Prokrastynacja – temat rzeka. Słyszałam o niej już chyba wszystko – od teorii Prokrastynacja chroni mnie przed zwariowaniem/ pracoholizmem/ marnowaniem swojego życia. przez Prokrastynacja mnie denerwuje, ale staram się z nią walczyć (tak jak mogę!). aż do Prokrastynacja to lenistwo/choroba psychiczna/problem większy niż się wydaje. 

W takim razie proste pytanie: Czym jest prokrastynacja? Odkładaniem zadań na później? Każdemu się to przecież zdarza od czasu do czasu, nie jesteśmy robotami. Rozkładanie się na kanapie po całym dniu w pracy mimo wielu rzeczy, które pozostały do zrobienia? Proszę, przecież musimy też odpoczywać.

O prokrastynacji mówimy wtedy, kiedy odkładamy wykonywanie zadań na później – notorycznie. Każdego dnia, każdego tygodnia. Zmuszamy się do radzenia sobie z działaniami, które budzą w nas lęk, może nawet obrzydzenie. Przy okazji może pojawić się strach przed porażką (jeśli to zrobię źle – co wtedy?!), a nawet strach przed sukcesem (jeśli mi się uda – co wtedy? co będę musiał zmienić? co mnie czeka?). Z tym nawykowym, bardzo częstym i lękowym odkładaniem zadań mogą wiązać się nawet stany depresyjne, obniżenie poczucia własnej wartości i różne kryzysy psychologiczne, które nie są jednak zbyt mile widziane w naszym życiu. To jak? Po prostu czasem rozkładasz się na kanapie czy może notorycznie odkładasz wykonywanie zadań?

Prokrastynator – którym typem jesteś?

Wejdźmy jednak głębiej w temat. Załóżmy, że i Ty i ja mamy problem z realizowaniem zadań – tak, przyznajemy się do prokrastynacji. Co więcej, bardzo chcemy sobie z nią poradzić i uznaliśmy, że czas skonfrontować się z tym, co się dzieje w naszym życiu. Poniżej przedstawiam Ci świetną grafikę, która pokazuje różne typy prokrastynatorów – zastanówmy się nad nimi i nad strategiami radzenia sobie w każdym przypadku.
 

Czyścioch

Zadania się skumulowały – nadchodzi termin zakończenia projektu w pracy lub dzieje się cokolwiek, co wiąże się z ogromem pracy. Codziennej, żmudnej, wymagającej pracy. Nasz prokrastynator wita tę sytuację jedną myślą: muszę (!!) posprzątać. I sprząta. Myje okna, pierze firanki (nawet jeśli firanką nazywa szmatkę wiszącą smętnie w oknie). Oczywiście: robi pranie, a co najbardziej zaskakujące – prasuje każdą rzecz. Potem porządkuje biurko i przetrząsa każdy kąt i szafkę. Wszystko lśni, a nasz prokrastynator jest wykończony, ale zadowolony, bo:
  • tyle się napracował
  • w domu są wreszcie warunki do pracy
  • będzie mógł się skupić nad sprawami do załatwienia

Idzie poczytać, robi sobie długą kąpiel, kładzie się wcześniej spać – czyli wciąż nie pracuje nad zadaniami, które czekają. Na razie czekają cierpliwie.

Czyścioch to bardzo typowy przykład prokrastynatora – mam wrażenie, że ten typ najczęściej dotyczy studentów, którzy w trakcie sesji mają zawsze najwięcej sprzątania. Zajmowanie się takimi sprawami nie jest oczywiście złe – proszę, sprzątajmy i stwarzajmy wokół siebie przyjazne otoczenie. Niestety, kiedy takie działania to tylko zrywy, świadczyć mogą o lęku (najczęściej nieuświadomionym) i skłonności do okłamywania samych siebie. O czym może myśleć prokrastynator-czyścioszek? Co jeśli przeznaczę na naukę mnóstwo mnóstwo czasu, a jednak nie podołam? Unikania zaangażowania w działanie wygląda tutaj jak idealna strategia obronna przed ewentualną porażką: to nie jest dziwne, że nie zdałem egzaminu – miałem bardzo mało czasu! I podobnie działa to w każdym innym przypadku. Nie osiągnęłam sukcesu zawodowego, bo miałam zbyt wiele rzeczy na głowie. Nie przygotowałem się do projektu, bo przecież mam masę rzeczy do zrobienia.

