O książkach pisałam na blogu wiele razy. O moich marzeniach o domowej biblioteczce. O stosach książek, które chciałabym pochłonąć. O mojej pierwszej książce. Niedługo napiszę Wam o książce numer dwa i pewnie nie raz będę Wam opowiadać o kolejnych odkryciach.

Dziś postanowiłam napisać więcej o tym, jak czytać książki. Takie pytanie wiele razy pojawiało się na blogu, kilka razy przewinęło się w mailach i podczas facebook live w grupie “Najlepsza do..” . Wiem, że dużo czytacie i macie ochotę na pochłanianie wielu książek. Zapraszam Was w takim razie do mojego książkowego świata – chcę Wam powiedzieć więcej o tym, co robię, aby wykorzystywać maksymalnie zdobywaną wiedzę, co sądzę o czytnikach i czym są dla mnie prawdziwe książki. Przygotowałam też dla Was konkurs razem z Wydawnictwem Sensus.

 

Rodzaje książek

Uśmiecham się pod nosem, gdy piszę o tym, że w moim życiu jest rzeczywiście coś takiego jak rodzaje książek. Uświadomiłam sobie to całkiem niedawno, kiedy otrzymałam propozycję recenzji jakiejś nowości. Miałam otrzymać książkę w pdf-ie i w ten sposób przez nią przebrnąć. Pomyślałam wtedy, że hej! to nie to samo! i poczułam, że wszystko fajnie, ale taką książkę, o takiej tematyce po prostu chciałabym mieć w swoich rękach.

W takim razie, już uświadomiona, przedstawiam Wam, jakie rodzaje książek istnieją w moim życiu 😉

Książki prawdziwe

Lubię trzymać w ręce prawdziwą, pachnącą drukarnią książkę. Kiedy tylko dostaje się w moje ręce nowy egzemplarz, odbywa się maleńki rytuał. Przeglądam książkę, sprawdzam, co mnie czeka w trakcie czytania, zagłębiam się w choć jeden fragment. Ważne jest dla mnie przede wszystkim to, aby mieć w swoim domu te prawdziwe książki, bo bardzo często do nich wracam, szukam nowej inspiracji, sprawdzam, czy to, co zaznaczyłam kiedyś, ma dla mnie sens. Zwykle decyduję się na zakup papierowych wersji książek tych pozycji, które wiążą się z nauką i pracą. Kilka razy już przekonałam się, że e-book nie zdaje u mnie egzaminu w przypadku tych książek, które mają pomóc mi w rozwoju biznesu czy moich kompetencji (np. dwa razy kupiłam i książkę – najpierw e-booka, a potem prawdziwą książkę).

Jak wykorzystuję takie książki?

  • czytam i zaznaczam (ołówkiem) fragmenty, które mnie dotyczą, wymagają przemyślenia, a nawet zmiany sposobu myślenia. To dla mnie dość wymagające, bo lubię stać mocno na swoim stanowisku.
  • na karteczkach zapisuję zadania rozwojowe, które nasuwają mi się po przeczytaniu kolejnych części książki. Czasem autor zachęca do konkretnych rzeczy, a czasem coś mi się przypomina lub pojawia w trakcie czytania. Takie zadania rozwojowe dotyczą niemal każdej sfery w życiu, nawet pisania artykułów tutaj na blogu. Często zdarza się tak, że przychodzą mi do głowy pomysły, które w ogóle nie łączą się z tym, o czym pisze autor – te też zapisuję po to, aby iść do przodu.
  • po jakimś czasie lubię wracać do książek, które mnie zainspirowały – czy coś się zmieniło? Czy moje podejście, zachowanie jest inne niż wtedy? Podobają mi się te momenty, w których czytam fragment, na który nie zwróciłam wcześniej uwagi, a teraz staje się on bardzo ważny.

