o ciekawe rzeczy na stronie. Mam coraz więcej Czytelników i chciałabym zapewnić wszystkim jak najwięcej inspiracji i wiedzy. I nadszedł styczeń, a ja zatopiłam się w kremowej kołdrze, bardzo złym samopoczuciu, nieprzyjemnych objawach i ogólnym nicnierobieniu. Czytałam, owszem, ale minimalnie. Zapełniałam sobie czas snem, oglądaniem przypadkowych filmów i jedzeniem rzeczy, które niekoniecznie dobrze wpływają na moje ciało. Pomyślcie o wafelkach z karmelem – to tylko przykład. Skupiłam się tylko na tym, co mówiło mi moje ciało, a mówiło bardzo wyraźnie: kalorie, sen, koc, kołdra, brak aktywności. Posłuchałam. Moja palma kokosowa, z której byłam tak dumna, umiera, w dom wkradł się chaos. Styczniowa lista przeżyć brzmi jak żart. Z pewnością mogę stwierdzić: styczeń spędziłam w zawieszeniu.

Ożyłam jednak! Mimo tego, że czasem moje samopoczucie nie jest zbyt dobre, wraz ze styczniem zamykam ostatecznie etap wszechobecnej kołdry i fizycznych dolegliwości. Postanowiłam dzisiaj powiedzieć Wam o sposobach na zmarnowany czas, które sama bardzo potrzebowałam sobie przypomnieć. To mój zestaw ratunkowy, który czasem stosuję wtedy, gdy choróbska dzieci zabierają mi tydzień pracy. Czasem w chwili, gdy zupełnie nie klei mi się działanie z celami. Czasem wtedy, gdy jestem przeciążona i chcę przypomnieć sobie, o tym, co najważniejsze. I jak widać, sposoby na zmarnowany czas zdają egzamin także po takim dzikim miesiącu jak styczeń 2017. Mam nadzieję, że znajdziecie poniżej coś dla siebie i zadbacie o swój mniej-zmarnowany czas w życiu 😉

Jak uratować zmarnowany dzień?

1. Od razu wyznacz trzy rzeczy, które powinieneś zrobić, aby osiągnąć swoje ważne życiowe cele. 

Wiesz, co jest dla Ciebie ważne. Może piszesz książkę, pracujesz nad istotnym projektem, rozwijasz firmę lub planujesz domowy budżet. Określ zatem trzy najważniejsze zadania na ten Twój (prawie zmarnowany) dzień. Kieruj się jednym pytaniem: Co musisz zrobić, aby poczuć, że wykonałeś dobrą robotę tego dnia?

Bez względu na zobowiązania zawodowe (terminy gonią nas wszystkich), warto zdecydować się na wypisanie trzech rzeczy, które są ważne ze względu na nasz nadrzędny, osobisty cel. Piszę książkę, jednak ta praca nie wiąże się z tym, czym aktualnie zajmuję się zawodowo. W związku z tym często mam tendencję do tego, aby zamiast siedzenia przy kolejnym rozdziale (w wolnym czasie), spędzam czas przy zawodowych sprawach. Efekt? Książka wciąż się pisze, a ja nie mam poczucia dobrze wykorzystanego dnia.

2. Przenieś się do kawiarni!

Po co? Jeśli usiądziesz w kawiarni, z pewnością unikniesz wielu rozpraszaczy, które masz w domu lub w pracy. Jeżeli możesz pozwolić sobie na wyjście, szybko udaj się do kawiarni, kup kawę i spędź trochę czasu nad swoimi ważnymi celami. Skupienie na nich i izolacja od dystraktorów będzie idealnym rozwiązaniem.

Zwykle pracuję w domu, jednak od czasu do czasu wybieram się do której z galerii po to, aby zmienić otoczenie i nasycić się zupełnie inną energią. To, co w takich miejscach bywa irytujące (wieczny pośpiech wszystkich ludzi) dla mnie jest jak zastrzyk energetyczny. W chwili gdy sama mam wrażenie bezsensownego marnowania czasu, biegnące osoby działają na mnie jak mocna motywacja. Chce mi się dołączyć do biegu, mam ochotę na wejście w ten szalony rytm.

