Codzienność zawsze przypomina mi żonglowanie wieloma piłeczkami. Każdy dzień wypełniony jest po brzegi zadaniami, planami, oczekiwaniami, jakie stawiam przed sobą i pomysłami na to, jak mogliby działać ludzie wokół mnie. Gdyby codzienność składała się tylko z tych wszystkich zadań, mogłoby być spokojniej. Ale nie. Do tych wszystkich piłeczek, które wirują wokół mojej głowy dodaję jeszcze kilka. Pomysły na zmiany, plany zawodowe, inspiracje, którym koniecznie chcę się przyjrzeć, bardzo osobiste cele, o których nie wie nikt poza mną. Żonglowanie staje się wtedy wielkim wyzwaniem, na które czasem mogę nie mieć siły. I tu wkracza magiczne słowo: wypalenie. Zaraz po nim wkracza magiczne zaklęcie:
Wykorzystaj moc małej rzeczy
Zróbmy teraz krok dalej i zastanówmy się nad tym, jak może wyglądać życie, w którym obecna jest miłość własna. Myślę, że momenty wypalenia to takie sygnały ostrzegawcze: hej! zapomniałaś chyba o sobie, prawda? zajmij się teraz sobą, otocz się opieką.
Miłość własna zaczyna się od pierwszego kroku. I pamiętaj o tym, że to nie będzie krok milowy! Ten pierwszy ruch w stronę miłości własnej to najczęściej drobiazg, który wreszcie dla siebie zrobisz. Coś małego, ale wyjątkowego, czym wzbogacisz swój dzień. Moment zachwytu. Moment zatrzymania. Mała rzecz, choć nie robi spektakularnego wrażenia, może zacząć cały proces zmian w Twoim życiu. Wyobraź sobie, że właśnie w czerwcu dasz sobie kilka takich prezentów:
- posłuchasz śpiewu ptaków, zamiast pędzić do kolejnego działania
- skoncentrujesz się na smaku i zapachu porannej kawy
- wypróbujesz zupełnie nowy smak lodów
- spędzisz popołudnie w nietypowy dla siebie sposób
Co stanie się Twoim sposobem na zadbanie o siebie w pełni?