Kiedyś przeczytałam gdzieś takie inspirujące zdanie: “Gdybyś tylko wiedział, że całe moje życie buduję poza swoją strefą komfortu…” Nie pamiętam, gdzie znalazłam to zdanie, nie mam pojęcia, w jakim kontekście zostało ono użyte, ale wryło się w moją pamięć i tak jak kilka innych sentencji, mocno wpłynęło na moje działania. Strefa komfortu jest wspaniała. Mięciutka, cieplutka i przytulna jak letnia chmurka. Bezpieczna, przyjazna i przewidywalna. Wygodna. Przyjemna dla ciała, umysłu i duszy.

Jest też męcząca. Zbyt przewidywalna, zbyt bezpieczna, za wygodna. Tak wygodna, że aż to czasem uwiera. Czasem aż chce się rzucić wszystko i pobiec przed siebie. Czasem strefa komfortu jest przekleństwem, męką i synonimem braku sensu w życiu. Często uporczywe trwanie w niej świadczy o braku pewności siebie.

Człowiek w naturalny sposób poszukuje miejsca (również w mentalnym sensie), w którym może się schronić. O wiele zdrowiej jest żyć w stabilnym związku, który niezbyt często wywołuje ból i smutek. Lepiej żyje się w kraju, w którym jest mniej konfliktów. Rytm dnia daje wrażenie panowania nad swoim życiem, a określone rytuały w tygodniu, miesiącu czy roku sprawiają, że jakoś nam się to wszystko kręci.

Zdarza się jednak tak, że tę potrzebę uporządkowania, spokoju i braku wyzwań przenosimy na całe nasze funkcjonowanie. Trzymamy się za wszelką cenę tego, co komfortowe, wygodne i oczywiste, nie podejmujemy wyzwań, nie szukamy okazji do sprawdzenia siebie i urzeczywistnienia potencjału. Zakopujemy się w codzienności po uszy. Co by się stało, gdybyśmy wyszli poza strefę komfortu?

Porażka. Coś może mi się nie udać. Wszyscy zobaczą, że nie ogarniam. Ktoś się na mnie pozna. Ktoś się dowie, że mam z czymś problem, nie jestem perfekcyjna, nie daję sobie rady. Stracę czas, nie nadaję się do takich rzeczy, po co mi to. Pewnie za chwilę się okaże, że nie nadaję się do takich rzeczy.

Brak pewności siebie krzyczy z całych sił.

Jak komfortowe podejście wpływa na życie?

  • wprowadza niszczącą rutynę – wspaniale jest organizować swoje życie, wprowadzać w nie porządek i dbać o sensowne wykorzystanie czasu. Kiedy jednak obudowujemy całą naszą codzienność systemem zasad, nakazów, przewidywalności i oczywistości, krok po kroku wkrada się w życie rutyna, która zabiera radość.
  • uniemożliwia urzeczywistnianie siebie – każdy z nas nosi w sobie misję, którą ma do wypełnienia w życiu. I to nie jest tak, że od razu powinniśmy wiedzieć, co tą misją jest. Wiele osób potrzebuje lat poszukiwań, które prowadzą do odpowiednich wniosków. Jeśli jednak żyjemy w strefie komfortu, zamykamy sobie drzwi do samopoznania.
  • sprawia, że życie jest nudne – a wtedy bardzo łatwo wpada się w pętle oceniania innych ludzi, porównywania się do nich i rozsiewania wokół siebie negatywnych emocji. Jeśli nie czeka na Ciebie nic ciekawego, stajesz się zrzędą.

Komfortowe podejście u innych ludzi

Usilne pozostawanie w strefie komfortu może być męczące dla otoczenia. Jestem pewna, że znasz choć jedną osobę, którą ciągle trzeba do wszystkiego namawiać. W takich sytuacjach zdecydowanie warto pamiętać o tym, że za pozostawaniem w tej strefie stoi często lęk, niepewność, strach przed porażką czy ośmieszeniem. Zachęcam Cię mocno do tego, abyś przede wszystkim stał po stronie realizacji zamierzonych celów. Strefa komfortu jest zapraszająca, zarażająca. Trudniej jest zdrowo się odżywiać, gdy wokół wszyscy robią coś innego. Łatwiej jest spędzić leniwą sobotę w leniwym towarzystwie.

Można też się zbuntować przeciwko czyjejś strefie komfortu, która atakuje nas samych.

Wybierasz komfortowe podejście?

  • postaw na poszukiwanie informacji – wiedza na temat tego, co trudne, przerażające, obezwładniające, to bardzo mocne antidotum na strachy. Jeśli niewiele wiesz na temat tego, co jest dla Ciebie niekomfortowe, tworzysz wokół tego mnóstwo wyobrażeń, które najczęściej nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Znajdź zatem informacje, zapytaj kogoś o poradę, poszukaj wiedzy w książkach, internecie.
  • stawiaj na małe kroki – nie namawiam Cię do zasiadania nad kartką papieru i rozpisywania planu realizacji niekomfortowego planu. Zachęcam Cię do czegoś innego. Spróbuj każdego dnia wykonywać choć jeden minimalny krok w stronę realizacji swojego celu. Wszystko, co zrobisz, ma wielkie znaczenie. Wszystko, co wykonasz, oswaja ten straszny plan i sprawia, że staje się on rzeczywistością.
  • zaskocz samego siebie – co powiesz na intensywne wyzwanie, które pomoże Ci w realizacji planu? Pokażę Ci to na moim przykładzie. Bardzo chcę robić lepsze zdjęcia, jednak tak naprawdę jest to poza moją strefą komfortu. Nie mam już nawyku wyciągania aparatu w ważnych momentach, oduczyłam się dokumentowania codzienności i często zapominam o tym, że mój telefon może być świetnym narzędziem do pracy z obrazem. A jednak bardzo chcę robić lepsze zdjęcia. Wiesz, co dzisiaj zaczynam? Intensywne wyzwanie, podczas którego zamierzam robić coś w rodzaju dokumentowania codzienności mojej rodziny. Część zdjęć trafi do albumu, część do kosza, a ja po tym wszystkim będę z pewnością mieć za sobą o wiele więcej praktyki niż dotychczas. Terapia szokowa często daje świetne rezultaty.
  • stwórz Wielką Listę Celów – tutaj ogólna, a tutaj moja. Może znajdziesz tam parę inspiracji?

Jak jest u Ciebie z tym nieznośnym jęczeniem? To Ty marudzisz czy może ktoś marudzi Tobie? Podziel się swoją historią, pytaniami i wątpliwościami w komentarzach – chętnie o nich porozmawiam.


Wkrótce startujemy z Budowaniem pewności siebie. Miejsca już się zapełniają. Zachęcam Cię do udziału i do pracy ze mną nad pewnością siebie przez pół roku.