Pamiętasz literkę C z naszego alfabetu? Czepialstwo to naprawdę coś okropnego. Wpływa na relacje, zaburza je, sprawia, że pojawia się dystans i niechęć. Hejtowanie samego siebie to czepialstwo wobec siebie. To szukanie dziury w całym, dostrzeganie i wyolbrzymianie najmniejszych potknięć. To wchodzenie w najtrudniejszą z możliwych ról – w rolę swojego własnego wroga.

Hejtowanie samego siebie to coś konkretnego. To nie jest mała bzdurka, która jedynie utrudnia cieszenie się sukcesami. W moim odczuciu to coś, co jest furtką do depresji lub nawet jej objawem. Kiedy dochodzi do hejtowania samego siebie, to wielki znak, że dzieje się coś niedobrego i z całą pewnością trzeba wziąć sprawy we własne ręce. Jak takie hejtowanie może wyglądać? Opcji jest mnóstwo!

  • dopuszczanie do głosu tego nieznośnego gremlina, który towarzyszy większości z nas – czyli myśli pt. jestem głupia, do niczego się nie nadaję, jestem ofiarą losu, jestem beznadziejna, zachowuję się jak idiotka, mam pusto w głowie itd. – do wyboru do koloru.
  • negatywne komentarze na swój temat wypowiadane do innych ludzi – czasem po to, aby ukryć zażenowanie, żeby znaleźć usprawiedliwienie dla swoich zachowań.
  • zachowania autodestrukcyjne – czyli wyrządzanie samemu sobie krzywdy. Takie zachowania mogą mieć różną formę – od wyrażania pogardy dla siebie, poprzez mówienie o swoim braku umiejętności, kompetencji, pojęciu o życiu. Autodestrukcją są zaburzenia odżywiania, uzależnienia, samookaleczenia. Autodestrukcją będzie poświęcanie się za wszelką cenę dla dobra czy kaprysu innych ludzi. Zapominanie o sobie, swoim zdrowiu, odpoczynku. Unikanie rozwiązywania problemów, które się pojawiają. Zachowania autodestrukcyjne mogą być też nieco bardziej subtelne: skłonność do konfliktów, manipulowanie innymi, tworzenie nieprzyjemnego klimatu, plotkowanie, unikanie spotkań z ludźmi, odsuwanie się od bliskich i przyjaciół, unikanie nawiązywania głębszych relacji – to wszystko sprawia, że znikają relacje, pojawia się samotność. A to dość konkretny rodzaj cierpienia.

Kiedy myślę o hejtowaniu samego siebie, myślę o smutku, który musi, w moim odczuciu, być częstym towarzyszem takiej osoby. Choć mam świadomość tego, że naprawdę każdy z nas od czasu przejawia tendencje autodestrukcyjne, chcę mocno zwrócić uwagę na hejt właśnie.

Jak hejtowanie samego siebie wpływa na życie?

  • jest jak czarna chmura nad naszą codziennością – przysłania wszystko, odbiera kolory nawet najbardziej barwnym sytuacjom w naszym życiu, kradnie im blask i sprawia, że wszystko staje się niewystarczająco dobre. Trudno cieszyć się życiem, jeśli nosi się na swoich barkach nieznośnego gremlina, który mówi mnóstwo negatywnych rzeczy.
  • sprawia, że nie mamy ochoty na ulepszanie swojego życia – bo niby po co, jeśli NIGDY nic nie osiągnęłam? Ten właśnie gremlin sabotuje niemal każdą myśl o rozwoju, zmianie, zrobieniu czegoś dla siebie. Udowadnia, że nie warto próbować. Pokazuje, że każdy na świecie jest w stanie działać – każdy oprócz mnie. Szuka dowodów na to, że jakiekolwiek działania z przeszłości nie przyniosły nic dobrego, a nawet są dowodem na to, jaka jestem beznadziejna.
  • wyostrza osiągnięcia innych ludzi – i sprawia, że nie widzimy kulisów życia tych osób. Z jednej strony widzę, jak wspaniałe życie wiedzie ktoś, kogo obserwuję. Ma wszystko, jest każdym, wszystko mu się udaje, a do tego znakomicie wygląda. Z drugiej strony zamykam się na świadome myślenie o tym, że za każdym sukcesem stoi praca, wysiłek, podejmowanie raz po raz wyzwań. W ogóle nie biorę pod uwagę tego, że każda z tych osób działa – snuję natomiast wizje tego, o ile ten ktoś ma łatwiej, lepiej, z górki.

