Ale nie można ciągle martwić się, że umrzesz. Jeżeli będziesz tak robił, to już umarłeś.

Jennifer Echols “Dziewczyna, która chciała zbyt wiele”

Mam nareszcie wrażenie, że pozbyliśmy się jednego z najmniej pozytywnych przekonań, jakie istniały. Coraz więcej osób przestaje wierzyć w to, że kryzys, gorsza chwila, trudny dzień czy prawdziwa życiowa katastrofa to dodatkowy dowód na niekompetencję czy życiowe nieogarnięcie. Porażka to raczej moment przestoju, okazja do refleksji, jakaś informacja od świata – może coś trzeba przemyśleć? Wziąć pod uwagę nowe ścieżki? Zastanowić się nad swoim życie? A może zmienić sposób działania na taki, który w końcu zda egzamin?

Dzisiaj chcę zaprosić Was do tematu związanego z zamartwianiem się. W pewnym sensie to jest psychologia sukcesu, prawda? To niekończące się się zmartwienia sprawiają, że nie chce nam się wierzyć w lepszą przyszłość – w wymarzoną przyszłość. To źle interpretowane i przekoloryzowane porażki wpędzają nas w negatywne nastawienie, brak nadziei i apatię życiową. Im mniej konstruktywnie się martwimy, tym więcej trudności przyciągamy do siebie. To coś na zasadzie błędnego koła – jest źle, nastawiam się, że będzie źle, nie działam proaktywnie i produktywnie – w rezultacie rzeczywiście dobrze być nie może.

A gdyby tak zastosować specjalną metodę zamartwiania się?

 

 

 

Dziękuję za wysłuchanie mojego siódmego podcastu 🙂 Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie i komentarze. Dajcie koniecznie znać, co sądzicie! Zapraszam Was też do subskybowania mnie na iTunes. Dziękuję za wysłuchanie!