Ten moment, w którym jest beznadziejnie. Lub byle jak. Lub czegoś brakuje. Lub “niby wszystko jest dobrze, ale jednak coś w tym wszystkim nie gra”. Może to choroby? Może problemy w relacjach lub to nieznośne wrażenie, że ludzie, którzy są obok to nie ci ludzie, którzy powinni odgrywać w życiu główną rolę. Ten moment, gdy puszczają nerwy w najbardziej błahych sytuacjach. Gdy to, co jest w lustrze nie jest zadowalające. Chwila, w której za dużo jest obowiązków, a za mało pasji, spontaniczności czy oderwania od internetu. 

Za dużo słodyczy, pizzy i niezdrowego jedzenia. Za mało ruchu, wody, śmiechu i świeżego powietrza. Siedzący tryb życia. Badania profilaktyczne? Sto lat temu. Ogóle rozmemłanie, niezorganizowanie, bałagan w każdym kącie, też na koncie w banku. Burdel na kółkach – jak okiem sięgnąć! Nieskończone obietnice, że od jutra, od poniedziałku, od nowego roku. Poszukiwania, klęski, smutek, wrażenie, że czas przelatuje przez palce. Złe decyzje, problem z harmonią w życiu, umiejętnością odpoczywania, relaksem czy stawianiem na luz. Pędzenie za osiągnięciami bez racjonalnej myśli o tym, że trzeba myśleć o ładowaniu baterii, refleksji, duchowej części siebie i odkrywaniu tego, kim się jest.

I niezadowolenie. Bo w tym wszystkim jest jedna BARDZO niepokojąca rzecz. Świadomość tego, że naprawdę mogłoby być lepiej. Mogłabym być lepszą wersją siebie. Najlepszą. Mogłabym się ogarnąć nawet jeśli to wymagałoby czasu i zaangażowania. Nawet jeśli musiałabym zmienić nawyki, powalczyć ze sobą, z najróżniejszymi pokusami, a nawet z niektórymi ludźmi. Czy w Twojej głowie też pojawia się taka myśl? 

 

Projekt “Najlepsza wersja siebie” trwa u mnie już niemal trzy lata. Wkrótce zakończę pierwszy etap, ten z najlepszą do 30-stki. Mam za sobą mnóstwo pracy, bardzo ciężkiej. Ale gdy myślę “praca” niekoniecznie mam na myśli jedynie rozwój zawodowy. Myślę raczej o tych wszystkich zmianach, które wprowadziłam w codzienności, w sposobie spędzania czasu, w podejmowaniu decyzji. Mnóstwo nawyków udało mi się wykorzenić, nad wieloma pracuję nadal i wierzę mocno w to, że dam sobie z nimi radę. Najlepsza wersja siebie to dla mnie nie jest bezmyślne dążenie do perfekcji i zatracanie się w tym, jak wywrzeć na kimś wrażenie idealnego człowieka. To nie jest zaharowywanie się na śmierć, a później otrzeźwiające postanawianie, że teraz już zacznę odpoczywać, relaksować się i odpuszczę. Osoba, która dąży do najlepsze wersji siebie:

 

💡realizuje SWOJE cele i SWOJE wyobrażenia tego, jak chce żyć – zamiast wypełniania wzorca, który obserwuje u iluś osób, zastanawia się mocno nad tym, kim jest, czego pragnie, jakie są jej priorytety i wyobrażenia swojej najlepszej codzienności

💡szuka balansu i harmonii – zbyt wiele osób stara się za wszelką cenę zadbać o jedyne jeden aspekt swojego życia (np. o pracę), tracąc z oczu też takie rzeczy jak sfera duchowa, dbanie o ciało, o rozwój umysłowy, samopoznanie, świat emocjonalny czy relacje. Jeśli odsuwamy od siebie jakieś części nas i skupiamy się na jednej czy dwóch, bardzo negatywnie wpływamy na siebie. Stąd frustracja, wrażenie, że coś w tym wszystkim nie gra, poczucie beznadziei i te nagłe zrywy związane z odpoczywaniem czy odpuszczaniem.

💡regularnie dba o różne części siebie, mając świadomość, że to daje same dobre efekty – składamy się z różnych sfer i części. Każda z nich tworzy niepowtarzalną mozaikę człowieka, piękną w unikalny sposób, wyjątkową. Trudno to piękno dostrzegać w chwili, gdy jakieś kawałki mozaiki są zabrudzone lub stłuczone. Dbanie o każdy aspekt siebie daje poczucie spełnienia, buduje pewność siebie, uczy asertywności i umiejętności chronienia siebie, a także pomaga w budowaniu miłości własnej. A miłość własna jest konieczna jeśli chcemy w zdrowy sposób kochać innych ludzi.