Co robić?

Czyścioch wykazuje potrzebę sprzątania w sytuacji kryzysowej – widzisz to? Prawdopodobnie ogarnianie swojego mieszkania/pokoju/kąta daje mu wrażenie, że jednak coś robi, może też go uspokaja – ok, szanuję to. Jeśli jesteś Czyściochem, wykorzystaj swoje tendencje – zasługujesz na to, aby otoczenie wokół Ciebie skłaniało Cię do kreatywnej pracy. Oto kilka wskazówek, dzięki którym możesz cieszyć się czystym domem + pracować tak, aby nie wpadać w panikę pt. Teraz pierzemy firanki!

  • stwórz sobie rutynę – oczywiście myślę teraz o sprzątaniu. Ustal sposób, w jaki będziesz radził sobie z obowiązkami domowymi. W poniedziałki rób to pranie, we wtorki przeprasuj kilka rzeczy, w środy zetrzyj kurze itd. Niech to będą drobne działania, które pomogą Ci w utrzymaniu porządku, ale i nie zajmą Ci całego dnia.
  • w sytuacji kryzysowej stwórz sobie kreatywne miejsce – wystarczy, jeśli jeden kąt w pokoju będzie uporządkowany – może to być Twoje biurko. Posprzątaj tylko w tym miejscu (lub dbaj o to, aby zawsze zachęcało do pracy), odwróć się od swojego bałaganu i działaj.
  • sprawdź, co da Ci ważna tablica – nad biurkiem lub w każdym innym miejscu, na które patrzysz w trakcie pracy, zawieś tzw. ważną tablicę. Co na niej ma się znaleźć? Możesz narysować osiągnięte przez siebie cele, nad którymi właśnie pracujesz, inspirujące Cię cytaty i co najważniejsze: ważne zadania w danym tygodniu. Zastanów się, które z czekających Cię spraw do załatwienia wpłyną najmocniej na Twoje życie, napisz je na ładnych karteczkach i przypnij do tablicy. Niech Cię motywują. Pamiętaj – na dany tydzień przypada maksymalnie 5 takich zadań.

Panikarz

Nadeszła wreszcie ta chwila, kiedy ilość zadań do wykonania przekroczyła pewną granicę i po prostu zalewa naszego prokrastynatora. Jest tego mnóstwo. Jak sobie z tym poradzić?!?! Nie wiem, nie da się, nie ma szans, to tragedia, moje życie się kończy, chcę uciec, rezygnuję!! I prokrastynator-panikarz w obliczu tego dramatu właśnie rezygnuje. Ucieka. Chowa się pod kołdrą. Udaje, że go nie ma.

Panikarz-dramatopisarz – tak bym określiła ten typ prokrastynatora. W ciągu kilku minut potrafi wymyślić setki przykrych i krzywdzących skutków zadań, które się nawarstwiły. Od zakończenia własnej kariery po kryzysy w życiu prywatnym. Poziom lęku – wysoki, jak tylko się da. Czarne myśli – na każdy temat. Efekt jest dość trudny: ta ogromna ilość negatywnych emocji, energia włożona w panikowanie, płacz i zgrzytanie zębami sprawia, że Panikarz nie jest w stanie zająć się działaniem. I nie wykonuje żadnego zadania. Dużo przy tym tracąc.

Co robić?

