Jeszcze się nawyglądam – to zdanie utkwiło mi w pamięci i nie może z niej uciec. Te trzy słowa usłyszałam od znajomej, którą spotkałam przypadkowo w sklepie parę lat temu. Wyglądała bardzo ładnie w ciąży. W jej koszyku piętrzyły się dość niezdrowe produkty. Mimo tego, że nic nie powiedziałam na ten temat, postanowiła mi się wytłumaczyć z tych wszystkich chipsów, kolorowych wód i przekąsek. Jeszcze się nawygląda – ma czas na lepszą dietę, na trochę ruchu i na zadbanie o siebie. Jeśli zatem wierzyła w tę teorię, dlaczego postanowiła mnie o niej przekonywać?

Czy warto czekać na lepszy czas?

Jeśli musisz przekonywać o czymś na siłę, przekonaj najpierw siebie

Wygląd nie jest najważniejszy, to jasne. Najważniejszy nie jest też umysł ani sfera duchowa. Wszystkie kawałeczki, z jakich się składamy, mają znaczenie i wpływają na naszą codzienność. I zawsze będę zdania, że jeśli ktoś na siłę potrzebuje kogoś przekonać do tego, że czuje się dobrze bez makijażu, że “ja też mam bad hair day”, to może oznaczać, że najpierw stara się przekonać samego siebie. I podobnie, jeśli ktoś wszystkim stara się tłumaczyć, że sfera duchowa nie ma znaczenia, to może jednak sam w to nie wierzy. A może nie ma sensu czytać książek, a rozwój jest przereklamowany? Lub jest nabijaniem w butelkę? Zawsze będę wierzyć w to, że za krzykiem stoi lęk, niepewność i wątpliwość.

Jeśli czujesz się dobrze bez makijażu, po prostu wyjdź bez niego z domu i zapomnij, że się nie pomalowałaś. Jeśli musisz komuś koniecznie powiedzieć, że czujesz się dobrze w takiej odsłonie (np. spamując na instagramie), to może jednak… nie czujesz się dobrze?

Jeśli znów masz włosy w strąkach lub zupełnie nie leży Ci ta fryzura, nie zakładaj czapki z napisem “bad hair day” tylko po prostu wyluzuj, wyjdź do ludzi i przyjmij do wiadomości, że gorsze włosowe dni ma każdy.

Jeśli zmagasz się z nadwagą, nie wstydź się tego. Nawet sobie nie wyobrażasz, ile osób jest w takiej samej sytuacji jak Ty i wciąż szuka najlepszych rozwiązań. Ta chwila to tylko taki etap, nie zadręczaj się, ale też nie przekonuj całego świata, że nie ma sprawy. Jeśli coś jest dla Ciebie trudne, nie ignoruj tego.

Wyglądaj TERAZ

Nie warto czekać na magiczny moment, w którym wydarzy się coś, co w końcu pozwoli nam wyglądać. Skąd będziemy wiedzieć, że to dzisiaj? Że już jest czas, aby spojrzeć na siebie w lustrze z uznaniem, wyprostować plecy i z zadowoleniem z siebie spojrzeć prosto w oczy światu? Czy ta chwila nadejdzie niespodziewanie? Obudzę się i to będzie wtedy? Czy może będzie się do mnie skradać, aż w końcu, zupełnie nieświadomie, będę czuć się lepiej ze swoim ciałem?

Jeszcze się nawyglądam brzmi jak obietnica nie do spełnienia. Jak wytłumaczenie tych wyborów, które dziś są niezdrowe, źle służą, potęgują jakiś problem. Jeśli masz taką w głowie myśl, traktujesz swoje ciało jak opakowanie, które za jakiś czas wymienisz na inne. Może wtedy, gdy troszkę zaoszczędzisz lub wtedy, gdy będziesz mieć więcej czasu. Ale czy taki moment kiedykolwiek nadejdzie. Jeszcze się nawyglądam widać w wielu miejscach:

  • gdy katujesz swoje włosy prostownicą i całym zestawem produktów do stylizacji (i robisz to często!)
  • gdy obgryzasz paznokcie
  • gdy idziesz spać z buzią oblepioną makijażem, kurzem, brudem, zmęczeniem po całym dniu
  • gdy po powrocie do domu przebierasz się w te poplamione, poniszczone, porozciągane ciuchy lub po prostu w rzeczy, w których wyglądasz źle
  • gdy odżywiasz się źle, nie pijesz wody, zajadasz się słodyczami i zapominasz o śniadaniu – czy naprawdę kiedyś przyjdzie wróżka z magiczną różdżką, która odmieni Twoje nawyki?