💡myśli nie o perfekcji a o ulepszaniu swojego życia – a to dwie zupełnie inne pary kaloszy. Perfekcja to frustracja, niezgoda na błędy, poprawki czy zmiany zdania. Ulepszanie to szukanie rozwiązań tu i teraz, to dbanie o to, aby było lepiej, milej, przyjemniej, bez kłótni, bez spinania się, bez tego całego stresu. Można panikować, że zmarnowało się czas danego dnia i znów nie wypełniło się planu w 100%, a można też dbać o to, aby codziennie dbać o lepsze wykorzystywanie czasu.

💡rezygnuje z rzeczy, zajęć, działań, które zwykle robi bo wypada – zamiast tego zajmuje się tym, co dla niej najważniejsze. Sztuka rezygnacji jest niezwykle ważna w procesie dbania o najlepszą wersję siebie. Tak naprawdę nigdy nie otrzymamy w prezencie kilku godzin więcej czy tygodnia do ogarnięcia i zmienienia swojego życia. Jeśli chcemy, aby coś się zmieniło, musimy znaleźć miejsce na wprowadzenie tych zmian. U mnie świetnie działa rezygnacja z niektórych spotkań, ograniczenie do minimum rozmów telefonicznych i oglądanie telewizji tylko wtedy, gdy mogę obejrzeć coś, co rzeczywiście jest dla mnie interesujące.

 

 

Oczywiście, można nic nie robić ze swoim życiem i skupiać się na tym, aby żyć byle jak. Niestety często jest tak, że ta bylejakość wyziera z nastawienia do świata i ludzi, wywołuje złośliwość, niechęć, skłonność do krytykowania i oceniania innych ludzi. Bylejakość sprawia, że stajemy się sfrustrowani i bywamy zniechęceni. Mamy pretensje do świata o to, że ktoś coś osiąga, robi coś lepiej, lepiej wygląda, lepiej żyje. A gdyby “byle jak” zamienić na “najlepszą wersję siebie”? Przypominam Wam dzisiaj o tym projekcie 💫 Jeśli macie ochotę poczytać więcej, tutaj znajdziecie parę ciekawych informacji:

A ja dzisiaj stworzyłam sobie plan projektu na najbliższe trzy miesiące. Przede mną mnóstwo pracy, stwierdziłam zatem, że czas określić parę konkretnych rzeczy do zrobienia w tym czasie. A co wy planujecie na te wiosenne miesiące?

Moje plany na najbliższe trzy miesiące:

  1. Sesja zdjęciowa na 30 urodziny
  2. Wyleczyć zatoki
  3. Sport regularnie trzy razy w tygodniu
  4. Poprawić ciuchy u krawcowej
  5. Dokończyć urządzanie domu – wszystkie pomieszczenia
  6. Obejrzeć filmy z mojej listy klasyki kina:
    1. “Przeminęło z wiatrem” (1939)
    2. “Czarnoksiężnik z Krainy Oz” (1939)
    3. “Obywatel Kane” (1941)
    4. “Casablanca” (1942)
    5. “Pół żartem pół serio” (1959)
    6. “Śniadanie u Tiffany’ego” (1961)
    7. “Rzymskie wakacje” (1953)
  7. Wypróbować przynajmniej jeden nowy rodzaj masażu
  8. Stworzyć sobie piękne miejsce do pracy (domowe biuro) i piękne miejsce do relaksu
  9. Wyhodować eukaliptus i winogrono z ziarenka
  10. Zacząć regularnie stosować filtry na twarz
  11. Wyćwiczyć się w pięknym malowaniu paznokci
  12. Kupić sztalugę i znaleźć dla niej stałe miejsce w domu
  13. Pozbyć się wszystkich niepotrzebnych rzeczy – zorganizować totalną domową wyprzedaż
  14. Na nowo zorganizować całe nasze życie
  15. Wyjazd do Rzymu
  16. Opowiedzieć o naszych podróżach na .haretravels i rozpocząć ten nasz wymarzony podróżniczy projekt
  17. Upiec przynajmniej 3 zupełnie nowe ciasta (własny przepis)
  18. Przeżyć wyjątkowy tydzień urodzinowy
  19. Przynajmniej raz w miesiącu zabierać dzieci na randki w jakimś fajnym miejscu
  20. Zmienić nawyki zasypiania – wcześniej chodzić spać i wcześniej wstawać

 

 

Jeśli chcesz pobrać plan projektu “Najlepsza wersja siebie”, jest on dostępny tutaj:

 

 

Czas działać, czuję, że jest do idealny moment na to wszystko. Choróbska za mną, kończymy powoli projekt Dom marzeń, czeka nas wkrótce wymarzony, króciutki wyjazd do Rzymu, a mnie samą czekają piękne projekty do zrealizowania. I najlepsza wersja siebie – do 30-stki!

Jak wyglądają Wasze rozwojowe plany na najbliższe trzy miesiące? Podzielcie się koniecznie, zainspirujmy się wszyscy!