Emocjonalne zachowanie panikarza jest mechanizmem obronnym, który może go chronić przed konfrontacją z własnymi umiejętnościami (lub ich brakiem). Lepiej jest przeżyć czarną wizję swojej przyszłości niż przyznać się, że czegoś się nie umie, prawda? Łatwiej wskazać na działanie siły zewnętrznej (ilość zadań do wykonania) niż powiedzieć, że przyczyna jest wewnętrzna (Nie znam się na tym, to dla mnie trudne, nie nauczyłem się, jak to robić, nie jestem tu ekspertem.) Jeśli Panikarz to Ty, spróbuj zastosować którąś z moich propozycji:

  • załóż dziennik panikarza – jeśli masz ochotę zmienić swoje emocjonalne reakcje, powinieneś zadbać o poznanie ich przyczyn i własnych myśli na temat określonych sytuacji. Za każdym razem, kiedy złapiesz się na pełnych dramatu myślach o zadaniach do realizacji, zapisz to, co czujesz w tej chwili. Co czujesz? Lęk? Czego się boisz? Porażki? Przemyśl to dokładnie i spróbuj sobie pomóc.
  • zadziałaj w 30 minut – kiedy tylko pojawi się taka trudna sytuacja, weź notes i długopis i zapisz na kartce 4 rzeczy, które absolutnie musisz zrobić, aby nie dopuścić do tragedii – czy powinieneś gdzieś zadzwonić, napisać do kogoś? Wykonaj te działania w czasie krótszym niż 30 minut – poczuj, jak jesteś skuteczny.
  • zajmij się sobą – weź kąpiel, posłuchaj dźwięków lasu, pobiegaj – zastosuj te strategie radzenia sobie ze stresem, które najlepiej działają w Twoim przypadku.

Listowy

Sytuacja kryzysowa – robienie list. Taki schemat. Nie brzmi to jak problem prokrastynatora, prawda? A jednak – prokrastynacja zaczyna się wtedy, gdy robienie list (jak sprzątanie i panikowanie) jest jedynym działaniem. Robię listy, ale potem nie wiem, gdzie są. Robię listy, ale nigdy z nich nie korzystam. Robię listy i od razu czuję się spokojna. Przecież zrobiłam listę! Co z tego, że nie idę do przodu?

Co robić?

Spisywanie spraw do załatwienia jest świetną strategią związaną z zarządzaniem zadaniami. Przede wszystkim: zapisujemy, co trzeba zrobić – przestajemy ufać, że nasza pamięć jest tak niezawodna, że zmieści te wszystkie większe i mniejsze sprawy. Tworząc listę, kreujemy własny system zarządzania i działamy bardziej strategicznie. Samo dobro. Jednak – jeśli to ma zdać egzamin, kolejnym krokiem powinno być wykonywanie działań. Oto kilka sposobów, które mogą pomóc Ci w zrobieniu tego kolejnego kroku:

  • zrób sobie burzę mózgów – robienie listy jest świetne, ale może nie obejmować wszystkiego, co warto zrobić, aby doprowadzić różne sprawy do końca. Zastanów się zatem nad tym, jaki jest pierwszy krok, który powinieneś wykonać, aby ruszyć z miejsca. Pierwszy, drobny krok?
  • podziel zadania na projekty – możesz mieć ich kilka: projekt-dom, projekt-poszukiwanie pracy, projekt-dziecko, projekt-własny biznes. Każdy z tych projektów to inne zadania, inne pomysły, inne inspiracje, ale i inny czas realizacji. Jeśli tak lubisz listy, stwórz listę zadań do każdego projektu.
  • zdecyduj się na zrywy – masz wolną godzinę? wyjmij którąś z list i wykonuj zadania przez ten czas. Ustaw sobie stoper i nie zatrzymuj się. Potraktuj to jak inspirujące wyzwanie.

Śpioch

Problem? Ok, idę spać. Tak działa właśnie nasz śpioch, który w nawet najtrudniejszych sytuacjach odczuwa potrzebę totalnej regeneracji organizmu. Śpi po kilkanaście godzin w ciągu doby, bo wie, że musi przede wszystkim zadbać o siebie. Nie byłoby to takie niepokojące, gdyby taka reakcja nie pojawiała się właśnie w obliczu wielu zadań do wykonania i która miałaby tak negatywne skutki.