Co musi się stać, aby to oczekiwanie na bardziej odpowiedni czas się skończyło już dziś?

Jak pielęgnuję włosy? Kolejna część.

Jakiś czas temu postanowiłam napisać więcej o pielęgnacji włosów. Wkrótce na blogu rozpoczniemy kolejny mocno psychologiczny temat i stwierdziłam, że taka odskocznia raz na jakiś czas będzie czymś bardzo dobrym. Seria związana z dbaniem o włosy jest czymś, co odkładałam wiecznie na lepszy czas. Może na innego bloga? A przecież, jeśli mam trzymać się mojej teorii związanej z tym, że wszystko jest ważne w psychologii – również ciało – czemu nie popisać na ten temat też tutaj 😉

Dziś chciałabym powiedzieć więcej o tym, jak wygląda moje odżywianie włosów. Zgodnie z zasadą, że nawyglądać to ja się chcę teraz, staram się pielęgnować włosy tak, aby były moją ozdobą bez względu na sytuację. Czy to jestem w ciąży, czy to jestem po porodzie, po którym zawsze najbardziej męczyłam się z włosami – chcę czuć się dobrze. Nie chcę wyglądać dobrze “jak na trójkę dzieci”, ale dobrze po prostu – jako Edyta Zając, kobieta. Dlatego właśnie nawet ta krótka chwila na odżywienie włosów to jak prezent dla samej siebie.

Odżywianie włosów – moje zasady

  • podobnie jak w przypadku szamponów, także przy odżywkach stosuję podstawową zasadę – mieszam rodzaje odżywek. Oznacza to, że stosuję tę samą sekwencję – do jednego mycia korzystam z odżywki regenerującej, do następnego nawilżającej, do kolejnego odżywkę na bazie roślin i ziół. Dzięki temu jestem pewna, że dostarczam moim włosom zróżnicowane składniki.
  • po każdym myciu nakładam odżywkę ze spłukiwaniem – i trzymam ją na włosach długo. Zwykle owijam włosy turbanem i trzymam odżywkę nawet pół godziny. Daję czas produktom na to, aby zadziałały i wpłynęły na włosy. Wiele razy robiłam eksperymenty z różnymi odżywkami i widziałam różnicę. Ważna rzecz: korzystam z dość dużej ilości produktu. Nie wyobrażam sobie odżywić włosów na całej głowie za pomocą małej ilości odżywki. Pilnuję jednak, aby nie przesadzić z kosmetykami bliżej skóry głowy. Nakładam niewielką ilość tak, aby nie oblepić skalpu.
  • bardzo, bardzo dokładnie spłukuję odżywkę – wykorzystuję letnią wodę i pilnuję tego, aby nie pozostawić kosmetyku na głowie. Ostatnie 15-30 sekund to czas na płukanie zimną wodą, ale tylko końcówek. Całej głowy nie zamrażam.
  • dodaję serum – choć odrobina ma znaczenie dla mnie. Dodaję je na końcówki i dzięki temu od kilku lat nie miałam najmniejszych problemów z rozdwajaniem. Kiedyś uniknęłam tego problemu mimo tego, że nie podcinałam włosów ponad 2 lata!
  • po dodaniu serum rozczesuję delikatnie włosy grzebieniem i pozwalam na podsuszenie – bardzo rzadko suszę zupełnie mokre włosy. Staram się tak zaplanować sobie mycie, aby mieć choć chwilę na pozostawienie włosów samym sobie 😉
  • staram się od czasu do czasu zainwestować w lepszą odżywkę – szukam okazji w aptekach online lub wybieram się do TkMaxx.

