Jakiś czas temu Niebałaganka zaczęła tworzyć u siebie serię “Tu i teraz” – i muszę Wam powiedzieć, że bardzo spodobał mi się taki pomysł. Tak bardzo, że postanowiłam sama w końcu zasiąść do tworzenia. Właśnie tu i właśnie teraz. Jestem ciekawa, co Wy na to 😉 To taki zbiór bardzo aktualnych przemyśleń na różne tematy – w moim przypadku to będzie chyba sposób na to, aby pokazać Wam, co poza psychologią jeszcze się u mnie dzieje. A dzieje się… albo niewiele, albo wręcz przeciwnie – bardzo dużo. Wszystko zależy od tego, z której strony spojrzymy.

 

Moje tu i teraz…

Siedzę właśnie sama w domu moich rodziców, w małej wsi przyklejonej do Limanowej. Mirek musiał pojechać na kilka godzin do Krakowa, żeby zająć się mieszkaniem, które wynajmujemy. Moi rodzice zabrali dzieci do kościoła, a ja… jak zwykle w ostatnich dniach siedzę. Chyba nic innego mi nie pozostało – od czasu do czasu odczuwam lekkie skurcze, dziewczynka w moim brzuchu daje znać, że wszystko u niej gra. Choć wczoraj byłam przekonana, że dzidziuś przyjdzie na świat, wszystko dzisiaj rano zniknęło – każdy objaw, każdy sygnał. Cisza przed burzą?

Chciałabym…

zjeść pierogi z borówkami, pojechać na plażę, przespać noc na brzuchu, przestać czekać na TO. Zawsze czekam – nasze dzieci nigdy nie spieszyły się na świat, zawsze testowały moją cierpliwość i tak naprawdę pojawiały się wtedy, kiedy same zadecydowały. Żadne metody przyspieszania akcji nie działały – pozostaje mi w takim razie tylko czekanie. Zanim jednak zacznę się tym frustrować, przypominam sobie, że na miłość warto czasem poczekać odrobinę dłużej.

Cieszę się…

z tego, że jestem naprawdę dobrze przygotowana do tej nowej sytuacji. Na blogu będą się pojawiać nowe rzeczy aż trzy razy w tygodniu (w tym co 2 tygodnie nowy podcast!), e-kursy działają, trwają zapisy na e-kursy we wrześniu, październiku, listopadzie i grudniu. Wszystko tutaj jest poplanowane i jest pod kontrolą 🙂 Nasz dom też jest gotowy, ja jestem gotowa, wygląda na to, że dzieci też. Duży spokój ducha!

Potrzebuję…

mam wrażenie, że aktualnie niczego nie potrzebuję. Mam wszystko to, czego pragnęłam i w tym momencie mojego życia chcę przede wszystkim to zauważać i doceniać.  Och tak, jest jednak jedna rzecz, której potrzebuję. Potrzebuję przypominać sobie o nastawieniu – zbliżający się poród nie jest pląsaniem z kwiatka na kwiatek. Jakieś już dolegliwości są, moje ciało mocno daje mi znać, że przygotowuje się do tego, co się ma zdarzyć. Kiedy tylko zaczynam marudzić, bywa trudniej to znieść. Kiedy jednak rozchmurzam się, oddycham głęboko i przypominam sobie o tym, że tam jest przecież moja córka, jest mi nawet całkiem dobrze w tej sytuacji 😉

Czuję się…

spokojna. Nie umiem się bać porodu, jestem raczej ciekawa tego, czy znów poczuję tę samą magię, gdy spojrzę w oczy mojego dziecka. Właściwie – już chyba ją czuję. Wystarczy, że poczuję pod dłonią stopę lub łokieć.

Tęsknię za…

sobą bez brzucha. Jestem tak bardzo w ciąży, że nie potrafię już sobie wyobrazić, że będę chodzić normalnie, skakać, biegać. Nie będę już robić wszystkiego w zwolnionym tempie? Jak to?

Czytam…

 

 

 

 

A jakie jest Wasze „tu i teraz”?