Co robić?

Wiele osób reaguje w taki sposób w trudnych sytuacjach – złamane serca są leczone głębokim snem, tak jak smutek, żałoba czy inne, przykre momenty. Owszem, to nasz własny organizm domaga się snu. A może tego snu domaga się psychika – nie poradzę sobie. Gdy już się obudzę, wszystko będzie ok. Znów stykamy się z mechanizmem obronnym, który sabotuje wiele działań, może opóźniać lub uniemożliwiać sukcesy i wychodzenie z tych nawet najtrudniejszych sytuacji.
Osoby, które uciekają w sen mogą odczuwać bardzo duży lęk związany z konfrontacją z tym, co się aktualnie dzieje w ich życiu. Dlaczego? Przyczyn może być wiele: emocje, które towarzyszą tym momentom są bardzo wymagające, stres może być zbyt ciężkim doświadczeniem, mogą pojawiać się wspomnienia, które są paraliżujące. Co robić, aby jednak nie spać, a działać?

  • dotleń się – nawet jeśli organizm domaga się wielkiej ilości snu w tej trudnej sytuacji, oszukaj go trochę. Ustal sobie godziny, w których śpisz, a w pozostałym czasie pracuj. Zanim jednak przystąpisz do działania – dotleń się. Doceń tzw. werandowanie i posiedź chwilę na balkonie lub postój przy otwartym oknie. Idź na trening cardio. Poskacz na skakance. Pohuśtaj się na huśtawce. Czasem wystarczy 10 minut, a czasem godzina takiego tlenowego odpoczynku. Po prostu nie śpij tyle – znajdź coś innego.
  • na początek to, co trudne – z prokrastynacją się walczy, taka jest prawda, dlatego i Ty musisz zdecydować się na zmagania z samym sobą. Codziennie rano wybierz z listy zadań do wykonania te, które są najtrudniejsze. Zastanów się: czego nie chcesz dziś robić? Co wymaga od Ciebie wysiłku? Co Cię zdecydowanie nie kręci?
  • atmosfera pracy do ostatniego momentu – Twoje ciało będzie Cię zachęcać do snu, tak jak Twój umysł. Czas zatem na granie tymi samymi kartami: przekonaj sam siebie, że wcale nie chce Ci się spać. Rano wyskocz z piżamy, umyj twarz, zęby i wyglądaj tak, jakby to był Twój pierwszy dzień w wymarzonej pracy. Do momentu zakończenia pracy unikaj leżenia w łóżku, pracy w łóżku – nie zbliżaj się do tych miejsc, które kojarzą Ci się ze spaniem. Stwórz wokół siebie atmosferę pracy.

Pracuś

Ten typ prokrastynatora jest zupełnie wyjątkowy. Pracuje – oczywiście, że pracuje. Problem jednak polega na tym, że Pracuś nie zajmuje się tym, co aktualnie wydaje się istotne – on raczej wybiega myślami w przyszłość, realizuje ambitne i wymagające zadania związane z przyszłymi projektami, a wszystko to, co dzieje się tu i teraz, odkłada. Skutek: opóźnienia, porażki, rozpoczęte i nigdy nie zakończone projekty, słomiany zapał.

Co robić?

Pracuś ma motywację do działania i lubi zmaganie się z przeróżnymi wyzwaniami – to bardzo istotne. Wygląda jednak na to, że preferowanie tych dalekosiężnych projektów i unikanie konfrontacji z zadaniami pilnymi, to zły objaw. Czego? Wydaje się, że strachu przed porażką lub sukcesem – jeśli pracuś skupiłby się na kończeniu swoich projektów i osiąganiu ostatecznych rezultatów – okazałoby się, na co go stać. Mógłby polec – to byłby dramat. Wyszłoby na jaw, czego nie potrafi, w czym jest słaby. Gdyby udało mu się z zadaniami i celami – o, to też byłoby wymagające. Większe oczekiwania, więcej zobowiązań, mnóstwo zmian: awans, nowa praca, większe dochody, może jakieś spektakularne osiągnięcia?
Co zrobić, aby działać, a nie pracowicie odkładać?

