fot. Ursula Szkiłądź

 

Najlepsza Wersja Siebie. Brzmi to jak tytuł wykładu motywacyjnego, który ma ściągnąć tłumy. To ferrari tylko czeka, aż do niego wsiądziesz. lub Jesteś zwycięzcą! – z tym właśnie kojarzył mi się kiedyś ten zlepek słów. Za każdym jednak razem, gdy podejmowałam kolejne wyzwanie czy pisałam nowy projekt dla moich Czytelników, miałam w głowie właśnie tę wizję – że każdy z nas może stać się najlepszą wersją siebie. Co ważne, każdy z nas inaczej tę najlepszą wersję rozumie. Moja definicja może zupełnie nie wiązać się z definicją, którą ma moja przyjaciółka, czytelniczka czy koleżanka z pracy. Ale tak czy inaczej każda z nas dąży do ulepszania swojego życia, prawda?

Najlepsza wersja siebie to również ciało

Dążenie do rozwoju nie może wiązać się tylko z jedną częścią „ja”. Jeśli skupiamy się tylko na jednym kawałeczku siebie, pozostałe w końcu zaczną upominać się o naszą uwagę. Podam Ci bardzo prosty przykład. Wyobraź sobie pracę nad rozwojem zawodowym, zarwane noce, zbyt krótki sen, niewiele czasu na porządne posiłki, odpoczynek czy słodkie lenistwo. Wszystko to ma poczekać, bo w tym momencie życia zajmujesz się tylko pracą. Zaniedbane ciało, któremu odbiera się sen, zdrową dietę, ruch i relaks, buntuje się, zaczyna chorować, nie jest już tak energetyczne i gotowe do podejmowania kolejnych wyzwań. Takie ciało zaczyna stawiać opór, ciągle łapie jakieś przeziębienia, przybiera na wadze, zmaga się z całym wachlarzem nieprzyjemnych objawów. Szczerze mówiąc, zupełnie się nie opłaca odstawianie ciała na dalszy plan.

Najlepsza wersja siebie to również styl

Podobnie jest z garderobą. Stawanie się najlepszą wersją siebie wiąże się z wieloma zmianami w przeróżnych obszarach. Ciało, a właściwie to, jak je prezentujemy to kolejny element zmiany i strefa poprawy. Co zyskasz, gdy zadbasz o ten kawałek Ciebie? Wiele osób mówi o większej pewności siebie, przebojowości, gotowości do odważnych ruchów i decyzji. Ciało niezadbane, niezbyt starannie prezentowane, zawsze wpływa na samopoczucie. Czasem dodaje niepewności, często sprawia, że dosłownie „skurczamy się w sobie”, chcemy zająć jak najmniej miejsca w przestrzeni. Niech nikt nas nie zauważa, a gdy rzuci okiem, niech to zrobi pobieżnie, bez przyglądania się. Znasz to?

Osoba, która pracuje nad najlepszą wersją siebie to ktoś, kto nie musi chować się przed światem. Nie musi, nawet jeśli wciąż jest w procesie zmian. Wie, gdzie idzie i każdego dnia podejmuje kolejne kroki związane z ulepszaniem siebie i swojego stylu życia. Tym elementem jest również ubiór i to, co nim wyraża. Zapraszam Cię dzisiaj do pracy nad tą częścią Twojego „ja”, która jest tak samo ważna dla Twojej najlepszej wersji, jak każdy inny kawałeczek Ciebie.

Przystąp dzisiaj do pracy nad udoskonaleniem swojego stylu ubierania. Dla ludzi, którzy Cię obserwują, Twój ubiór jest informacją. Kim jesteś? Czym się zajmujesz? Jak bardzo jesteś zabiegana? Jak bardzo Ci zależy na tym, jak się prezentujesz? Czy jesteś dokładna? Czy jest coś czego się wstydzisz (ubranie to wskazuje!)? Czy „dajesz radę” czy raczej potrzebujesz lepszej organizacji?

Tak, jesteśmy oceniani przez pryzmat swojego ubioru. Co więcej, Ty sama oceniasz również siebie. Gdy wyglądasz tak, jak chcesz, dajesz sobie piątkę z plusem. Gdy jesteś niedbała, oceniasz się niżej, a może nawet porównujesz z innymi ludźmi.

