Sukces. Magiczne słowo? A może już troszkę irytujące? Wszyscy mówią o tym całym sukcesie – wygląda na to, że to jedna z tych rzeczy, których pragniemy najbardziej. Dążymy do sukcesu, zarywamy noce dla sukcesu, z wielu rzeczy jesteśmy w stanie zrezygnować – dla sukcesu. A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że zwykle nie znamy odpowiedzi na podstawowe pytanie:

Czym jest dla mnie sukces?

Nie do wiary jak często nie wiemy nawet za czym tak biegniemy. Jest pogoń za sukcesem, który tak naprawdę jest zlepkiem często przypadkowych wizji życia – takiego, jakie powinno być. Gdzieś usłyszeliśmy, że coś trzeba robić, jakoś żyć, w określony sposób podejmować decyzje. W tej całej gonitwie nie ma miejsca na błędy, zmianę zdania, skręcanie na inny (własny) tor. Liczy się sukces – czymkolwiek on jest.

A gdybyśmy tak zastanowili się nad tym, co dla nas – indywidualnie – znaczy to magiczne słowo? Co to znaczy dla Ciebie? Skąd wiesz, że osiągnąłeś sukces. Inaczej. Skąd będziesz wiedzieć, że osiągnąłeś sukces? Co będzie dla Ciebie dowodem?

Moja definicja sukcesu

Kiedy myślę o swoim własnym sukcesie mam oczywiście w sobie całe mnóstwo niedosytu. Czekam na wiele rzeczy, pędzę w kierunku określonych celów, działam, marzę, snuję plany, denerwuję się gdy znów coś nie idzie po mojej myśli. Czas mija nieubłaganie a ja wciąż czuję, że to wszystko, co dzieje się dzisiaj to przedsmak. Delikatnie i dyskretnie ostrzę sobie zęby na to, co wydarzy się w przyszłości. Tworzę listy celów, siedzę po nocach (jak dzisiaj), przestawiam się z kawy na wodę, ustawiam sobie budzik przypominający o jedzeniu i ruchu. Sukcesie – bądź.

No właśnie. Kiedy myślę o sukcesie, tym swoim własnym, upragnionym, wciąż mam wrażenie, że… czekam. Muszę biec, muszę pocisnąć, muszę dać z siebie wszystko. Jestem przecież mistrzem świata w wywieraniu presji na samej sobie i odsuwaniu presji od ludzi, z którymi współpracuję. Siedzę przy biurku, zawalona robotą jak zwykle i myślę: sukcesie, gdzie Ty się podziewasz? Czy jeśli dzisiaj zrezygnuję z normalnej dawki snu przyjdziesz do mnie szybciej?

Tak. Nadchodzi w końcu taki moment, w którym zaczynam się targować sama ze sobą. Obok mnie lista celów – osiągnięć, które mam mieć na swoim koncie. W głowie marzenia, w sercu determinacja, którą zaczęłam w końcu doceniać, a czasem nawet celebrować. W takich chwilach jestem gotowa poświęcić wiele dla tego, co znajduje się na mojej liście. Szukam sposobów na wyciśnięcie z dnia 105% – chociaż dzisiaj. Lista celów – najważniejsza, motywująca, czasem ostra i zbyt odważna. Patrzę na nią i uświadamiam sobie jedno: to nie jest mój sukces. Nie muszę na nic czekać. Mam to, co dla mnie najważniejsze.

Sukces to dla mnie to, w jaki sposób żyję. Właśnie w tym momencie mojego życia. Mogę karmić się pasją – psychologia jest moim zawodem, w ramach pracy czytam książki, prowadzę szkolenia, rozmawiam z ludźmi i towarzyszę im w ich zmianach. Dzięki temu, co działo się w moim życiu w ciągu ostatnich 7-8 lat jestem bardzo wolna. Jeśli chcę, mogę spędzić tydzień u mamy, zajmując się moimi dziećmi, biegając za piłką po ogrodzie, czytając książkę z synem zasypiającym obok mnie na huśtawce. Otaczają mnie książki, zabieram się za budowę domu, mam w swoim życiu dobrych przyjaciół i równie dobre plany na przyszłość. Sukces to dla mnie wszystko to, co mogę robić a nie lista celów i zamkniętych tematów. Jeśli osiągnę to nad czym pracuję w trakcie minionych kilku miesięcy, znów pojawi się kolejne mogę. Jeżeli natomiast stwierdzę, że dziś chcę zatrzymać się w tej mojej gonitwie, nic nie tracę. Wciąż mogę wiele rzeczy. Mogę spędzić naprawdę dobry dzień w górach, wykorzystać ciepły dzień i poczuć, co to znaczy lato. Mogę zjeść coś bardzo dobrego, mogę wysłać artykuł, mogę nawiązać tę współpracę. Mogę wszystko, jeśli tylko zechcę. To jest dla mnie sukces – ten prawdziwy.

Co sądzicie o sukcesie? Co to znaczy “sukces”? Podzielcie się wnioskami i przemyśleniami w komentarzach – jestem Was bardzo ciekawa!