E-booki

Od ponad dwóch lat mam Kindla i uważam, że jest to jeden z najważniejszych zakupów w moim życiu. Mam go przy sobie podczas każdego wyjazdu, nawet wtedy, gdy nie zakładam, że będę mieć czas na czytanie. Często pochłaniam kolejne rozdziały podczas powrotów z Limanowej do Krakowa, gdy dzieci już śpią, a Mirek delektuje się jazdą 😉 Książki czytam na plaży, w pociągu, na kocyku w parku i przez 15 minut tuż przed snem. Podświetlone strony pomagały mi w czytaniu w trakcie karmienia Maksymiliana, w samochodzie właśnie czy zawsze wtedy, gdy niemożliwe było rozświetlenie całego pokoju. Niby mała zmiana, ale dzięki temu pochłonęłam w tym czasie mnóstwo książek.

E-booki to u mnie przede wszystkim powieści. Bardzo bardzo rzadko wracam do takich książek po czasie – na moich listach rzeczy do przeczytania jest tak dużo pozycji, że nie chcę tracić czasu na wchodzenie do tej samej rzeki. Powieści są czymś bardzo ważnym dla mnie – wybieram je zamiast seriali (wolę nie zaczynać takiego uzależnienia 😉), odpoczywam przy nich i zatapiam się w historiach. Wielki i wspaniały relaks dla mnie.

Jak korzystam z e-booków:

  • zaznaczam cytaty, które mnie poruszyły lub te, którymi chciałabym podzielić się z Wami na facebooku lub na blogu
  • często płaczę – to jasne
  • poznaję różne kultury i sposoby na życie – najbardziej lubię te książki, które nie tylko opowiadają historię, ale i przedstawiają cały kontekst. W powieściach Nory Roberts (tych po erze Harlequinów) znajduję na przykład całą masę wiedzy na temat tego, czym zajmuje się zawodowo główny bohater. Autorka wplata w powieść informacje np. o pracy hodowcy koni, ale i przedstawia realia życia np. w amerykańskich miasteczkach. Dla mnie to duża inspiracja i sposób na poznanie świata bez wychodzenia z domu.

 

Robienie notatek z książek

Tak jak wspomniałam wyżej, robię notatki. Oczywiście. Bez nich czytanie jest dla mnie tylko sposobem na relaks, a nie o to przecież mi chodzi w przypadku prawdziwych książek. W trakcie pochłaniania kolejnych rozdziałów, zaznaczam ważne fragmenty ołówkiem i robię dodatkowe notatki na karteczkach. Staram się wyciągać jak najwięcej wniosków i zastanawiam się nad tym, jak ten interesujący mnie fragment wprowadzić w życie. Co powinnam zrobić? Jak sprawić, aby to wdrożyć w życie? Co przemyśleć?

Niektórzy autorzy tworzą całe listy zadań dla Czytelników – wybieram z nich te, które u mnie wywołają zmianę. Właśnie – zmianę. Mocno pilnuję tego, aby nie działać tylko dla idei. Jeżeli już sięgam po książkę, która ma pomóc mi w moim osobistym rozwoju lub w pracy, dbam o to, aby to nie było tylko kartkowanie kolejnej pozycji i radosne ogłaszanie światu, ile książek czytam. Zmiana jest najważniejsza. Czasem wprowadzam drobne modyfikacje, czasem spędzam więcej czasu nad danym pomysłem – zawsze widzę efekty i różnice. Mam kilka zasad robienia notatek 😉

  • nie robię map myśli, bo moim celem nie jest zapamiętanie struktury książki i zrobienie jej streszczenia. Chcę wyciągnąć te informacje, które są dla mnie ważne.
  • nie piszę długopisem po książkach, bo dla mnie to jest po prostu brzydkie 😉
  • zaginanie rogów, pieczątki w książkach (np. egzemplarz recenzyjny) łamią mi serce

 

Zbieranie notatek w jednym miejscu

Nie lubię śmieci i niepotrzebnych rzeczy. Denerwują mnie te małe karteczki, które gdzieś tam się plątają czy wypadają z książek. Myślę też, że jeżeli w trakcie czytania zrobiłam jakieś notatki, to znaczy, że coś z nimi powinnam zrobić. Dlatego właśnie, po zakończeniu lektury, zajmuje się wyciąganiem wniosków z tego, co zaznaczałam.