  • podziel czas – skupienie na przyszłych projektach nie jest takie złe – daje ciekawą perspektywę. Jeśli tak bardzo lubisz myśleć o przyszłości, znajdź czas także na te projekty. Przyjmij jednak zasadę: wykonasz najpierw co najmniej 3 zadania związane z aktualnymi zobowiązaniami, a dopiero później z tymi przyszłymi.
  • nagradzaj siebie – postaraj się dodać blasku i zainspiruj się działaniami, które właśnie teraz realizujesz. Zastanów się, jakie nagrody możesz przewidzieć dla siebie po zakończeniu kolejnych etapów pracy. Jeśli te zadania będą kojarzyć Ci się pozytywnie, łatwiej się z nimi uporasz.
  • zastanów się – realizacja celów może przynieść Ci wyjątkowe efekty: pomyśl o tym, co może się wydarzyć, gdy osiągniesz cel. Co może być najtrudniejsze? Z czym wiąże się zwycięstwo? Postaw przed sobą wizję zakończonego projektu i sprawdź, jak mógłby smakować sukces?

Społecznik

Ten typ tak ma – zamiast realizowania kolejnych działań, tkwi w świecie social media. Jest facebook, są: instagram, twitter i inne strony, które umożliwiają kontakt z ludźmi. Choć doceniam wartość korzystania z mediów społecznościowych, uważam je za zabójców produktywności. Social media są wszędzie, otaczają nas i atakują. A my – udajemy, że wcale nie jesteśmy od nich uzależnieni. I nie osiągamy swoich celów, tracimy czas.

Co robić?

Jeśli przeglądanie facebooków sprawia, że nie możesz ruszyć z miejsca ze swoimi zadaniami, zastanów się nad tym, czy nie jesteś po prostu uzależniony od internetu. Wyrobiłeś sobie nawyk, który teraz zatrzymuje cię. Nic się nie zmienia, tkwisz w tym samym miejscu, może nawet przeżywasz druzgoczące porażki. Pomyśl, czy warto teraz podjąć decyzję i powalczyć z uzależnieniem i skłonnością do odkładania zadań na wieczne jutro. Oto kilka sposobów, które mogą Ci pomóc:

  • limity – możesz wziąć sprawy we własne ręce i po prostu ograniczyć sobie dostęp do niektórych stron podczas pracy nad swoimi działaniami. Zanim uda Ci się uruchomić silną wolę i bez problemu nauczysz się unikać wchodzenia na facebooki w trakcie realizacji planów, wykorzystaj dodatki do przeglądarek, które uniemożliwią Ci dostęp do tych stron.
  • wyznacz terminy – nie zachęcam Cię do rezygnacji z korzystania z Twoich ulubionych stron – przeciwnie – traktuj je jak narzędzie do rozwoju, utrzymywania relacji. Zdecyduj się jednak na wprowadzanie w swój kalendarz dni offline. Wyłącz się na weekendy, święta lub na poniedziałki. Nie włączaj wtedy komputera ani przeglądarek w telefonie. Sprawdź, jak żyje się poza siecią. Czy świat to przeżyje?
  • uporządkuj swoje profile – szczególnie stary, dobry facebook może tonąć w chaosie. Czy warto przekopywać się przez stertę niepotrzebnych informacji, którą zalewają nas znajomi i strony? Jeśli wolisz wykorzystywać swój czas na coś bardziej produktywnego, wyrzuć ze swoich profili to, co niepotrzebne. Możesz przestać obserwować niektóre strony (nadal je lubiąc), możesz również nie oglądać treści, które ktoś udostępnia. To Twój profil, decyduj, co z niego wyciągasz, a co zaśmieca Twój umysł.

 

 

Którym typem prokrastynatora jesteś?

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn8Share on Google+0Pin on Pinterest0