Dzisiaj zapraszam Cię do ćwiczenia, którego głównym celem jest ulepszanie Twojego osobistego stylu oraz dopasowanie go do Twojej sytuacji tu i teraz. Często jest tak, że planujemy ubiór z myślą o tym, jak kiedyś będziemy wyglądać. Odkładamy w związku z tym przemyślane zakupy na moment, w którym nagle schudniemy, przytyjemy, zadbamy o jędrność, ubijemy, umięśnimy, ulepszymy. A co jeśli ta chwila nigdy nie nadchodzi, bo jesteśmy zniechęcone tym, że wciąż musimy czekać na idealne ciało? Co jeśli nie mamy motywacji do ćwiczeń, ruchu, bardziej regularnej pielęgnacji, bo w lustrze widzimy nadal etap przejściowy?

Zacznij dzisiaj pracę nad swoim stylem tu i teraz. Nigdy nie będzie lepszego momentu. Bez względu na kilogramy, wygląd skóry, etap zmian w ciele, zawsze zasługujesz na rzeczy, które podkreślają Twoje piękno i są wyjątkowym tłem dla Twojego wewnętrznego blasku. Nie musisz czekać na ten magiczny moment totalnej metamorfozy. Możesz natomiast zadziałać tu, gdzie jesteś dzisiaj, zadbać o swój styl i tym sposobem zagwarantować sobie motywację do tego, aby o to ciało dbać jak najlepiej.

Porządkowanie

Spójrz na swoje ubrania – na wszystkie. Dokonaj dzisiaj bezlitosnej selekcji, dzięki której pójdziesz w stronę stylu, który pokaże najlepszą wersję Ciebie. Wyrzuć z szafy wszystkie swoje ubrania i bez sentymentów podziel je na kilka stosów.

UBRANIA, KTÓRE KOCHASZ. Czyli takie rzeczy, które uwielbiasz, świetnie się w nich czujesz i wybrałabyś po to, aby zrobić doskonałe wrażenie na nawet największym wrogu.

UBRANIA, KTÓRE AKCEPTUJESZ. Czyli te ciuchy, które nosisz, bo po prostu kiedyś wydałaś na nie pieniądze. Może nie do końca do Ciebie pasują, może nie do końca dobrze leżą, gdzieś się marszczą, są słabo skrojone, gdzieś są poprute lub gryzą. Szkoda Ci je wyrzucać, bo to byłoby jak wyrzucanie pieniędzy w błoto.

UBRANIA, KTÓRYCH NIE LUBISZ. Nie ten kolor, nie ten krój. To rzeczy, w których nie czujesz się dobrze, nie podobają Ci się. Może to ciuchy „po domu”? Może to ubrania, które Cię irytują? Może to coś, na co skusiłaś się pod wpływem magii chwili i masz poczucie winy, że je kupiłaś. Do niczego Ci nie pasują.

UBRANIA POZA SEZONEM. Pamiętaj o tym, że porządkujesz swoją szafę tu i teraz. Oznacza to, że ważna jest dla Ciebie aktualna pora roku i to, jak będziesz wyglądać w najbliższym czasie (a nie za pół roku). Nie przygotowuj się mentalnie do tego, jak będzie wyglądać Twoja garderoba w lecie. Teraz jest zima. Na tym stosie umieść zatem te rzeczy, które kochasz, ale nie będą one do wykorzystania w tym sezonie. Wyobraź sobie, że tworzysz na każdy z sezonów w roku kolekcję, dzięki którym będziesz prezentować się doskonale:

Sezon wiosenny (marzec-kwiecień-maj)

Sezon letni (czerwiec-lipiec-sierpień)

Sezon jesienny (wrzesień-październik-listopad)

Sezon zimowy (grudzień-styczeń-luty)