Jakiś czas temu przerzuciłam się w 100% do sieci z wszelkimi zapiskami dotyczącymi tego, czego się uczę. Staram się wyrzucać wszelkie papiery, które najczęściej zbierają kurz i nie zachęcają mnie do przeglądania. Moje notatki gromadzę albo w Trello albo w Asanie.

Mój sposób na zbieranie notatek:

  • Tworzę osobne miejsce na cytaty, które są warte zapamiętania – dla mnie to istotne, bo lubię dzielić się cytatami w ramach mojej pracy online, ale i sama czasem potrzebuję inspiracji z przyjaznego źródła.
  • Tworzę osobne miejsce na lekcje, które wyciągnęłam po przeczytaniu danej książki – zastanawiam się wtedy nad ogólnym przesłaniem książki i nad tym, co szczególnie utkwiło mi w głowie. Czego się nauczyłam? Z jakimi przemyśleniami to się wiąże? Moim celem jest zapisanie około 5 takich wniosków. Dzięki wyciąganiu takich lekcji z każdej książki, wiele rzeczy się porządkuje. Jeśli daną pozycję czyta się dłużej, łatwo się traci ogólne przesłanie i sens. To natomiast spina w całość i dodaje do własnych przemyśleń i przekonań nową cegiełkę.
  • Tworzę osobne miejsce na zadania do wykonania – każda książka ma wiązać się u mnie z działaniem i dlatego zastanawiam się nad tym, co konkretnego mam zrobić. Moje notatki często zawierają mnóstwo takich pomysłów – przenoszę je do takiej właśnie listy. Jeśli w trakcie lektury pojawiło mi się coś, co nie wiąże się typowo z rozwojem w danym temacie tylko np. jest pomysłem na pracę na blogu, działanie w ramach własnych przeżyć czy innych projektów, dopisuję te pomysły tam, gdzie ich miejsce.

 

Wykorzystywanie wiedzy w życiu

Tak jak wspomniałam wcześniej, czytanie książek jest jednym z moich ulubionych sposobów na naukę i rozwój. Szczególnie ważne jest to dla mnie teraz, gdy mam mniej możliwości udziału w zajęciach, spotkaniach, klubach czy śniadaniach biznesowych. Staram się oczywiście jak najbardziej korzystać z takich opcji, ale umówmy się, praca, dzieci, dom i cała masa innych zobowiązań raczej spycha mnie w stronę domowej biblioteczki. Zauważyłam jednak, że jeśli rzeczywiście jestem skupiona na tym, aby wykorzystywać zdobytą wiedzę w życiu, nie tracę.

Czytanie książek może być czytaniem dla idei lub nauką. Wolę tę drugą opcję. Dlatego ważne jest dla mnie wykorzystywanie tego, czego się nauczyłam, w życiu. Mam ulubione sposoby na zrobienie czegoś z tym, co wyczytałam w książkach:

  • odpowiednio się nastawiam do książek i treści w nich zawartych – nie pamiętam, abym kiedykolwiek z góry zakładała, że wiem lepiej od autora danej książki. Wręcz przeciwnie. Kiedy siadam nad książką, zamieniam się w ucznia, a autora traktuję jak eksperta w temacie. To bardzo dużo daje. Dzięki takiemu podejściu jestem w stanie cokolwiek znaleźć dla siebie w książce, często mam szansę na zmianę myślenia czy wyskoczenia poza moją strefę komfortu. Jeśli autor zachęca do zrobienia czegoś, daję temu szansę.
  • rozpoczynam wyzwania – szczególnie takie, które wiążą się z fotografią i zmianami, które chcę wprowadzić na przykład na blogu lub w biznesie. Lubię tworzyć sobie listę kilkunastu (maksymalnie 30 rzeczy) do zrobienia w określonym czasie i realizować krok po kroku kolejne pomysły. Książka o fotografii – plany na konkretne ćwiczenia, eksperymenty ze światłem czy z obiektami. Książka o odżywianiu – lista dań do wypróbowania czy malutkich zmian do wprowadzenia.