 

Moje ulubione produkty do odżywiania włosów

Odżywki regenerujące

Moją ulubioną odżywką jest ta z serii czarnej z Gliss Kur. Dbam jednak o to, aby nie przyklejać się tylko do tego produktu.

Byłam zadowolona z efektów tych kosmetyków:

Odżywki nawilżające

Wprowadzenie tego typu odżywek sprawiło, że bardzo zmieniły się moje włosy! Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że jeśli produktów nawilżających nie było w pielęgnacji w ogóle, włosy mogą reagować inaczej niż zwykle. Warto jednak zadbać o to, aby ten gorszy czas przetrzymać 🙂 Moje ulubione produkty to:

Odżywki ziołowe

Odżywki, które mają w swoim składzie zioła i opierają się na tradycyjnych recepturach to coś, co uwielbiam. Mam jednocześnie świadomość tego, że w przypadku moich włosów i tego, że używam suszarki oraz od czasu do czasu sięgnę po prostownicę, takie odżywki mi nie wystarczają. Czasem trzeba czegoś ciężkiego. Tak czy inaczej, odżywki ziołowe pachną przyrodą i dostarczają włosom tego, co im jest bardzo potrzebne. Najbardziej lubię:

Co po zmyciu odżywki?

Tak jak wspomniałam wcześniej, po każdym zmyciu odżywki nakładam na końcówki serum. Czekam, aż włosy odrobinę podeschną i nakładam kosmetyk. Moim ulubionym był, jest i pewnie będzie Garnier Goodbye Damage, na który zawsze poluję (ostatnio kupiłam za 9 zł, a widziałam go też za 26!). Choć staram się unikać silikonów w szamponach i odżywkach (ale nie za wszelką cenę!), dbam o to, aby serum zapewniało moim końcówkom ochronę. Szczególnie ma to znaczenie wtedy, gdy korzystam z suszarko-lokówki, która jest najlepszą rzeczą, jaką kupiłam sobie w życiu.

Czasem zmieniam serum Garnier na serum Radical.

 

 

 

Mam nadzieję, że dzisiejszy krótki tekst o ciele i moim podejściu do pielęgnacji troszkę przybliży Wam moje podejście do dbania o siebie. Wkrótce zaproszę Was do lektury kolejnych części tej serii 🙂 Liczę na to, że znajdziecie w niej coś dla siebie. Jeśli jednak już dziś macie pytania lub chcielibyście, abym odpowiedziała na pytania związane z dzisiejszym tematem – czekam na Wasze komentarze.

Dziękuję Ci za przeczytanie tego artykułu - spędziłam mnóstwo czasu, tworząc go dla Ciebie. Tym bardziej będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie znak! Bez informacji od Ciebie, ten blog nie jest kompletny. Bądźmy zatem w kontakcie!

  • Nie zapomnij o pozostawieniu komentarza - Twoje wnioski, przemyślenia i uwagi są dla mnie na wagę złota. Czytam je wszystkie i na ich podstawie tworzę kolejne artykuły.
  • Podziel się linkiem do tego artykułu - jeśli to, co napisałam jest dla Ciebie pomocne, interesujące lub poruszające, daj znać o nim znajomych i prześlij go dalej.
  • Dołącz do mnie na instagramie - to tam znajdziesz drobiazgi z mojego codziennego życia, moje własne wzloty i upadki w walce o harmonię, a także mnóstwo zdjęć przedstawiających to, jak staram się realizować swoje pasje, a nawet jak buduję dom na wsi.
  • Dołącz do mnie na facebooku - oprócz wszelkich aktualnych informacji, znajdziesz tam linki do ciekawych akcji, promocji książkowych, artykułów z innych stron i inspirujących filmików.
  • Zapisz się do newslettera - znajdziesz tam mnóstwo inspiracji, tekstów i pomysłów, których nie znajdziesz na blogu.