Wyrzucanie zbędnych rzeczy

Choć wyrzucanie zbędnych rzeczy to moja wizytówka (można o nim przeczytać w mojej książce 30 dni do zmian) to w przypadku ubrań i wszelkich dodatków mammiałam wielki opór. Odkąd pamiętam, fascynowała mnie moda i to, co ubiór może zrobić z człowiekiem. Zawsze byłam pod wielkim wrażeniem tego, że dobrze dobrane ciuchy mogą odgrywać wielką rolę w tym, jakie podejmujemy decyzje, czy jesteśmy skłonni do odważniejszych ruchów lub do realizowania bardzo ambitnych celów. Z jednej strony czytałam badania naukowe na temat wpływu stroju na życie człowieka, a z drugiej sama dostrzegałam zmiany, jakie zachodzą we mnie. Chyba właśnie dlatego moja szafa zawsze była wypełniona po brzegi. Gdy dwa lata temu znacznie ją ograniczyłam, poczułam (o dziwo!) wolność. A gdyby tak rzeczywiście postawić na konkretne wyrzucanie zbędnych rzeczy również z własnej garderoby? Czy jestem w stanie pogodzić ze sobą to moje przekonanie o magicznym wpływie ubrań na samopoczucie i życiowe wybory z malutką szafą?

Kiedy myślę o tym, skąd mój własny opór przed pozbywaniem się ubrań, których nie kocham na 100%, pojawiają mi się takie odpowiedzi:

  • koszty utopione – wydałam już pieniądze na daną rzecz i nie jestem w stanie ich w żaden sposób odzyskać (nie zawsze sprzedaż jest w stanie się udać). Jeśli zatem zainwestowałam w dany przedmiot, brnę dalej – noszę ciuch nawet wtedy, gdy mi nie do końca służy. A jeśli nie noszę, to go przechowuję (tracę miejsce, denerwuję się, przekładam, przerzucam, a może nawet liczę, że kiedyś jakimś cudem do niego wrócę i wszystko będzie pasować do mnie idealnie)

Bolesna prawda: Koszty utopione to koszty utopione – niestety nie przyjdzie do mnie wróżka, która zmieni ten niepasujący do niczego ciuch w kreację marzeń. Prawdopodobnie też nigdy w życiu nie odzyskam tych pieniędzy. Jedyną opcją w tym momencie jest pozbycie się danej rzeczy z pola widzenia i zadbanie o to, żeby kolejne zakupy były maksymalnie przemyślane. Plus całej sytuacji: mogę zacząć wszystko od nowa!

  • przekonanie, że jeszcze przyjdzie czas – bo schudnę, bo będę mieć lepszą sylwetkę, bo może ten fason jednak kiedyś będzie do mnie pasował. To jest to oczekiwanie na lepszy moment z ubraniami, które nigdy nie zostaną przeze mnie założone.

Szczera prawda: Zbyt wiele kobiet czeka na lepszą sylwetkę. Czekamy na ten moment, a w międzyczasie zakładamy na siebie przypadkowe, niepasujące i nieatrakcyjne rzeczy. Niestety ten międzyczas może przedłużyć się w nieskończoność. Znasz to oczekiwanie „aż schudnę” na zakup porządnych spodni? A może znasz chodzenie w workowatych ubraniach tylko dlatego, bo jest się na diecie? A co jeśli właśnie z tego nieskończonego etapu przejściowego nigdy nie wyjdziesz? Piękny wygląd może być najlepszą motywacją do pracy nad wymarzoną sylwetką.

  • marzenia o przekazaniu ślicznych ubrań moim córkom – mam kilka takich rzeczy, które z przyjemnością podarowałabym moim córkom. Są w świetnym stanie i mają uniwersalny fason. Niestety zamiast umieścić 2-3 rzeczy w jakimś specjalnym pudełku na przyszłość, trzymam te rzeczy w szafie.

Rozwiązanie: zamiast trzymania w szafie stosu ciuchów na kiedyś, wybiorę 2-3 rzeczy, które podobają mi się najbardziej i zabezpieczę je tak, aby przetrwały te kilka lat. Obdarowywanie takimi rzeczami ma sens wtedy, gdy prezent jest symboliczny, a nie jest stertą ciuchów, które może niekoniecznie będą się podobać moim dziewczynom.

Mój dekalog wyrzucania zbędnych rzeczy z szafy

Tak, jak wspomniałam, choć pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy jest czymś, co zawsze dawało mi poczucie wolności, z ciuchami zawsze miałam problem. Krok po kroku uczyłam się tego, że ważniejsza jest 100% pewność, że dana rzecz ma miejsce w garderobie. Oczywiście nadal jestem w stanie skusić się na coś, co po prostu mi się podoba, bez efektu wow! Za każdym razem jednak, gdy podejmuję bardzo przemyślane decyzje zakupowe i wkładam do szafy coś, co jest dla mnie idealne pod każdym względem, czuję, że idę w bardzo dobrym kierunku. Ta Najlepsza Wersja Siebie się urzeczywistnia.