Staram się pozbyć jak najszybciej notatek i karteczek, które zapisałam podczas czytania. Wszystkie moje pomysły trafiają do konkretnych list projektów. Regularnie je przeglądam i dzięki temu mam pewność, że inspiracje z książek nie trafią do kosza.

 

Czas na czytanie książek

Mnóstwo razy wspominałam Wam o tym, że moim wielkim marzeniem było zawsze stworzenie pięknej, inspirującej biblioteczki, z której korzystać będzie cała moja rodzina. Wyobrażam sobie, że moje dzieci będą stawać przed tym wielkim regałem i wybierać coś, co dołoży ważną cegiełkę do ich rozwoju. Czasem zatopią się w lekturze czegoś dla relaksu, czasem będą chciały po prostu spędzić czas przeglądając albumy z dziełami sztuki, zdjęcia natury czy książki o pięknym urządzaniu wnętrz. Książki były w moim życiu zawsze – czytały je moje babcie, wkupiłam się nimi w łaski babci mojego Mirka (przywiozłam jej wielki wiklinowy kosz wypełniony po brzegi powieściami). Jako nastolatka spędziłam mnóstwo wieczorów i całych dni czytając to, co akurat wpadło mi w ręce. Przeczesałam biblioteki w moim miasteczku i byłam w nich bardzo częstym gościem.

Na moim blogu i instagramie bardzo często pokazuję książki, które czytam, chciałabym przeczytać i te, o których marzę – nic dziwnego. Bez względu na to, o czym byłby ten blog, zawsze pojawiałyby się tutaj książki. W związku z tym bardzo często jestem pytana o to, jakim cudem znajduję czas na czytanie. Czy mam bałagan w domu, bo nie sprzątam? Czy w ogóle zajmuję się dziećmi? Spędzam czas z mężem?

W moim przypadku czytanie to bardzo ważna część życia. Tęsknię za książkami. Mam zachcianki 😉 Czasem potrzebuję poczytać coś trudnego, wymagającego, a czasem sięgam po bardzo lekką powieść. Jeśli jednak jakąkolwiek książkę mam w ogóle zacząć i potem skończyć, muszę mieć w głowie poustawiane priorytety. Moje sposoby na znalezienie czasu na książki? Proszę bardzo:

  • prawie zawsze mam ze sobą Kindla – może oprócz wyjść do sklepu i po dzieci do przedszkola. Zawsze pakuję go w podróż, zawsze mam go w torebce, gdy wyjeżdżamy do rodziców. Okazja do pochłonięcia kolejnego rozdziału może się zdarzyć w każdym momencie. Staram się mieć w Kindlu kilka nowych powieści, które po prostu czekają na dobry moment.
  • mówię nie! pracoholizmowi. A wiem, że mam tendencję do przesady (tutaj opisałam bardzo bliski mi rodzaj pracoholizmu). Chociażby w chwili, gdy mogę powierzyć dzieci mamie – a zdarza się to tylko wtedy, gdy do niej pojadę. W takich momentach zwykle zabieram się za realizowanie spraw, które na mnie czekają. Uwielbiam też pracować na zaś – mieć przygotowane artykuły na bloga, opracowany program e-kursu czy zrobione materiały szkoleniowe. Dlatego staram się wycisnąć z tych dodatkowych chwil maksymalnie dużo efektów. Czasem jednak stopuję sama siebie i zajmuję się innym rodzajem pracy – pracą nad sobą. Wtedy najczęściej sięgam po prawdziwe książki.
  • podejmuję określone decyzje – dotyczące siedzącej rozrywki. Zwykle jest tak, że moje dni są bardzo aktywne. Nawet jeśli spędzam dużo czasu przy biurku w ciągu dnia, to jednak staram się wychodzić na spacer z psem, robię sobie przerwy, w czasie których dużo się ruszam. Po przywiezieniu dzieci z przedszkola startuję właściwie w maratonie – oprócz ruchowych zabaw, tańca z maluchami, biegania po korytarzu (choć pewnie niedługo będę musiała zastopować), zajmuję się też sprzątaniem, gotowaniem, spacerami. Jestem non stop w ruchu i szczerze mówiąc, ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę wieczorem jest wstawanie z kanapy. Siedzę. Pytanie: jak? Mogłabym oglądać telewizję, kolejny odcinek serialu, następny film. Mogłabym oczywiście pracować. Zamiast tego staram się wybierać czytanie. Sposób spędzania czasu jest zależny tylko od naszej decyzji. Gdy mój mąż zachwycał się “Grą o Tron”, ja pochłonęłam kilka naprawdę konkretnych książek. Gdy Mirek ogląda “House of cards”, ja zajmuję się tym, co mnie zachwyca. Każdy z nas robi to, co lubi najbardziej, wciąż jesteśmy obok siebie i spędzamy wspólnie czas. Dwa w jednym.
  • w bardziej napiętych okresach czytam przez 15 minut dziennie – i to robi wielką różnicę. Najczęściej kładę się spać i zabieram się za powieść lub jeśli mam energię za prawdziwą książkę. Taka metoda małych kroków sprawia, że mam wrażenie, że mimo wszystko idę do przodu z własnym rozwojem lub po prostu daję samej sobie chwilę wytchnienia. Bardzo cenna rzecz i przy okazji kolejne książki trafiają na półeczkę “Przeczytane”.
  • wykorzystuję chwile oczekiwania – oczywiście, że kusi mnie telefon i sprawdzanie tego, co dzieje się z moimi profilami w internecie. W tej chwili też pojawia się moment decyzji: co wybiorę? Książkę? Przeglądanie facebooka? Kiedy tylko muszę na coś czekać (kolejka u dentysty, spóźniony znajomy), wyciągam książkę lub Kindla.

 

Jestem bardzo ciekawa, czy moje podejście do czytania książek jest podobne do Waszego. Koniecznie dajcie znać – jeśli macie dodatkowe pytania, na które mogłabym odpowiedzieć – czekam na nie z niecierpliwością. Mam wrażenie, że stworzyliśmy tutaj zgraną grupę czytających i dlatego przygotowałam dla Was konkurs książkowy – dawno czegoś takiego nie było 🙂

 

Konkurs

Razem z Wydawnictwem Sensus przygotowałam dla Was konkurs z 4 egzemplarzami książki Życie i 101 przyjaciół Krzysztofa Liegmanna. To była jedna z aktualnych lektur, która zainspirowała mojego męża do wielu przemyśleń. Książka może doskonale zadziałać zarówno na te osoby, które potrzebują ożywienia w swoim biznesie czy w ramach rozwijania kariery, ale i takie, które chcą nieco odmienić lub ulepszyć codzienne życie. Mam nadzieję, że weźmiecie udział w konkursie.

Oto kilka zasad udziału:

  1. Stwórz listę 5 książek, które każdy człowiek powinien mieć w swojej biblioteczce. Postaraj się pisać o swoich książkowych hitach. Jeśli takim must have jest powieść, dodaj ją do listy. Jeśli coś o ekonomii – dawaj. Niech to będzie Twoja autorska i szczera lista. Limit znaków – 500. Oznacza to, że możesz napisać coś o tych książkach 🙂
  2. Wyślij swoją odpowiedź na adres konkurs@edytazajac.pl
  3. Konkurs trwa w dniach 11 – 17 kwietnia.
  4. Wyniki pojawią się na blogu 18 kwietnia.
  5. Książki zostaną przesłane pocztą na terenie Polski.
  6. Szczegółowy regulamin znajduje się tutaj.

 

 

 

A wy jak czytacie mądre książki? 🙂 Podzielcie się dobrymi radami! Może któryś z moich sposobów wprowadzicie w życie?

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn8Share on Google+0Pin on Pinterest0