Projekt “Najlepsza do 30” jest moim osobistym projektem rozwojowym, który realizuję od ponad roku. W moje 27 urodziny stwierdziłam, że zanim przekroczę magiczny próg 30-stki, zadbam o to, aby stać się najlepszą wersją siebie. Chcę tak naprawdę wszystkiego – pielęgnacji ciała, duszy i umysłu, skupienia na pasjach, dbania o relacje, zdobywania wiedzy, rozwijania swojej kariery zawodowej. Uznałam, że dość już czekania i odkładania siebie samej na bok. Te trzy lata będą czasem największych zmian i najbardziej intensywnego rozwoju. W ciągu tego pierwszego roku rzeczywiście zdecydowałam się na wiele kroków, które wciąż przesuwałam w czasie. Zadbałam o ciało tak, jak chciałam zadbać, odważyłam się podjąć kilka decyzji i popracowałam nad sobą. Widzę efekty i mam nadzieję na więcej.

Kilka miesięcy temu postanowiłam opisać mój osobisty projekt w newsletterze. Zaskoczyła mnie taka ilość maili, pytań i inspiracji, które otrzymałam. Zauważyłam, że nie tylko ja chcę zwiększyć obroty i dać z siebie wszystko. Dojrzewałam do decyzji, aby z własnego projektu zrobić coś większego i oto jesteśmy! Zapraszam Was do wspólnych działań – przede mną jeszcze dwa lata do 30 urodzin. Przynajmniej do tej pory będę realizować plan – przygotujcie się zatem na długi projekt 🙂 Oczywiście szybko zaczęłam myśleć o przeróżnych rzeczach, które mogłabym włączyć w akcję – stąd mam kilka propozycji. Dołączycie?

Najlepsza do… 30, 35, 40, 45?

Projekt “Najlepsza do 30-stki” przez długi czas był pomysłem, który był tylko w mojej głowie. Nie widziałam większego sensu w tym, aby dzielić się czymś takim. No bo po co? Po pierwsze mam wrażenie, że takich rzeczy jest mnóstwo. Wszędzie pojawiają się wyzwania, propozycje i pomysły, dzięki którym ludzi robią ze swoim życiem cudowne rzeczy.

Zaczęło się banalnie – 20 czerwca minionego roku skończyłam 27 lat. Przyznaję, był lekki szok. Czas mija nieubłaganie, a ja..? Chyba nie jestem w dokładnie tym miejscu życia, w którym chciałabym być jako 27-latka. Czy jako 30-latka będę? Cóż, jeśli nie zadziałam, raczej będę tu, gdzie teraz.

Od razu uprzedzam: jestem szczęśliwa, jestem zadowolona i wdzięczna. Mam świetną pracę, realizuję się zawodowo, robię dokładnie to, co sprawia mi największą przyjemność. Mam dzieci i fantastycznego męża, który pomarudzi, ale i tak robi dokładnie to, o czym marzę. Nawet jeśli wciąż muszę się badać, uznaję się za zdrową osobę. Jestem aktywna, podróżuję. Jest bardzo ok.

Ale chcę więcej – przede wszystkim od siebie.

I dlatego rok temu postanowiłam się ze sobą rozliczyć – wiedziałam co to “więcej” dla mnie znaczy. Czas zastanowić się nad tym, czy dam sobie to więcej, czy świadomie zrezygnuję z tego wszystkiego. Może zrezygnuję z części? Może to, czego chciałam kiedyś, dzisiaj nie jest aktualne?

To moje rozliczanie ze sobą było bardzo ważne – w ciągu ostatnich lat zapomniałam o swoich niektórych pasjach, urodziłam dwoje dzieci, miałam kontuzję – zmieniło się kilka rzeczy. A jednak okazało się, że wciąż chcę być wysportowana maksymalnie, wciąż chcę bawić się modą, chcę dbać o swój wygląd bardziej niż dotychczas i wciąż mam ochotę na to, żeby w tych najlepszych latach mojego życia dbać o ciało, dbać o umysł i dbać o duszę na 100%. Czy robiłam to? Ostatnie dwa-trzy lata nie tak, jak chciałam.

Po moim rozliczeniu z celami z przeszłości postawiłam przed sobą cel, że właśnie do 30-stki będę “najlepsza”. Najlepsza to znaczy w doskonałej formie sportowej, “urodowej”, ciuchowej, każdej. Najlepsza to znaczy z tymi wszystkimi kursami zawodowymi, które czekają na lepszy moment. Najlepsza to znaczy dbająca o swoje finanse – inwestycje i oszczędności. Najlepsza to znaczy z biegłym francuskim i portugalskim, z bardzo brytyjskim angielskim. Najlepsza to znaczy genialnie się odżywiająca, cudownie gotująca. Piękne wnętrza, zadbane ciało, mądrość w głowie – tego pragnęłam.

Czyli… wszystkiego.

Dlaczego?

Nie uważam, że minione lata to czas stracony – zrobiłam bardzo dużo i jestem z siebie dumna. Mam jednak wrażenie, że choć dbałam o taki codzienny balans, nie patrzyłam szerzej na swoje życie. Moje cele przecież dotyczą przeróżnych rzeczy – i nie mogą czekać.

Chcę dążyć do tej “najlepszej” dlatego, bo martwię się, że czas przeleci mi przez palce. Nie chcę obudzić się pewnego dnia i stwierdzić, że przez tę codzienną bieganinę nie mogłam nigdy nazwać się sportowcem. Nie chcę poczuć podczas kolejnej podróży do Francji, że zamiast francuskiego wolę wybrać angielski. Nie chcę też myśleć, że dla pracy, ogarniania domu czy dbania o wszystkich wokół, zapomniałam o sobie.

Dlatego.