Przede mną kolejny etap zmiany. Idę kroczek dalej. Postanowiłam wykorzystać ten mój przeprowadzkowy moment i rozprawić się z ubraniami, które trzymałam w szafie z sentymentu, ze względu na to, że zapłaciłam za daną rzecz lub dlatego, bo wierzę, że kiedyś jeszcze (lub w końcu) będzie na mnie pasować. Tym razem wykorzystuję mój schemat, który opisałam powyżej, do wszystkich rzeczy, które posiadam. Bez sentymentów, bez odkładania w nieskończoność organizacji domowej wyprzedaży, bez przerzucania tych rzeczy z miejsca na miejsce. Może nawet ten eksperyment z capsule wardrobe się mi przydarzy 😉 Do schematu dodaję dekalog wyrzucania zbędnych rzeczy z szafy – mam nadzieję, że i Was zainspiruje do troszkę odważniejszych decyzji.

  1. Jeśli dana rzecz nadal jest świetnej jakości, pasuje do mnie, ale nie do końca dobrze leży, wrzucam ją do osobnej torby i w ciągu tygodnia odwożę do krawcowej.
  2. Jeśli dana rzecz wymaga odświeżenia (pralnia, szewc), odkładam ją do kolejnej torby i zajmuję się naprawami w ciągu tygodnia (np. wczoraj kupiłam specjalny preparat do zamszu, dzięki któremu odświeżę moje botki)
  3. Nie zostawiam rzeczy z sentymentu – podstawową kategorią jest to, czy z założę ten ciuch i czy będę w nim wyglądać świetnie. Sentyment nie zrobi mi stylu.
  4. Kusi mnie oczywiście pozostawianie rzeczy ciążowych z sentymentu. Niektóre rzeczy są prześliczne i przypominają mi o pięknych momentach z brzuszkiem. Postanowiłam je przekazać koleżankom, które też są w ciąży i mają podobny styl do mnie. To od razu ucisza ból serca 😉
  5. Pozbywam się rzeczy, które wyglądają dobrze, są świetnie uszyte, ale nie pasują do stylu, który podoba mi się najbardziej.
  6. Niektóre rzeczy (czyli moje nieudane inwestycje, które bolą najbardziej) zamierzam sprzedać na olx. Świetnie się sprawdza sprzedawanie zestawów (dobrze jest zebrać podobny styl ubrań w jednej ofercie).
  7. Nie zostawiam ciuchów „po domu”. To jedna z najważniejszych zasad. Prawdziwy styl widać wtedy, gdy nikt na nas nie patrzy. Jeśli w domu noszę poplamione ciuchy, albo bluzkę, która nie ma nic wspólnego z tym, jaki styl podoba mi się najbardziej, to oznacza, że to właśnie jest mój styl. Mój styl to ubrania, które chcę „dokończyć”. Mój styl to niechlujstwo. Mój styl to rzeczy po domu. Tego nie chcę!
  8. Moim celem jest mieć jak najmniej ubrań – ograniczenie tej liczby do minimum będzie sposobem na obdarowywanie siebie możliwie najlepszymi rzeczami (tzn. rzeczami doskonałej jakości a nie tymi, które mają przetrwać sezon lub jego połowę).
  9. Oprę się pokusie kupowania rzeczy na miejsce tych, których się pozbywam. A musicie mi uwierzyć, że nie będzie to łatwe. Daję sobie co najmniej 8 tygodni na detoks zakupowy.
  10. Wypiszę się przy okazji ze wszystkich newsletterów z moich ulubionych sklepów internetowych. Zamiast tego umówię się sama ze sobą na przeglądanie ofert tylko wtedy, gdy będę mieć konkretną listę zakupów (a tę stworzę już wkrótce).

 

To właśnie moja propozycja ja ten zimowy, mroźny dzień. A może to dobra propozycja na każdy dzień tego roku? Dla mnie to kolejny etap projektu Najlepsza Wersja Siebie – w końcu! Po ciąży, po zmianach w życiu i w chwili, gdy w końcu mogę i chcę zająć się właśnie tą częścią mnie. Na niektóre rzeczy trzeba poczekać, a do innych dojrzeć 😉 Dołączycie do mnie?