3. Zacznij! 

Twój intensywny moment dnia może być zniweczony, jeśli nie rozpoczniesz pracy nad trzema ważnymi sprawami do załatwienia. Dlatego właśnie proszę: bez względu na to, jak bardzo Ci się nie chce, jak wiele ciekawych rzeczy możesz sprawdzić na facebooku, ile portali plotkarskich masz ochotę przejrzeć zanim ruszysz do pracy: ZACZNIJ. Każde zadanie, które trudno jest Ci rozpocząć, może znaczyć bardzo wiele dla Twojego rozwoju i realizacji celów. Rozpoczniesz: będziesz dalej o krok. Rozpoczniesz: będziesz zachwycony efektami.
Zmaganie się z niechęcią do wykonywania zadań jest kluczowe podczas zwiększania produktywności. To chyba najtrudniejszy krok, szczególnie jeśli ten mniej efektywny czas trwał dłużej. Dla mnie powrót do działania jest dużym wyzwaniem – w ciągu kilku tygodni pojawiły się te najprzyjemniejsze nawyki, które tak naprawdę dzisiaj nie są mi do niczego potrzebne. Jeśli wróciłam zdrowotnie do świata, nie muszę spać po 14-15 godzin na dobę. Jeśli mentalnie czuję się dobrze, nie muszę już leżeć całymi dniami. Mimo tego, odpoczynek wciąż kusi. Świadomość tego, że tutaj rzeczywiście w grę wchodzą nawyki, daje dużo siły w walce z nimi. Działanie, bez wielkiego planowania, zdaje egzamin dlatego, bo wchodzimy ponownie w rytm i odczuwamy tę przyjemną, produktywną energię. Dlatego dla mnie działaniem były w ostatnich dniach przede wszystkim rzeczy, które dawały mi namacalne dowody mojej własnej efektywności. Zakończony rozdział książki, wysprzątana na błysk łazienka, odbyte rozmowy strategiczne z moimi współpracownikami.

4. Notuj! 

Za każdym razem, kiedy pracujesz nad realizacją zadań, trzymaj w pogotowiu notatnik do zapisywania pomysłów, które rodzą się w Twojej głowie podczas pracy. Notuj każdą rzecz, która wydaje Ci się interesująca, ale z jakiegoś powodu pojawiła się właśnie w tym momencie. Najbardziej kreatywne pomysły mogą stać się początkiem wspaniałych możliwości, rozwijają Cię i otwierają nowe ścieżki.

Notowanie stało się moim nawykiem już dawno – szybko zauważyłam niezwykłe efekty zapisywania pomysłów i spraw do załatwienia. Przede wszystkim rozwinęłam dzięki temu stronę Psychologia w Polsce, które dziś są ważnym portalem informacyjnym. Dzięki notowaniu powstał projekt, który stał się początkiem dla mojej książki. Dzięki notatkom, które robiłam przy okazji, powstał Magazyn Psychologiczny BANG!, który dzisiaj zbiera znakomite recenzje. Co więcej, zrealizowałam kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) pomysłów. Zapisywanie jest pierwszym krokiem, który gwarantuje to, że genialne idee nie zostaną zapomniane.

5. Włącz stoper

Stoper może być zbawieniem szczególnie w przypadku zadań, które są dla nas ważne, ale nie kontrolujemy zwykle czasu ich realizacji. W trakcie pracy nad nimi zajmujemy się czymś innym, rozpraszamy się, a nawet przerywamy je, aby nigdy ich nie zakończyć. To nie ma większego sensu – zamiast zauważenia świetnych skutków swojej pracy, pogłębiamy chaos i czujemy się niekonsekwentni.

