Tu i teraz to zbiór bardzo aktualnych przemyśleń na różne tematy – w moim przypadku to będzie chyba sposób na to, aby pokazać Wam, co poza psychologią jeszcze się u mnie dzieje. A dzieje się… albo niewiele, albo wręcz przeciwnie – bardzo dużo. Wszystko zależy od tego, z której strony spojrzymy. Zapraszam dzisiaj na tu i teraz “w zawieszeniu” 🙂

Moje tu i teraz…

Wieczór. Wreszcie, po kilku dniach dorwałam się do komputera i za chwil parę zabieram się za stosy maili, które na mnie czekają. Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, bo w piątek startujemy z kolejną edycją Rozwijania inteligencji emocjonalnej dziecka. Zawsze w e-kursach ustalam sobie limity uczestników po to, aby mieć szansę być w kontakcie z każdym i tu niespodzianka. W ogóle nie reklamowałam kursu, nie mówiłam o nim, nie miałam nawet wolnej chwili na to, aby Was o nim opowiedzieć i niemal wszystkie miejsca już są obsadzone 🙂 To wspaniała informacja dla mnie.

Moje tu i teraz to szał wykańczania domu. Jesteśmy na ostatniej prostej. Brakuje nam drzwi wewnętrznych, na które trzeba czekać. Brakuje nam kominka, bo ten nasz upragniony ma mikro dziurkę, która ma podobno jakiś negatywny wpływ na jego użytkowanie – na nowy trzeba czekać kilka tygodni. Brakuje nam schodów, dzisiaj panowie wymierzyli. Brakuje nam łóżka – stolarz działa intensywnie. Łazienka na piętrze czeka na chwilę, gdy wszystko inne będzie gotowe na tip top. Wtedy mój tata wkroczy do akcji. Moje biuro czeka na moment, w którym wszystko z niego zniknie i będzie można zastanowić się ostatecznie nad tym, jak to wszystko ma wyglądać.

Moje tu i teraz to takie zawieszenie. Totalne. Mam wrażenie, że dzieje się wszystko i nie dzieje się nic. Spędzam mnóstwo czasu “na budowie”, porządkując, układając, aranżując – wszystko za prowizorycznymi drzwiami zrobionymi z folii 😉 Pracuję wtedy, kiedy mogę – nad Magazynem Psychologicznym BANG!, nad Psychologią w Polsce, nad e-kursami, nad projektami, w których wzięłam udział. W kwietniu ruszamy z zupełnie nowym e-kursem psychologicznym “Stań się najlepszą wersją siebie” – dużo pracy za mną, dużo materiałów już czeka na wysyłkę, dużo rzeczy do zrobienia przede mną.

I dzieją się rzeczy poboczne, ale równie ważne. Wywiad w Interii, zbliżający się Wgląd, podczas którego będę miała przyjemność poprowadzić spotkanie ze studentami. Dobry ten marzec dla mnie!

Chciałabym…

mieć już wszystko gotowe. Sama jestem gotowa na nowe! Chcę bardzo już rozpocząć to nasze nowe życie, bez pudeł, bez kartonów, bez kurzu, gruzu i oczekiwania na to, aby kolejny etap budowy się kończył. I chodzę za tym moim tatą, pytam go, kiedy skończy z kuchnią, kiedy ten silikon przy zlewie, kiedy mogę w końcu wysprzątać łazienkę, czy już ten wkręt jest taki, jaki powinien być, bo to lustro bym sobie umyła. A czy stół lakierujemy raz jeszcze? Choć wiem doskonale, że dokonał niemal cudu, bo wybudował dom i wykończył go w 11 miesięcy, zrzędzę trochę i siedzę jak na szpilkach.

Cieszę się…

z tego, że możemy zacząć wszystko od nowa. W naszym poprzednim mieszkaniu zawsze czuliśmy, że to etap przejściowy, że na coś czekamy. Mimo tego, że zrobiliśmy tam dom, wiedzieliśmy, że to jeszcze nie jest to. Nie wiem nawet jak opisać coś takiego 🙂 W tym domu, który jeszcze nie jest gotowy do zamieszkania, czujemy, że to jest to. Nasze miejsce. Nowy start. Nowe możliwości. Wreszcie stabilizacja.

Potrzebuję…

powrotu do zdrowego stylu życia. Dziś z całą mocą sobie to uświadomiłam. Miniony tydzień był bardzo kiepski pod tym względem. Mój standardowy posiłek to chlebek z hummusem lub masłem orzechowym. Mnóstwo ciastek – nasi panowie z budowy pożerają je w ilościach hurtowych i dlatego zaczęłam je kupować dla nich. Kuszą nieprawdopodobnie i w efekcie popsuła mi się cera. Czuję też, że mam mniej sił przez tę beznadziejną dietę i zbyt małą ilość wody.

Czuję się…

chaotycznie. Z jednej strony jest ekscytacja, cieszenie się każdym drobiazgiem, przybijanie sobie piątki za każdą dobrą decyzję i inwestycję w nowym domu. Oglądamy tę granatową ścianę w łazience i wiemy, że to jest to. Z radości przytulam ten boski, 250 kilogramowy stół do jadalni. Zachwycam się wielkimi oknami w ogrodzie zimowym. Trochę przerażam się biegającymi z zawrotną prędkością dziećmi. Oswajam naszą psinkę z nowym domem i nowymi doświadczeniami.

Z drugiej strony widzę chaos w pracy i w projektach. Teoretycznie wszystko jak na razie gra, poza kilkoma mailami, którymi za chwilę się zajmę, ale to jednak nie jest mój styl działania. Te parę godzin w ciągu dnia, gdy moja Olenka śpi, wykorzystuję troszkę na pracę i troszkę na urządzenie domu. Dlatego właśnie w marcu nie ma zeszytów rozwojowych – postanowiłam, że na kolanie pisać ich nie będę.

Tęsknię za…

rytuałami, porządkiem, organizacją. Tak bardzo tęsknię, że noszę się z pomysłem wielkiego cyklu blogowego o tym, jak się zorganizować.

Oglądam…

“Outlandera” – nadal! Kończymy trzeci sezon, a gdy tylko wprowadzimy się do domu, zabieram się za czytanie książek, na podstawie których powstał serial.

Odważam się

na szminki, kolory. W ciągu minionego roku przekonałam się do używania kolorowych pomadek do ust, a teraz, dzięki współpracy z Yves Rocher testuję nowy zestaw. Odważna, najlepsza wersja siebie?

 

A jakie jest Wasze „tu i teraz”?