jeśli

Prawdopodobnie chociaż raz w życiu zakładałeś, że wszystko, co robisz, może się nie udać. Pójdzie źle, doprowadzi Cię do kłopotów i zamknie Ci drzwi do sukcesu. Zamknie Ci też okna i zablokuje każdą ścieżkę. Jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie.
Prawdopodobnie kilka razy w życiu przygotowywałeś się na najgorsze, nawet jeśli nie było to koniecznie. Działałeś, ale mimo to przygotowywałeś plan B. Nie ufałeś w niezwykły zbieg fantastycznych okoliczności. O nie. Jeśli coś nie może pójść źle, to z pewnością pójdzie.
Wyobraź sobie teraz, że w Twoim życiu nie ma miejsca na cokolwiek, co złe. Zakładasz, że wszystko, co robisz, działa na Twoją korzyść, przybliża Cię do sukcesu i zapewnia Ci zrealizowane marzenia i szalone cele. Żyjesz na maksymalnych obrotach i z pewnością nie ma dla Ciebie rzeczy niemożliwych. Rozsadza Cię energia, a kolejne cele pompują Twoje samozadowolenie.
Gdybyś kiedykolwiek skusił się na takie nastawienie, musiałbyś liczyć się z kilkoma ważnymi tego skutkami:

Doszedłbyś dokładnie tam, gdzie marzysz

Przekonanie o własnej sile i sensie tego, co się robi działa jak magiczna różdżka. Jeśli zatem uznałbyś, że kończysz z czarnowidztwem i zaczynasz z niezachwianą wiarą w siebie, musiałbyś przygotować się na to, że każde marzenie, które w sobie kryjesz, w końcu się spełni. Każde, bez wyjątku. Jeśli wyobrażasz siebie jako gwiazdę telewizji, stajesz się nią. Jeśli chcesz rodziny, domu na wsi i spokojnych wieczorów na werandzie – osiągasz to. Jeśli chcesz bogactwa i podróży – poznajesz cały świat i niczego sobie nie odmawiasz. Jesteś tam, gdzie widziałeś siebie w swoich snach.
Jak to się dzieje? W najprostszy ze sposobów. Osoba, która zapomina o myślach o porażce, realizuje cele w bardziej skuteczny sposób. Jeśli istnieje dla niej jedynie pozytywny skutek wykonywanych działań, robi wszystko, co się da, aby doprowadzić do sukcesu. Nie wycofuje się, dąży, pracuje i angażuje się. To piękne zjawisko nazywa się samospełniającym się proroctwem.

Nie traciłbyś czasu

Jeśli nastawiłbyś się na fantastyczne skutki swoich działań, w pewnym momencie (w całkiem naturalny sposób!) zacząłbyś wykorzystywać każdą chwilę na realizację planu. To prawie magia – wyobraź sobie: WIESZ, że wszystko, co wprawisz w ruch, zadziała na Twoją korzyść. WIESZ, że jesteś skuteczny. WIESZ, że nawet drobne zadania są częścią większego planu. Z jakiego zatem powodu miałbyś rezygnować z ich realizacji? Po co odkładać coś na wieczne jutro, jeśli każdy Twój czyn jest sensowny?
Różne, negatywne wizje swojego życia i brak wiary we własną moc mogą skłaniać do prokrastynacji, lenistwa i ciągłego tłumaczenia się ze stosu spraw niezałatwionych. Jeśli zakładam najgorsze – po co się męczyć. Jeśli uważam, że mimo moich starań, wszystko może doprowadzić do katastrofalnej porażki – może rzeczywiście nie ma sensu się wysilać. Lepiej obwiniać okoliczności.

Przestałbyś szukać wrogów i myśleć „co ludzie powiedzą”

Myślisz, że ludzie będący na szczycie (Ci szczęśliwi!) wciąż zadręczają się opiniami innych? Myślę, że nie. Gdybyś miał ochotę na sukces, musiałbyś również zapomnieć o porównywaniu się do innych i zabieganiu o sympatię każdego. Z pewnością też byłbyś zobowiązany do zapomnienia o wrogach. Bez względu na to, ile negatywnych słów usłyszałeś, musiałbyś uzbroić się w cierpliwość i nabrać dystansu.