Wprowadzenie stopera daje jeszcze jeden skutek (oprócz zwiększania koncentracji na celu). Jeśli wyznaczysz sobie tylko 10 minut na wykonanie określonego (nielubianego) zadania wysyłasz sam do siebie magiczną wiadomość: hej! to tylko 10 minut. damy radę! Dzięki takiej wiadomości o wiele łatwiej jest przejść do kolejnego etapu realizacji planów – większych i mniejszych.
Stoper stosuję przede wszystkim w przypadku zadań związanych z domem. Zauważyłam, że lubię “rozpływać” się podczas sprzątania, co tak naprawdę jest dużą stratą czasu. Kontroluję go dzięki minutnikom – mam 10 minut na uporządkowanie dokumentów, 5 minut na umycie podłogi lub 10 minut na generalne ogarnięcie domu (zasada: robię błyskawicznie maksymalną ilość rzeczy, dzięki którym ogarniam swoją rzeczywistość). Dzięki temu jestem w stanie osiągnąć swoje domowe cele bez marnowania na nie całego dnia. Dla mnie ważne jest przecież to, aby mieć wysprzątany dom, a nie to, aby sporzątać całymi dniami. A wiem, że byłabym do tego zdolna – szczególnie teraz, gdy po wielkim chaosie chcę wrócić do normy.

6. Przestań zajmować się 10 rzeczami na raz! 

Okazuje się, że wielozadaniowość i produktywność rzadko się łączą. Badania wykazały, że nasz mózg jest ograniczony bardziej, niż wydawało nam się wcześniej. Ok, zakładamy, że praca na pełnych obrotach i realizowanie kilku lub nawet kilkunastu zadań naraz jest oznaką wyższego stopnia wtajemniczenia. Nic bardziej błędnego! Nasz (jeden) umysł jest w pułapce – choć chciałby skupić się na jednej rzeczy do wykonania, musi lawirować pomiędzy kilkoma. Chcesz dowodu? Spróbuj napisać artykuł podczas oglądania ulubionego filmu. Da się?

Wielozadaniowość jest trendem, który sama uwielbiałam. Wydawało mi się, że rzeczywiście jestem w stanie zrobić więcej i szybciej. Zweryfikowałam to wszystko w chwili, gdy z boku spojrzałam na moje mieszkanie pogrążone w chaosie podczas porządków którejś wiosny. Chciałam uporządkować dokumenty (wyrzucając zbędną część przy okazji), umyć okna, wyprać firanki i zrobić pyszną kolację. Chaos totalny – mnóstwo rzeczy zaczęłam w jednej chwili i nie mogłam żadnej dokończyć. Od tamtej pory multitasking rozumiem jako robienie różnych zadań w ciągu dnia (a nie w jednej chwili). Ważną cegiełkę do rozumienia wielozadaniowości dołożyłam sobie w chwili, gdy stałam się mamą. Dwoje dzieci i multitasking? U mnie to wyrzuty sumienia.

7. Zrób podsumowanie

Nawet jeśli Twój dzień na początku nie wydawał się zbyt wartościowy, wykonana przez Ciebie praca i zrealizowanie określonych celów może zmienić całą Twoją perspektywę. Nie zapominaj jednak o tym, aby zwyczajnie spojrzeć wstecz i sprawdzić, co udało Ci się osiągnąć tego dnia. Podsumowanie będzie dla Ciebie dowodem skuteczności i produktywności, a także pokaże Ci jak bardzo konsekwentnym i pracowitym człowiekiem jesteś 🙂

Zwracanie uwagi na swoje własne małe sukcesy bywa trudne jednak okazuje się, że robienie regularnych podsumowań jest podstawą skuteczności i chroni przed wypaleniem. Powiedz szczerze: jak długo możesz pracować bez wytchnienia bez zauważania małych sukcesów? U mnie to nie zdaje egzaminu. I mówię to jako osoba, która, zanim poklepie się po ramieniu, musi naprawdę zrobić coś wielkiego. Okazuje się jednak, że docenienie własnych wysiłków sprawia, że przestajemy patrzeć na swoje działania jak na coś, co wciąż jest niewystarczające.
 
 
 

Dobra, zróbmy z tego lutego coś sensownego!

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn1Share on Google+0Pin on Pinterest1