Hejtowanie samego siebie u innych ludzi

Mam wrażenie, że ta właśnie literka naszego alfabetu jest tą, którą najpełniej obrazuje, jak wygląda życie pozbawione pewności siebie. Gdy spotykamy człowieka, który hejtuje samego siebie, nie mamy złudzeń. Widzimy, czujemy, słyszymy brak pewności siebie. Czasem możemy mieć ochotę nim potrząsnąć i uświadomić mu, że się myli. Czasem chcemy go pocieszyć, przytulić i podać milion argumentów udowadniających, że to nie jest prawda. Czasem zdarzy się, że z niedowierzaniem spojrzymy na kolejny hejt i zapytamy samych siebie o to, jakim cudem można tak bardzo nie lubić siebie.

Chcę myśleć, że hejtowanie samego siebie to tylko nawyk. Zwykłe przyzwyczajenie, które jesteśmy w stanie wykorzenić w kilkanaście dni. To moje myślenie życzeniowe. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdy już dochodzi to do tego, że publicznie, głośno, oficjalnie mówimy o sobie źle, dzieje się coś niepokojącego. Gdy masz przed sobą kogoś, kto zachowuje się w ten sposób, postaw przede wszystkim na zrozumienie. Nie lekceważ tego, co słyszysz. Nie ignoruj, nie wyśmiewaj, nie przewracaj oczami, że znów to słyszysz. Takie hejtowanie może być wołaniem o pomoc, poszukiwaniem wsparcia, motywacji, dobrego serca, które pomoże wyjść z impasu. Co możesz zrobić? Wysłuchaj, zadaj pytanie, dowiedz się, o co chodzi. Zapytaj, czy możesz jakoś pomóc. Jeśli ktoś jest dla samego siebie największym wrogiem, ty spróbuj być dla tego człowieka najlepszym przyjacielem.

Hejtujesz samego siebie?

  • szukaj śladów swojej kompetencji, a nie jej braku – wiem, że jest to trudne, ale od czegoś trzeba zacząć. Postaw przede wszystkim na zapisywanie swoich spostrzeżeń. Spróbuj każdego dnia wieczorem usiąść nad zeszytem (możesz go nazwać Zeszytem Kompetencji lub Zeszytem Wspaniałości, jak chcesz) i zapisz co najmniej 5 dowodów na to, że tego dnia zrobiłeś coś dobrego, fajnego, wartościowego, pięknego, miłego. Szukaj dowodów na to, że Twoje pozytywne, silne strony mają głos. Jeśli naprawdę jest Ci trudno cokolwiek znaleźć, zacznij od zapisania rzeczy, które są dla Ciebie po prostu zadowalające.
  • jak najczęściej zastępuj negatywne myśli i słowa czymś przeciwnym – stosowanie afirmacji jest bardzo dobrym ruchem, choć nie ukrywam, że początkowo może to być coś wymagającego i sztucznego. Jeśli jednak weźmiesz pod uwagę to, że w jednym momencie nie możesz myśleć i negatywnie i pozytywnie, afirmacje mają sens. Na czym to polega? Za każdym razem, gdy czujesz potrzebę hejtowania samego siebie, wypowiedz głośno (lub pomyśl!) hasło, które Cię podbuduje. Tak, jak każdy inny człowiek, ja też mam prawo popełniać błędy. Nie będę się przejmować bzdurami. Za 5 lat to nie będzie mieć znaczenia, prawda? Jestem z siebie dumna. Wierzę w siebie. Krok po kroku zrealizuję swoje plany. 
  • spróbuj ocenić swój poziom dyskomfortu związany z tym hejtowaniem – może być tak, że rzeczywiście jest to nawyk, nad którym musisz popracować korzystając np. z Zeszytu Kompetencji. Krok po kroku nauczysz się zwracać uwagę na pozytywne efekty swoich działań a nie na wszelkie negatywy. Może być jednak tak, że to, w jaki sposób o sobie i do siebie mówisz, wpływa na Twoją codzienność. Może pojawia się smutek? Może ten smutek za długo trwa i odgrywa główną rolę w Twoim życiu? Może pojawia się lęk, brak motywacji? Warto wówczas poszukać wsparcia specjalisty i ruszyć z tym z miejsca. Tutaj znajdziesz ważny materiał na ten temat.

Jak jest u Ciebie z hejtowaniem samego siebie? Może udało Ci się z tym uporać? A może to coś, co wymaga Twojego zainteresowania i działania? Podziel się swoją historią, pytaniami i wątpliwościami w komentarzach – chętnie o nich porozmawiam.


Praca nad Budowaniem pewności siebie to proces. Dla mnie będzie to zawsze proces długofalowy – uczenie się nawyków, wymiana szkodliwych przekonań na te wspierające, rozwijanie miłości własnej, asertywności i całego wachlarza innych cech. Dlatego działamy w ramach półrocznego e-kursu, który startuje już wkrótce. Zapraszam!