Tu i teraz to zbiór bardzo aktualnych przemyśleń na różne tematy – w moim przypadku to będzie chyba sposób na to, aby pokazać Wam, co poza psychologią jeszcze się u mnie dzieje. A dzieje się… albo niewiele, albo wręcz przeciwnie – bardzo dużo. Wszystko zależy od tego, z której strony spojrzymy. Zapraszam dzisiaj na bardzo historyczne dla nas tu i teraz 🙂

Moje tu i teraz…

Wieś. Słyszę pralkę, którą po raz kolejny dziś włączyłam. Próbuję przedrzeć się przez górę prania. Dźwięk wirujących ubrań miesza się z dźwiękiem piekarnika, w którym za chwile wyląduje nasze najbardziej standardowe danie. Takie danie na bardziej wymagający czas, gdy nie mogę i nie chcę pozwolić sobie na zbyt długie stanie w kuchni. Jest cisza w domu – kilka minut temu Mirek zabrał dzieci do swojej babci, a ja mam chwilę na odrobinkę samotności.

Chciałabym…

żeby otaczał mnie porządek. W poniedziałek zmieniliśmy nasze życie. Wygląda na to, że zmieniliśmy je na dobre. Przeprowadziliśmy się na wieś, gdzie wszyscy (łącznie z psem) poczuliśmy się od razu na miejscu. I choć na przeprowadzkę do nowego domu musimy troszeczkę poczekać, poczuliśmy wszyscy, że coraz bliżej nam do naszego słowa na ten rok. STABILIZACJA. Ja natomiast chciałabym po prostu porządku. W jednym z pokoi domu, w którym aktualnie mieszkamy jest magazyn z naszymi pudłami. Staram się zatem zrobić tyle, ile się da, abyśmy czuli się tutaj jak najlepiej. Na porządek z prawdziwego zdarzenia poczekamy do przeprowadzki.

Cieszę się…

z tego, że dzieci bardzo swobodnie przeszły zmianę. Nastawiałam się oczywiście na najgorszy możliwy scenariusz, ale teraz widzę, że przygotowywanie ich do przeprowadzki, drobiazgi, które zrobiliśmy, żeby pożegnać się z domem i przedszkolem sprawiły, że naturalna okazała się nasza życiowa rewolucja. Dzieci są zachwycone!

Potrzebuję…

czasu na odpoczynek. Nie odpoczywam, znów się na tym łapię. Zwykle jest tak, że ulegam złudzeniu. Jestem w stanie bardzo długo i bardzo intensywnie eksploatować siebie. Mało snu, ciągłe załatwianie miliona spraw, bieganie z miejsca na miejsce, dzieci, praca. Potrafię żyć w kołowrotku bardzo długo. Często jest tak, że zauważam, że przesadziłam dopiero wtedy, gdy mój organizm domaga się uwagi np. przeziębieniem. Zwalniam. Ostatnio jednak stałam się bardziej świadoma i widzę te momenty, zaczynam mówić “nie” przede wszystkim sobie i zwalniam.

Czuję się…

wyczerpana! Ostatnie tygodnie to dla nas najbardziej intensywny czas do tej pory. Chcemy załatwić w jednym czasie mnóstwo spraw, do tego oczywiście doszła stłuczka i w związku z tym problem z samochodem. Przeprowadzka, moje projekty, praca, maluchy. Cieszę się, że każdy kolejny dzień przynosi nam coraz więcej spokoju i więcej rytmu, który można w jakimś stopniu przewidzieć. Do tego stworzymy sobie przestrzeń (spokojną!) na nowe tegoroczne projekty i będzie idealnie!

Tęsknię za…

niczym. Tęskniłam za tym momentem, jaki jest teraz.

Oglądam…

“Outlandera” – znów! Mój Mirek zaczął oglądać i ja oczywiście do niego dołączyłam. Cudowny relaks.

Działam

Zawsze tak jest – gdy czasu jest jak na lekarstwo, zaczynam coś nowego, uruchamiam jakiś pomysł lub w coś się angażuję. I zrobiłam to w końcu – zapraszam Was na nasz wspólny nowy profil instagramowy o naszych podróżach .haretravels ♥ Wiele razy otrzymywałam pytania o wyjazdy, szczególnie z dziećmi. Sama też wiele razy żałowałam, że te wszystkie zdjęcia cudnych miejsc gdzieś nam się zakurzą w czeluściach komputera. I jest .ht ♥

 

 

A jakie jest Wasze „tu i teraz”?