Marzenia o spełnieniu nie są tylko złudzenia i zależą od Ciebie. Pamiętaj, że nie jesteś zaprogramowanym, odpornym na zmianę robotem – sukces wynika z Twoich działań, przekonań, myśli i tego, co sam sobie przekazujesz. Jeśli będziesz wciąż zakładać najgorsze – zdarzy się najgorsze. Przyciągasz to. Od Twojej inicjatywy i samozaparcia zależy to, czy Twoje życie będzie pasmem sukcesów czy raczej historią powtarzających się błędów i porażek. Jeśli zatem zdecydowałbyś się na zmianę sposobu myślenia, musiałbyś zrobić wiele rzeczy w kierunku sukcesu:
  • zamiast wmawiania sobie, że wszystko może pójść źle, przekonujesz sam siebie, że wszystko może pójść doskonale. Tak, musiałbyś każdego dnia walczyć ze swoimi negatywnymi myślami. Na początku byłoby to trudne – nawyk negatywnego myślenia jest jak nałóg – pojawia się za każdym razem, gdy coś ważnego może się wydarzyć w naszym życiu. Musiałbyś zastępować złe myśli dobrymi, wyrzucić ze swojego słownictwa i tak się nie uda, nie dam rady, sukces nie jest mi pisany. Co więcej – zamiast narzekania, Twoim obowiązkiem byłoby dostrzeganie lepszych stron rzeczywistości. Nie miałbyś prawa do mówienia źle o sobie, o swojej przyszłości i możliwościach. Walka trwałaby do chwili, aż uwierzyłbyś, że jeśli coś ma pójść źle, pójdzie dobrze. I – jeśli coś ma pójść dobrze, wyjdzie doskonale. Myślisz, że byłbyś w stanie się na to skusić?
  • żadnego planu B – to krok podstawowy. Jeśli zatem byłbyś skłonny uwierzyć w to, że odtąd w Twoim życiu będą się dziać jedynie te dobre rzeczy, musiałbyś zaufać sobie w stu procentach. A wiara tego typu oznacza odwagę. Zamiast wymyślania setek rozwiązań na zaś, dajesz z siebie wszystko. Dlaczego? Brak alternatywnych rozwiązań oznacza Twoją prawdziwą wiarę w sukces. Zastanów się: z jakiego powodu miałbyś tracić energię na wymyślanie ich, jeśli wiesz, że aktualny plan jest idealny?
  • koniec z szukaniem winnych – każda (nawet wielka!) porażka może być pierwszym i najważniejszym krokiem w stronę sukcesu. To, jak ją będziesz oceniał zależy od Ciebie. Jeśli uznałbyś, że od dziś wierzysz w dobre skutki każdej minuty Twojego życia, musiałbyś pozbyć się tendencji do poszukiwania winnych. Najczęściej zakładamy, że porażka wynika z ingerencji tego okropnego świata. Żyjesz w takim, a nie innym kraju. Masz takie i takie możliwości. A właściwie – nie masz żadnych możliwości – tak straszne jest Twoje życie. Myślałeś tak choć raz? Czy choć raz stawiałeś sam siebie na pozycji ofiary i cierpiętnika? Jeśli chociaż raz w życiu Ci się to zdarzyło – nie możesz tego powtórzyć. Nie jesteś ofiarą, a kreatorem.

Gdybym sama uznała, że skutek wszystkich moich działań to sukces, zaczęłabym zmieniać swoją rzeczywistość już teraz. Najpierw dokonałabym najważniejszego wyboru: między totalną, poważną wiarą w siebie, a dramatycznym usprawiedliwianiem niepowodzeń. Dziś zadbałabym bardziej o siebie i własne samopoczucie. Kilka godzin lub kilkanaście minut tylko dla mnie. Stworzyłabym odważny plan na najbliższe miesiące – może nawet lata. I zrealizowałabym go. Bez jakichkolwiek wątpliwości.